• facebook
  • rss
  • Krążący po orbicie

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 50/2016

    dodane 08.12.2016 00:00

    Darek Czarny, gitarzysta, wokalista, kompozytor, aranżer zespołu „U studni” opowiada o muzyce i wierze.

    Od wczesnego dzieciństwa miałem przyjemność przebywać w otoczeniu ludzi, którzy dzisiaj są bardzo wysoko w rynkowym rankingu muzyków: z Markiem Radulim (m.in. Budka Suflera) i Krzysiem Gabłońskim (m.in. Banda i Wanda). Zaraziłem się tą pasją – mówi Darek Czarny.

    Od domu kultury do Starego Dobrego Małżeństwa

    Granie rozpoczął w zespole młodzieżowym w Kędzierzynie-Koźlu, skąd pochodzi i gdzie mieszka do dziś. Potem przyszła propozycja współpracy z krakowską formacją grającą muzykę country. Przygodę z poezją śpiewaną rozpoczął od współpracy z kędzierzyńską Bohemą. W 2005 roku został zaproszony do nagrania płyty „Missa pagana” (poezja E. Stachury) ze Starym Dobrym Małżeństwem. Po tym muzycy SDM poprosili, żeby zagrał z nimi kilka koncertów. W 2006 r. wszedł do składu SDM na stałe. I pozostał w nim do końca, tj. do rozpadu grupy – legendy polskiej muzyki folk-rockowej i poezji śpiewanej – w 2012 r.

    Nie namawiam do rozmowy na trudny temat rozstania z liderem SDM Krzysztofem Myszkowskim. Bo współtworzący zespół przez wiele lat – Ola Kiełb-Szawuła, Wojciech Czemplik, Ryszard Żarowski, Andrzej Stagraczyński, poeta Adam Ziemianin i Darek Czarny – postanowili nie kończyć wspólnej drogi, nie tylko muzycznej, ale i przyjacielskiej. – SDM to była największa przygoda, wiele się przez te lata nauczyłem. A teraz kontynuujemy ten muzyczny klimat pod innym szyldem. Bo to, co graliśmy w SDM, po prostu wypływało z nas – opowiada Darek Czarny. Od czterech lat jest wokalistą, gitarzystą, aranżerem, kompozytorem w zespole, który nazwał się „U studni”. – My nie przemawiamy do ludzi. My dzielimy się swoją fascynacją. Nie występujemy z pozycji nauczycieli. Bo może być tak, że siedzą na widowni ludzie, którzy głębiej ode mnie rozumieją to, co ja śpiewam – mówi Darek Czarny i dodaje, że po ich koncertach słuchacze są nie tylko wzruszeni. Kto wie, co znaczy SDM, i jak gra „U studni”, ten rozumie, że wzruszenie, czułość, łagodność to poniekąd drugie imię tej muzyki. – Bywa, że po koncertach ludzie przychodzą mocno poruszeni tym, co śpiewamy. Czują się jakoś wezwani nawet do przewartościowania swojego życia – mówi muzyk.

    Nie kombinuj, to był palec Boży

    Miałem okazję słuchać go na koncertach kilka razy. A teraz słucham mówiącego przy stoliku w kędzierzyńskiej „Atenie”. Uderza mnie harmonia, zgodność między muzyką i rozmową. I dystans do siebie. – Powiedzieć, głosić, śpiewać można wiele, ale ostatecznie liczy się to, jak żyjemy – mówi. Spokojnie, bez emfazy, z doświadczeniem mężczyzny w wieku średnim opowiada o swojej wierze i przełomowym jej momencie. – Moja żona Lilla, która prowadzi mnie przez całe życie – niemalże za ucho ciągnąc – mówi mi wprost: Darek, nie kombinuj, to był palec Boży.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół