• facebook
  • rss
  • Las rośnie powoli

    ks. Tomasz Horak

    dodane 18.03.2017 09:53

    Zmiany w naszym nastawieniu do lasów i każdego drzewa z osobna nie dokonają się z dnia na dzień. Ani nawet z kadencji na kadencję.

    Różne miałem proboszczowskie obowiązki w Bawarii. W jednej z wiosek mieszkańcy przygotowali niedzielną wycieczkę rowerową dla dzieci. Oczywiście, jechali także rodzice i dziadkowie. Początek przed południem po Mszy św. Mnie dowieźli po Sumie. Na pięknej krajobrazowo trasie miałem swoją rolę – nabożeństwo przy leśnej kapliczce.

    Następny przystanek także był w lesie. Pod ogromnym dębem czekali na nas leśniczy z żoną. Sygnałową taśmą wygrodzone były niewielkie poletka leśnego runa. Brzozowe pnie stanowiły siedzenia dla babć, dziadków i proboszcza. Dzieci jak krasnoludki na mchu. Zaczęła się lekcja przyrody. O drzewie. Jak krążą w nim woda i mineralne składniki, jak liście odbierają energię słońca. No i dwutlenek węgla. Jak przyrastają kolejne słoje w pniu drzewa. Jako ilustracja utrwalone lakierem przekroje ogromnego dębowego pnia. Na nich zaznaczone miejsca: wtedy zbudowali kolej do miasteczka, wtedy założyli pierwszy telefon, wtedy urodziła się Ciocia Otti (pod osiemdziesiątkę, wychowała dwa pokolenia w przedszkolu). Potem było o mieszkańcach lasu – tych, których nie widać. Chrząszczyki i robaczki, pająki i gąsieniczki. Każdy dostał plastikowy pojemniczek, na denku milimetrowa siatka, w górnym zamknięciu lupa. Wszyscy szukali w wyznaczonych sektorach. Nawet poważni dziadkowie. Radość dzieci wciągnęła także mnie. Potem oglądanie, leśniczowie tłumaczą, jakie to stworzonka. Ani chwili nudy i nikogo podpierającego sosny. Jako utrwalenie i pogłębienie lekcji balet – nogi to korzenie, ramiona – gałęzie drzewa, soki krążą ku górze, światło spływa na liście, wraz z wodą.

    Leśniczy? Toż on i jego żona to świetnie przygotowani pedagodzy. Przygotowani i wyposażeni w profesjonalne pomoce. No i najważniejsze – czuło się, że tematem „las” oni żyją. Wtedy zrozumiałem, dlaczego ich lasy są takie zadbane. A że od dziecka lubiłem wyprawy do lasu (co mi zostało do dzisiaj), potrafię odróżnić las zadbany od zdziczałego. Puszcza jeszcze inaczej wygląda (mamy tu w górach takie puszczańskie fragmenty). W bliższej okolicy całe połacie lasu już w ogóle nie wyglądają. Wycięte, kornik je zaatakował. Dramat się zacznie, gdy runo obumrze. Lipcowe ulewy będą skutkować nagłymi wezbraniami wody, powodzie murowane.

    A kornik nie zaatakował, to ludzie ułatwili kornikowi żywiołowe rozmnażanie. Widzieliście ogródek? Nasiał działkowicz marchewki. Gęsto, jak zwykle. Powinien był za jakiś czas przerwać. Nie zrobił tego. Wyrosły takie „mysie ogonki”, większość zwiędła. To samo w lesie. Nie przecinano go nigdy, gęsto nasadzone drzewa były słabe, robactwo miało zaś dogodną „komunikację”. Od lat wielu widziałem, co się święci. Leśnicy nie widzieli? A może jakieś „pozamerytoryczne” powody wiązały im ręce i piły? A teraz żal patrzeć. I strach się bać letnich deszczów.

    Z drugiej strony dziwne pomieszanie z poplątaniem. W okolicznych wioskach tu nasadzonych trochę ozdobnych świerków – tak bez ładu i składu. Tam znowu nasiały się brzozy i pozwolono im rosnąć, gdzie nie powinny. Piękne, wiekowe topole ścięto. Nie rozumiem, dlaczego. A jakże, z pozwoleniem. Bo pozwolenie to była fikcja, wszyscy wiedzą.

    Tak mi się coś zdaje, że nie lubimy drzew. Nikt nas nie nauczył ani ich kochać, ani nawet rozumieć. Nie rozumiemy ich roli odwadniającej, roli wiatrochronnej, pyłochronnej. I to nie minister Szyszko jest winien czemukolwiek. Winien jest brak albo bylejakość edukacji przyrodniczej. Właśnie: przyrodniczej wiedzy, nie ekologicznej ideologii. Takiej edukacji – przygotowanej, interesującej, adresowanej do odbiorcy, jaką widziałem w Bawarii.

    Jest jeszcze jeden powód. Struktura własności lasów. W PRL-u lasy były państwowe. W większości dalej są. Na prawie połowie obszaru kraju osadzono ludzi z daleka. Oni tych lasów nie czuli, nie identyfikowali się z nimi. Właściwie tak zostało do dziś. W Bawarii oprócz lasów krajowych są duże obszary lasów należących do wiosek, miast i miasteczek. Te w bardzo bezpośredni sposób są traktowane jako ich wspólny majątek. Udział w dochodach, także w drewnie (choćby opałowym) dotyczy konkretnych ludzi. Na sągach drewna czerwoną farbą wypisane nazwiska udziałowców. Leśniczy to ich człowiek, który w imieniu mieszkańców dba o własność i rentowność lasu. I o jego przyszłość. Szanują go, nie powiedzą do niego „Hans”, tylko „panie leśniczy”.

    Wielu rozwiązań nie da się powielić w naszych warunkach. Ale wiele trzeba zmienić w realizowaniu Bożego nakazu z pierwszych kart Biblii: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Las wszelako rośnie powoli. Zmiany w naszym nastawieniu do lasów i każdego drzewa z osobna nie dokonają się z dnia na dzień. Ani nawet z kadencji na kadencję.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Stefan1
      18.03.2017 15:43
      Ksiądz Horak skoro przebywał w Niemczech to wie jak tam pielęgnują przyrodę. Lasy nawet w obrębie miasta są chronione, ba organizuje się "ZOO garten" Z RÓŻNYMI ZWIERZĘTAMI, dzikimi i domowymi. I to się pokazuje dzieciom, tam szkoły robią lekcje poglądowe. U nas, w kraju tną na potęgę nie patrząc na nic. W środę jechałem do Dusznik Zdr. i za głowę się łapałem na widok wyciętych drzew. Laski czy Podzamek na trasie do Kłodzka wkrótce lasów nie będą miały w otoczeniu. A same Duszniki na obrzeżach - ogołocone. Zresztą moje otoczenie sąsiad lata wstecz przesadził brzózki z zagajnika na swe podwórko. Teraz gdy to były od kilku lat duże brzozy to je ściął. Miał prawo! Tylko po jakiego czorta je tam sadził? By narzekać na opadające liście? I na tym polega tragedia naszej, rodzimej przyrody, ludzie jej nie szanują, nie dbają o nią. A ścięte brzozy to zawsze kilka metrów sześciennych drewna do kominka.
      doceń 15
    • JAWA25
      19.03.2017 17:46
      "Tak mi się coś zdaje, że nie lubimy drzew" i po co to? "Nie rozumiemy ich roli" czemu ma służyć zbiorowa odpowiedzialność? zakaz dawania fałszywego księdza nie obwiązuje?
    • jal
      19.03.2017 19:18
      Niestety jest w tym prawda. Nawet dziś, jadąc samochodem przez te Śląskie lasy, aż mnie serce bolało, że wszystko takie zaniedbane, zaśmiecone, wręcz porzucone. Kilka lat spędziłam za granicą, i czasem bardzo tęsknię za tymi wspaniałymi lasami, za zadbaną przyrodą (nie uważam, że wszystko trzeba świetnie zagospodarować, ale przynajmniej nie niszczyć, nie zaśmiecać). A z podejściem do drzew na działkach też cieżko mi się pogodzić- dziesiątki tuj na większości podwórek. A brzozy, sosny, dęby szybko wycinają. Ale może nie ma się czemu dziwić, bo jest lęk, że znów jakiś urzędnik zakaże wycinki kiedy będzie taka potrzeba gdy drzewo będzie stare.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół