• facebook
  • rss
  • Nikogo tu nie ma

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 11/2017

    dodane 16.03.2017 00:00

    W redakcjach dzieją się sprawy dziwne i tajemnicze. Wstrząsające do głębi i śmiechu warte.

    Nie inaczej było i jest w naszej redakcji. Chyba nigdy nie brakowało nam poczucia humoru. Czasem – przyznać to trzeba uczciwie – tylko ono ratowało nas przed zapadnięciem się w mroki najczarniejszego przygnębienia, o którego przyczynach będziemy tu milczeć aż po grób, a może i dalej. A trzeba tu koniecznie zaznaczyć, że dziennikarze to istoty wrażliwe, żeby nie powiedzieć – mimozy. Ta nadwrażliwość bywa hartowana i wystawiana na ciężkie próby. Ongiś w skromne progi redakcji wkroczył bardzo szanowany i wielce zasłużony ksiądz prałat. Zobaczywszy tylko niżej podpisanego otwierającego drzwi, zapytał wprost i uczciwie: – Nikogo nie ma w redakcji? – Nikogo – odparł otwierający drzwi, na czym mile rozpoczęta konwersacja się zakończyła.

    Nie takie rzeczy się o sobie słyszało, zatem i to spotkanie – choć tu nasuwa się jednak zasadnicza wątpliwość: czy zetknięcie księdza prałata z nikim można nazwać spotkaniem? – jakiegoś szokującego wrażenia nie wywarło i konsekwencji duchowych za sobą nie pociągnęło. Inaczej wyglądały kwestie poczucia własnej wartości podczas pamiętnych spotkań z bp. Janem Kopcem. Kiedy był biskupem pomocniczym w Opolu, lubił nas odwiedzać i nieco zabawić na redakcyjnych salonach. W toku rozmowy, której ton nadawał oczywiście ksiądz biskup, nie brakowało delikatnych i dowcipnych aluzji do tekstów publikowanych w „Gościu Opolskim”. Takoż charakterystycznych profesorskich fraz, które wprawiały jednocześnie w stan – by rzecz ująć delikatnie – pogłębionej refleksji nad własną niewiedzą, jak i w poczucie wzajemnej nici sympatii snującej się nad stolikiem z kawą i ciastkami typu różnego. – Wszyscy tutaj przecież bardzo dokładnie pamiętamy, co Karol V Habsburg powiedział w owo pamiętne popołudnie 23 sierpnia roku 1555 (datę przytaczam z pamięci, zatem błędnie – przyp. autora) – zdania tego typu wtrącał biskup w swą opowieść nie tak znowu rzadko. Wtedy sprawy naszego mikroświata z miejsca stawały się jaśniejsze: wiadomo było, kto tu jest mądry, a kto... Dławione w takich momentach wybuchy śmiechu czy też nie mniej gwałtowne krztuszenie się łyczkiem porto przywiezionego właśnie z Portugalii nie były w stanie przerwać potoczystych wywodów bp. Kopca. Pamiętne sytuacje wiążą się – rzecz najjaśniejsza pod słońcem – z pomyłkami w tekstach. – Chciałbym poinformować redakcję, że żyję – odezwał się w telefonie pewien ksiądz wymieniony w jednym z reportaży jako „świętej pamięci”. Bp Paweł Stobrawa zadzwonił kiedyś, by się „upewnić”, kiedy ma pojechać do parafii X: czy w dniu podanym przez nas w gazecie, czy wtedy, kiedy ma to zapisane w kalendarzu…

    Na dowcip naszych czytelników – duchownych i świeckich – zwykle możemy liczyć; mile rozładowuje on napięcie. Kiedyś zdjęcie ks. prof. Tadeusza Doli zostało podpisane właściwym nazwiskiem, ale imieniem jego starszego o 17 lat brata – również księdza profesora, Kazimierza Doli. – Nic nie szkodzi. To było dość miłe, bo kilkoro znajomych nawet zadzwoniło z gratulacjami, że bardzo młodo ostatnio wyglądam na zdjęciach – zapewnił ksiądz profesor Kazimierz Dola strapionego redaktora, który śpieszył z przeprosinami. I tego wszystkim Czytelnikom również życzymy: by wyglądali o te, powiedzmy, 25 lat młodziej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół