• facebook
  • rss
  • Warkoczyk otuchy

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 41/2016

    dodane 06.10.2016 09:33

    Decydują się na ścięcie, choć zwykle miały długie włosy „od zawsze”. To ich wyraz wsparcia dla chorej osoby.

    Dwunastoletnia Laura Nossol z Kózek odkąd pamięta, podcinała tylko końcówki. Siedząc przed lustrem mówi: – Moja ciocia ścięła włosy i opowiedziała o tej akcji i zdecydowałam się zrobić to samo. Trochę mi było żal, bo byłam przyzwyczajona do długich, ale warto. Nowa fryzura mi się podoba i będzie łatwiej rozczesywać i myć włosy – przyznaje sama. Jej mama Renata dodaje, że jest dumna z córki. – A te warkoczyki teraz zapakujemy i wyślemy do Warszawy – informuje dziewczynkę Beata Wawrzynek, właścicielka salonu w Polskiej Cerekwi.

    Noś i walcz!

    – Choć akcja trwa od paru lat, wiele osób o niej nie wie, bo i salonów współpracujących z fundacją Rak’n’Roll nie jest tak wiele – stąd dziewczyny przyjeżdżają specjalnie, z Raciborza, Kietrza, choć mają fryzjerów bliżej – bo dowiedziały się o niej przez Facebooka – tłumaczy fryzjerka. Właśnie dlatego na profilu społecznościowym zdjęciami dokumentuje, kto wziął udział w akcji. Zawsze po takim wpisie zgłaszają się kolejne osoby.

    Od 13 miesięcy było ich już ponad 30. Największy ruch jest po I Komuniach św., kiedy dziewczynki, skracając zapuszczane na tę uroczystość włosy, pomagają w ten sposób chorym rówieśnikom. A dziecięce włosy są delikatne i miękkie. – To musi być samodzielna decyzja, bo klientki są bardzo z nimi bardzo związane, to część ich tożsamości. Są emocje, dlatego dbam, żeby to odbywało się na spokojnie, żeby miało piękną oprawę – uśmiecha się Beata Wawrzynek. Wydaje się, że to tylko fryzura, ale dla pacjentek onkologii to znacznie więcej. Fryzjerzy, których klientkom włosy się przerzedzają albo przechodzą chemioterapię, wiedzą, jaki to dla nich dyskomfort, jak mocno to przeżywają i jaki wpływ ma poczucie piękna na walkę z chorobą. – Akcja ta daje kobietom coś więcej niż perukę – ponowną pewność siebie i siłę do walki. Ja zawsze miałam długie włosy, chyba w innym przypadku nie ścięłabym ich tak krótko. Od roku ponownie je zapuszczam, żeby znowu się nimi podzielić. Pomoc drugiej osobie choćby w taki sposób daje radość – podkreśla Magda Skowrońska, uczestniczka z Zakrzowa.

    Kosmyk dla drugiego

    Beatę Wawrzynek do zaangażowania się zachęciła córka, która jest lekarką. – Nie można tylko zarabiać, trzeba też myśleć o drugim człowieku. Tu do powodzenia potrzeba i osoby, która ofiaruje swoje włosy, i kogoś, kto za darmo je obetnie, poświęci czas, zrobi jakąś ładną fryzurę po obcięciu, opakuje te włosy i wyśle. To jest moje poświęcenie, ale warto. Podobne salony są w Opolu, Nysie, Oleśnie, ale też np. w Głuchołazach, Walcach czy małej Kórnicy. A wśród uczestników akcji są nie tylko same kobiety czy dziewczęta, ale także... misjonarze. – Pomysł zrodził się już w czasie przygotowania się do wyjazdu na misje 6 lat temu. Powód? W mojej rodzinie choroba nowotworowa pojawiała się i wielu tę walkę przegrało.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół