• facebook
  • rss
  • Szkoła dobra

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 06/2017

    dodane 09.02.2017 00:00

    Okazją do spotkania z mariankami jest ich doroczny kostiumowy bal karnawałowy.

    Dziewczyny same udekorowały salę, przyniosły słodkości i napoje, a o posiłek zadbały ich mamy. Kolorowe przebrania, uśmiechy na twarzach, taneczna muzyka i mnóstwo zabaw animowanych przez panią Ewę, zawodowego wodzireja i jednocześnie członka miejscowej rady parafialnej. – Raz do roku mamy taką zabawę i czekamy na nią – przyznaje Asia Klimek. – To dla nas radość, że możemy tu przyjść, przystroić salę, same się przebrać. To świetna okazja, by razem się pobawić. Na spotkaniach formacyjnych nie zawsze jest na to czas – dopowiada Andrea Bort.

    Zaangażowane i zgrane

    W parafii św. Małgorzaty w Krasiejowie do grona Dzieci Maryi należy 25 dziewcząt od 3. klasy szkoły podstawowej po 3. rok studiów. Od 2007 r. ich opiekunką jest s. Bogumiła, służebniczka NMP. – W naszej wspólnocie dziewczyny kształtują odpowiedzialność i sumienność, uczą się bycia dla drugiego człowieka. W przyszłości będą dobrymi żonami i matkami – mówi s. Bogumiła. Spotkania formacyjne mają co piątek przed Mszą św. szkolną, a raz w miesiącu odbywa się też spotkanie w Spóroku, czyli w filialnej miejscowości. – Nasza wspólnota uczestniczy każdego roku w diecezjalnej pielgrzymce na Górę św. Anny, dniu skupienia w Nysie i spotkaniu opłatkowym w Opolu. Mamy doroczny bal i czerwcowe ognisko na zakończenie roku formacyjnego – wylicza. – Dziewczyny są bardzo chętne do wielu zadań. Przygotowały m.in. program słowno-muzyczny na parafialny Dzień Chorego, jasełka dla podopiecznych DPS w Kadłubie, wspierały Domowe Hospicjum dla Dzieci, zbierały makulaturę i kapsle na rzecz misji w Kamerunie. Przez cały Adwent pod okiem proboszcza przygotowywały się do koncertu kolęd, który poprzedził Pasterkę. Co niedzielę prowadzą w kościele Koronkę do Miłosierdzia Bożego, a choć nie nakładam na nie obowiązku przychodzenia na Mszę św. w 1. soboty miesiąca, one i tak stają przy sztandarze – chwali swoje podopieczne s. Bogumiła.

    Szkoła, ale trochę inna

    Marianki chwali też ks. proboszcz Józef Gorka. – Są zaangażowane w parafii i zawsze można na nie liczyć – podkreśla. – Dzisiaj młodzi często zamykają się w domach, przy komputerach, i żyją w świecie wirtualnym. A trzeba się spotykać, rozmawiać ze sobą, cieszyć się swoją obecnością. Człowiek potrzebuje spotkań z innymi – mówi, obserwując karnawałowe tańce w sali parafialnej. – Będąc marianką, uczę się bycia dobrym człowiekiem, uczę się posłuszeństwa i modlitwy. Super jest spędzać czas z innymi mariankami – przyznaje gimnazjalistka Gloria Kula. – Wspólnota Dzieci Maryi to dla mnie jakby druga szkoła. Tu uczę się odpowiedzialności i tego, że nawet jeśli nie chce mi się przyjść do kościoła, to i tak idę. Naprawdę jest inaczej być w kościele z przodu, przy sztandarze, a inaczej w ławce. Będąc przy sztandarze, czuję się wyjątkowa i dumna, że jestem tak blisko ołtarza – podkreśla licealistka Asia Klimek. – Polecam bycie marianką. Niczego się nie traci, a bardzo wiele można zyskać, nauczyć się posłuszeństwa, ofiary, bycia dobrym człowiekiem. Cieszy mnie, że mam bardzo dobry kontakt z młodszymi dziewczynami. Gdyby nie ta grupa, to pewnie w ogóle byśmy nie miały relacji ze sobą – mówi Andrea Bort, animatorka i studentka, która dla wielu młodszych koleżanek jest wzorem.

    Dobre wzory

    Małgorzata Cebula opowiada, że w Krasiejowie już od dawna siostry prowadzą wspólnotę Dzieci Maryi. Razem z innymi mamami wspomina m.in. s. Judytę, która na rowerze z różańcem w ręku przyjeżdżała do ich domów, stukała do drzwi i pytała, czy będą dzisiaj śpiewać w kościele. Bo w Krasiejowie bycie marianką to niemal rodzinna tradycja. W niejednym przypadku niegdyś właśnie mamy należały do Dzieci Maryi, a dziś należą ich córki. Starsza latorośl zapisuje się, a za nią podążają jej młodsze siostry. – Nie namawiałam córki, by została marianką. Wręcz ją zniechęcałam – przyznaje Monika Ziaja, mama Karoliny. – To dlatego, że wtedy była chętna na wszystkie zajęcia dodatkowe. Koleżanki szły do Dzieci Maryi, to i ona chciała. A to przecież nie jest zajęcie na rok, ale podjęcie konkretnej formacji. Wzięłam Karolinę na przetrzymanie i kiedy po roku jej nie przeszło, zgodziłam się – opowiada pani Monika. Od tego czasu minęło 7 lat i Karolina nadal jest marianką. – Marianki są zgraną grupą, która przyciąga inne dziewczynki – mówi Klaudia Kula, mama gimnazjalistki Glorii, która do Dzieci Maryi należy od 4 lat. Podkreśla, że dziewczyny garną się do wszystkiego: do grania, do śpiewania, do wspólnej zabawy, ale też do służby w kościele, do modlitwy. Przykład czerpią z domu. – Gdyby rodzice nie chodzili do kościoła, to i dzieci by nie chodziły – przyznają mamy. Cieszą się, że córki są w grupie, w której nie ma złych przykładów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół