Nowy numer 16/2018 Archiwum

Waleczne serca

„Szacunek okazuje się wtedy, gdy nawet, jak ktoś nie widzi, nie słyszy i nie rozumie, to mówisz do niego tak, jakby wszystko widział, słyszał i rozumiał. (…) I kiedy nakładam sobie i Zosi tyle samo miodu na chleb, chociaż ona nie zauważyłaby, że dostała mniej” – tłumaczy Ania, siostra niepełnosprawnej intelektualnie Zosi.

Nazywa się Franio. Ma 6 lat… „Nie mówię, ale wszystko potrafię powiedzieć rękami albo obrazkami. Te obrazki nazywają się piktogramy. (…) Pani doktor mówi, że mam autyzm”. To początek książki napisanej przez opolankę Agnieszkę Kossowską. Tytuł „Duże sprawy w małych głowach” wiele wyjaśnia. Bo niełatwo zrozumieć dziecku, co się z nim dzieje i dlaczego jest inne. Trudno wytłumaczyć to jego zdrowym rówieśnikom, a nawet dorosłym. Tu się chyba udało, przemycając wskazówki, jak się zachować, pomóc i... nie osądzać. Wszystko to słowami dzieci – prostymi, szczerymi i obrazowymi. – Jestem mamą Natalii i już 7,5-letniego Frania, który jest dzieckiem niepełnosprawnym. Gdy poszedł do przedszkola – zwykłego, z dziećmi pełnosprawnymi, panie pytały, czy mam jakieś książeczki, które pomogłyby dzieciom wytłumaczyć, co Frankowi jest, dlaczego nie mówi, tylko miga i inaczej się zachowuje. Ja takiej książki nie znalazłam, przynajmniej dla dzieci w wieku przedszkolnym. Pomyślałam, że można napisać krótką opowieść tak jak ja – mama chciałabym opowiedzieć o moim synu. Ale nie bajkę, bo nasza rzeczywistość wcale bajką nie jest – mówi Agnieszka Kossowska.

Franek ma niepełnosprawność sprzężoną, co oznacza, że występują u niego różne rodzaje niepełnosprawności. Zatem po konsultacji ze specjalistami – bo zależało jej, by uniknąć błędów merytorycznych – jego mama postanowiła opisać wszystko.

Bohaterzy

Franek jest wcześniakiem, który miał bardzo złe rokowania. Otarł się o śmierć, miał wylewy, ma niedosłuch i niepełnosprawność ruchową, z czasem pojawił się autyzm. Twierdzono, że nie będzie chodził i mówił. Dziś przy odpowiedniej adaptacji potrafi prawie to, co inne dzieci, tyle że wolniej i mniej precyzyjnie. Chodzi do przedszkola, które lubi, mówi, choć jeszcze niewiele, i jest pełnym życia, brojącym siedmiolatkiem. Okazuje się, że jego koledzy świetnie uczą się przy nim odpowiedzialności i empatii, akceptując, że „on taki jest i już”. A on znacznie lepiej się wśród nich rozwija. O nim i innych opisanych postaciach można mówić: bohaterzy. Bo pokonali dużo większą drogę i stoczyli ogromną walkę, by przeżyć i funkcjonować mimo chorób i niepełnosprawności. – Ta książka zawiera emocje, przeżycia, które ja jako matka przechodziłam i nosiłam w sobie. Dla pewności wysyłałam to do innych rodziców, prosząc o recenzję. I oni odpisywali: „To jest prawda, to jest nasze życie”. Nie zapomnę też słów pewnej głuchej dziewczynki, która napisała: „Dziękuję ci, że pokazałaś innym nasz świat” – opowiada autorka. Niektórzy rodzice zdrowych dzieci miewają wątpliwości, czy to nie zanadto drastyczne dla kilkulatka, czy stykać go z niepełnosprawnością. Natomiast lekarze twierdzą, że jest to bardzo delikatnie przedstawiona rzeczywistość. Mowa w niej nie tylko o osobach niewidomych czy głuchych, ale także o autyzmie, niepełnosprawności sensorycznej, ruchowej i intelektualnej, gdzie znajduje się przytoczony we wstępie fragment o szacunku. Jest też ostatni, dopisany w drugim wydaniu rozdział – o wcześniactwie, strachu i epilepsji, który niewielu dorosłych doczyta bez łez. – To niełatwy temat, ale okazuje się, że dzieci są gotowe podjąć go i zrozumieć. To my, rodzice nie wiemy, jak o tym rozmawiać, nie umiemy dobrać słów, nosimy w sobie emocje, które nas blokują – podkreśla pani Agnieszka.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma