• facebook
  • rss
  • Samarytanka z Dobiercic

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 15/2017

    dodane 13.04.2017 00:00

    Cicho, bez rozgłosu wykonują szereg drobnych posług, a kiedy ktoś znajdzie się w potrzebie, pierwsze to zauważają, służą pomocą, podają dłoń.

    Pani Wiesia „służy bezinteresowną pomocą wszystkim tym, którzy jej potrzebują, bez względu na porę dnia i nocy. Z wielką troską i poświęceniem pomaga w pracach pielęgnacyjnych przy obłożnie chorych, spieszy ze słowami pokrzepienia do samotnych i cierpiących, przeżywających trudne chwile, dzieli się tym, co wyhoduje w ogródku, co upiecze lub ugotuje, udziela się także w Kościele. Jej dom jest domem otwartym dla każdego...” – to część uzasadnienia przy zgłoszeniu Wiesławy Kruszelnickiej do plebiscytu Miłosierny Samarytanin Roku 2016. Znalazła się w gronie wyróżnionych spośród 95 zgłoszonych z całej Polski kandydatów. Statuetki, zwane Oscarami Dobra, oraz wyróżnienia przyznawano w dwóch kategoriach: pracownicy służby zdrowia (tu wyróżnienie otrzymał także personel medyczny oddziału chorób wewnętrznych z Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Głubczycach) oraz ci, którzy bezinteresownie pomagają innym w potrzebie.

    Na gali 31 marca w łagiewnickim sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie wręczono pani Wiesi pamiątkową tabliczkę, towarzyszyło jej 20 osób z łowkowickiej parafii. Razem z nią właścicielkami tytułu Miłosiernego Samarytanina mogą się czuć setki podobnych do niej cichych aniołów, których można spotkać w różnych parafiach.

    Nic takiego

    Cisza w słuchawce i zaskoczenie – tak zareagowała Wiesława Kruszelnicka na informację o nominacji do nagrody. Najpierw myślała, że zaproszenie do Krakowa po odbiór nagrody to jakaś oferta sprzedaży. Całe zamieszanie i peany trochę ją zawstydzają, bo – jak twierdzi – ona nic takiego nie robi. Prawda, że jest zelatorką Żywego Różańca, że prowadzi modlitwy przy zmarłych, opiekuje się pozostawionymi grobami, że dba o bieliznę ołtarzową i porządek w kościele, a jak ktoś jest w potrzebie, to jak tu nie pomóc. Ale to przecież normalne, zwłaszcza w niewielkiej parafii, gdzie ludzie się znają... – Tak, tylko że ona potrafi zauważyć, że komuś trzeba pomóc, i nie czekając na prośbę, po prostu idzie i robi, co może, dyskretnie i taktownie. Zawsze stara się zaradzić problemowi, jeśli ktoś się jej zwierza, albo omadla trudne sytuacje z mamą i one się jakoś „same” rozwiązują – tłumaczy Elżbieta Bassy, która zgłosiła panią Wiesławę, swoją dalszą sąsiadkę, do plebiscytu. Ona sama doświadczyła tej pomocy niedawno, gdy obłożnie chorował jej ojciec. – Wiesia potrafiła przychodzić o 5 rano, żeby pomóc mi przy nim, tak samo wieczorem. Nie liczyła czasu, pielęgnowała go jak kogoś bliskiego, z sercem. A kiedy zmarł, przychodziła, pocieszała, była obecna w najtrudniejszych chwilach. Tyle serca i dobra nie doznaje się nawet od rodziny – dodaje z drżeniem w głosie. Nie ona jedna otrzymała takie wsparcie, dla wielu, zwłaszcza starszych, wizyta pani Wiesi była jak promień słońca, przywracający nadzieję. Stąd gdy w „Gościu Niedzielnym”, a potem w kinie pani Elżbieta natknęła się na informację o plebiscycie, od razu pomyślała o Wiesławie Kruszelnickiej. Podzieliła się pomysłem z innymi, opisała jej działalność, zebrała około setki podpisów i wysłała do Wolontariatu św. Eliasza. Wszystko w tajemnicy przed bohaterką.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół