• facebook
  • rss
  • Nic o was bez was

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    Brak pisemnej umowy z pracodawcą, handel ofertami pracy, ćwierć etatu czy nieznajomość języka polskiego to tylko niektóre z problemów.

    W Opolu podczas debaty „Nic o was bez was” o sytuacji pracowników zza wschodniej granicy mówili m.in. ci, którzy są obywatelami Ukrainy i w Polsce pracują: Anna Zenkovska, Jurij Kariagin i Ludmiła Skochko. Mówiąc o obecnej fali migracji ukraińskiej, która trwa od 2014 r., a wzmogła się przez wybuch wojny, wyróżnili dwie zasadnicze grupy ukraińskich pracowników: tych, którzy przyjeżdżają sezonowo, chcą jak najwięcej zarobić i wrócić do swojego kraju, i tych, którzy chcą żyć w Polsce i z naszym krajem wiążą swoją przyszłość.

    W stronę legalności

    Anna Zenkovska należy to tej drugiej grupy. W Polsce mieszka od 7 lat. Wraz z mężem chciała żyć w Unii Europejskiej. Dziś z sukcesem prowadzi w Opolu salon fryzjerski, zatrudnia 10 pracowników, a także angażuje się w działania społeczne. Jej pomysłem jest m.in. Parada Panien Młodych. Wraz z mężem pomaga rodakom, którzy chcą pracować w Polsce. – Życie tutaj oceniam bardzo dobrze i tak było od samego początku. Nie mogę powiedzieć, że tutaj nas, ukraińskich przedsiębiorców, traktuje się inaczej niż polskich – zaznacza.

    Przyznaje, że wytyczne co do dokumentów, jakie należy składać w Urzędzie Wojewódzkim w związku z kartą pobytu, często się zmieniają, co jest uciążliwe, ale nie wini za to opolskich urzędników. Jurij Kariagin, mający polskie korzenie, jest przewodniczącym Związku Zawodowego Pracowników Ukraińskich w Polsce, który powstał w 2016 r. Wyjaśnia, że fala migracji związana jest z utratą przez Ukrainę na rzecz Rosji trzech mocnych gospodarczo regionów, a także ze względu na wewnętrzne problemy, z jakimi boryka się ich kraj, m.in. korupcję. – Dążymy do tego, by wszyscy Ukraińcy, którzy pracują w Polsce, byli zatrudnieni legalnie – mówi. Przyznaje, że odbiera ok. 20–30 telefonów dziennie z prośbami o pomoc od rodaków, którzy na przykład nie otrzymali wynagrodzenia. Szacuje, że w Polsce pracuje blisko 1,3 mln Ukraińców. Tylko ok. 200 tys. z nich jest zarejestrowanych w ZUS-ie.

    Przyjeżdżają w ciemno

    Okazuje się, że bezpłatne ogłoszenia o zatrudnieniu, podawane przez polskie Urzędy Pracy, sprzedawane są na Ukrainie za kilkadziesiąt dolarów. – Ludzie często są naiwni, jak dzieci. Myślą, że tu dolary rosną na drzewach, a skoro zapłacili za ofertę pracy, to przyjadą do Polski i wszystko będzie załatwione. A tak nie jest. Na miejscu okazuje się, że zostali oszukani – opowiada Jurij Kariagin. – W wielu przypadkach Ukraińcy nie mają pisemnej umowy z pracodawcą. Nie upominają się o nią, bo się boją. Do nas dzwonią dopiero wtedy, gdy nie otrzymują wynagrodzenia – mówi. Podkreśla też, że duży nacisk kładzie się na edukowanie rodaków w dziedzinie prawa pracy. Problemem okazuje się również język. Wbrew pozorom języki ukraiński i polski, które należą do jednej grupy języków słowiańskich, nie są podobne. A właśnie z takim złudnym przeświadczeniem, że bez problemu się dogadają, wielu Ukraińców przyjeżdża do Polski. W efekcie nie są w stanie porozumieć się z przyszłym pracodawcą. A jeśli podpisują dokumenty spisane w języku polskim, niejednokrotnie nie mają pojęcia, co w rzeczywistości podpisują, np. umowę na jedną czwartą etatu, o czym przekonują się dopiero po otrzymaniu pierwszego wynagrodzenia, zaskakująco niskiego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół