• facebook
  • rss
  • Grochowisko i Wielka Niewiadoma

    ks. Tomasz Horak

    dodane 17.09.2016 09:00

    Takich chwil oddechu, spokoju, nawet sielanki nam potrzeba.

    Wszędzie ostatnio dominują tematy Ważne, Wielkie, Aktualne (duże litery dla podkreślenia wagi tychże tematów). Warto jednak na chwilę zejść z wielkiej sceny na ziemię. Taką zwykłą, brunatną, haftowaną zielenią i kolorami jesiennych kwiatów. Każdego dnia idziemy z psem na długi spacer. O tej porze roku raczej wieczorem, a nawet o zmroku. Jasna lornetka, mocna latarka, zawsze różaniec, telefon niekoniecznie. Wiosną oczy i słuch przyciągały ptaki. Zmęczyły się latem i pracą nad wykarmieniem dzieci, teraz są mniej widoczne. Bociany i jaskółki odleciały tego roku wcześniej. Ale przecież są sarny i lisy. W zmroku to całe przedstawienie. Błyszczące oczy – jedna para wyżej, zupełnie nieruchoma. Druga para niżej – rozbiegana na wszystkie strony. To mama sarna z podrośniętym sarniątkiem. Na grochowisku. Bo pozostałe po zbiorze ziarna grochu zakiełkowały i jest wyborna, jesienna sałatka dla zwierzaków...

    I o czym tu pisać – powiesz. Jest o czym. O tym, że takich chwil oddechu, spokoju, nawet sielanki nam potrzeba. I tego, by zobaczyć na drugim końcu grochowiska dwa młode, ale dorodne lisy, które zabawiają się jak kociaki. Sarny ignorują je kompletnie. Widać, że pakt o nieagresji istnieje. Wśród „dzikich” zwierząt. Bo gdy zobaczą zbyt blisko mojego labradora (który wylizuje wszystkie kocięta w domu), to wolą – owe sarny – dostojnie, ale zdecydowanie ukryć się w nadrzecznych zaroślach. Zwierzak przychodzący z cywilizowanego świata nie jest godzien zaufania, nawet poczciwy labrador.

    No właśnie, jak to jest z tym cywilizowanym światem? Jest godzien zaufania, czy nie całkiem? Patrząc na politykę – i krajową, i europejską, i światową – czuję się zmuszony powiedzieć, że nasza euroatlantycka cywilizacja nie bardzo godna zaufania. Wiele spraw na płaszczyźnie międzynarodowej (i nie tylko) plącze się wedle reguły „kto kogo przechytrzy”. Tak było już w 1939 roku. Stalin i Hitler. To było piramidalne spiętrzenie strategii przechytrzania. Musiało się zawalić. Ile zła, ruin, śmierci z tego przyszło! A dziś? Pewnie nie wiemy wszystkiego – tak jak wtedy ludzie nie wiedzieli. Dopóki bomby nie spadły na Wieluń. I na całą Europę. Jakiś tam Wieluń – ktoś powie. Wieluń to ikona całej Europy a nawet świata. Bo na drugim końcu tego szaleństwa znalazła się Hiroszima. Sarny mogą ukryć się w nadrzecznych zaroślach. Człowiek nie. Do bani z taką cywilizacją. Z cywilizacją, o której poeta powiada: „Światu na imię jest pieniądz, żądza, ambicja i mafia” (ks. Paweł Heintsch, Modlitwa wędrowca, rok 1949).

    Zatem – budować inną cywilizację? Ale jak? Niejedni próbowali. Na różne sposoby. Byle tylko cywilizacja dobra, prawdy, życia, przyjaźni, radości; cywilizacja Boga i Ewangelii, cywilizacja miłości i Miłości nie sięgały po narzędzia światowe. Bo światu na imię jest pieniądz, żądza, ambicja i mafia. I dlatego niejedna próba budowania nowej cywilizacji padła, bo sięgnięto po światowe narzędzia. Pewnie trzeba wielu, bardzo wielu ludzi, którzy dadzą innym serce. Czasem nic więcej – bo więcej nie mają. Serce, czas, uwagę, uśmiech, pokój... I tęsknotę za Wielką Niewiadomą ziemi i nieba (to znów cytowany wiersz). Popatrz, jak blisko z grochowiska do Wielkiej, wręcz kosmicznej Niewiadomej. Doświadczyłem tego, wiem.

     

    Ks. Paweł Heintsch

    MODLITWA WĘDROWCA

    I skąd, przyjacielu, przyszedłeś
    I dokąd idziesz w tęsknocie?
    Po co urągasz światu
    Burzą słów, których nie mógłby dociec?

    Prawda jest zawsze w środku,
    Jak cel, w który nigdy nie trafiasz:
    Światu na imię jest pieniądz,
    Żądza, ambicja i mafia.

    Tęsknota za wielkim Nieznanem
    w sercach tak gorzko się łamie –
    Daj serce ludziom w ofierze,
    Bo chleb zamieni się w kamień.

    Idziesz i nie wiesz dokąd,
    Bo złudnych bogactw nie pragniesz,
    Bo wiesz, że są jak ognik
    Błądzący nocą po bagnie.

    Płomienia w dłonie nie schwytasz,
    A w bagnie się pewnie pogrążysz –
    Ogromna, bezbrzeżna tęsknota
    I tak nie przestanie ci ciążyć...

    Więc idź przed siebie pogodny
    I ducha niebu polecaj;
    I mów modlitwę wędrowców,
    Która otuchę roznieca:

    Skąd idę – nie wiem,
    Lecz wiem, że idę –
    Działam, jak muszę,
    Jak mówi serce.
    Co będzie, zobaczę,
    Gdy Bogu zdam sprawę
    Z mojej tęsknoty
                za Wielką Niewiadomą
                            ziemi i nieba.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół