• facebook
  • rss
  • Bieszczadzkie nie-anioły

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    Marszałek Sejmu Żebraczego opowiadał o Królu Świata Włóczęgów i innych bieszczadzkich „zakapiorach”.

    Bogusław Wojciech Maciaszek od wczesnego dzieciństwa po wiek młodzieńczy mieszkał w Kędzierzynie-Koźlu. Na osiedlu NMD, jakby kto pytał. Tu skończył podstawówkę (nr 6, pod lasem), uczył się w liceum i w szkole muzycznej. – Te lata mnie ukształtowały, a słowa nauczyciela muzyki, pana Alfreda Willima, że mam talent i powinienem zająć się sztuką, pamiętam do dziś – wspominał poeta i kompozytor podczas spotkania w filii kędzierzyńskiej biblioteki, na osiedlu NDM, rzecz jasna. Relegowany z gliwickiej politechniki za nieprawomyślne w latach 70. XX wieku zaangażowanie polityczne, ukończył studia filozoficzno-historyczne na UJ. A potem powędrował dalej – w Bieszczady. No i jak to w latach 70. i 80. bywało – Bieszczadami się zauroczył. – Wtedy nad Soliną co sto metrów paliło się ognisko, siedzieli ludzie z gitarami i niosły się śpiewy szant. A teraz tam wszędzie są ogrodzenia, napisy „private” i pilnujące psy– mówił.

    Juliusz spod Dębu

    Bogusław Maciaszek na początku wieku XXI został wybrany na Marszałka Sejmu Żebraczego. Mniejsza o ordynację wyborczą i szczegóły głosowania, tytuł to honorowy, bieszczadzki. Rzecz w tym, że Maciaszek nie pozostał na etapie turystycznego napawania się światem w dzikich (dawniej) górach, opustoszałych po akcji „Wisła”, czyli po wysiedleniu stamtąd Łemków, Bojków, Ukraińców. Przez dziesiątki lat wrósł w środowisko bieszczadzkich outsiderów, „zakapiorów”, samotników, odludków, wagabundów, artystów. I to z nimi bodaj związał się najbardziej, o nich ze wzruszeniem opowiadał, nie o skądinąd pięknych krajobrazach bieszczadzkich. O ich życiu często poplątanym, dramatycznym, ale i o życiowej mądrości i wewnętrznej swobodzie. – Człowiek jest niewolnikiem tego, co posiada. Ja posiadam tylko tego psa – mawiał Stanisław Farion, archeolog, który mając wyższe wykształcenie i znając trzy języki obce, zajmował się w Bieszczadach wypalaniem węgla drzewnego. Cytował z pamięci i w oryginale Goethego i Novalisa. Janusz Zubow, utalentowany rzeźbiarz po ASP, który zmarł przedwcześnie na chorobę alkoholową, sprzedawał swoje rzeźby w barze w Cisnej za kilka kufli piwa, którymi dzielił się z innymi. – Dzisiaj jego rzeźby są warte kilka tysięcy złotych – mówił B.W. Maciaszek. Albo Bogdan „Sikorka” Nabrdalik. „Sikorka”, bo zimą podkradał sikorkom słoninę z karmników, by się wyżywić. Miał ze dwa metry. – A poza tym nie miał nic: ani dowodu osobistego, ani PESEL-u, nic. Były ogromne kłopoty z jego pogrzebem – wspominał Maciaszek. Poeta i muzyk z kędzierzyńskimi korzeniami opowiadał o tym, jak zaprzyjaźnił się z Juliuszem I spod Dębu z Horodka, który jest aktualnym Królem Świata Włóczęgów, po śmierci króla poprzedniego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół