• facebook
  • rss
  • Zaczęło się od szóstki

    dodane 06.07.2017 00:00

    Na pomysł tej pielgrzymki wpadli nastolatkowie. W tym roku pielgrzymka sławięcicka idzie już po raz pięćdziesiąty.

    Ksiądz prałat Henryk Wollny mówi, że ta pielgrzymka była inicjatywą Ducha Świętego. 50 lat temu był wikariuszem parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Sławięcicach (dziś – dzielnica Kędzierzyna-Koźla). W drugi dzień świąt Zesłania Ducha Świętego grupka młodzieży po wieczornej Mszy św. stała przed plebanią i rozmawiała z wikariuszem. – Pamiętam to jak dziś. Po wieczornej Mszy św. w poniedziałki była katecheza. Ale w ten poniedziałek – święto było zniesione przez państwo – nie było wiadomo, czy katecheza ma być czy nie. Najgorliwsi zostali po Mszy. I, II klasa technikum: Gerard, Krystyna, Helena i inni. Stoimy przed plebanią, dyskutujemy. I w końcu myśl: a może byśmy poszli na pielgrzymkę? I została ta myśl podchwycona. W pierwszej poszło sześć osób – wspomina ks. Wollny.

    Pierwsza szóstka w komplecie pojawiła się na wieczorze wdzięczności i wspomnień, który odbył się w Wielowsi podczas jubileuszowej pielgrzymki sławięcickiej. W tym roku na Jasną Górę wybrało się nieco ponad sto osób. Na ich czele – ks. proboszcz Marian Bednarek. – Przez lata modliliśmy się o to, żeby szedł z nami ksiądz. I wymodliliśmy! To jest jeden z cudów tej pielgrzymki – cieszy się Gabriela Tomik, która pierwszy raz poszła ze Sławięcic do Częstochowy w 1981 r., będąc nastolatką. W pierwszych latach była to pielgrzymka młodzieżowa, teraz idą na niej wszystkie pokolenia. W trasę wyruszali zawsze po zakończeniu roku szkolnego. Spali w stodołach, namiotach, u gościnnych gospodarzy – tu z pomocą młodym pielgrzymom szły zwłaszcza rodziny Giersz z Wielowsi i Kałuża z Boronowa. Na pielgrzymkę wybierali się nie tylko mieszkańcy Sławięcic, ale także okolicznych parafii czy uczniowie sławięcickich szkół chemicznych. Ryszard Popławski z Raciborza dziesiątki lat temu uczył się w Sławięcicach, znalazł tu przyjaciół, chodził na pielgrzymki. Jego syn ożenił się tutaj i mieszka. Przez pięćdziesiąt lat pielgrzymek osobistych historii nazbierało się wiele. Joachim i Felicja Kurzajowie w podróż poślubną poszli na pielgrzymkę. Jego brat Frank Kurzaj, prałat, ksiądz w Teksasie i postać szeroko znana, przyznaje: – Mie Kościół wcale nie interesowoł. Jo był harcerz. Kościół daleko. A potym sie zmieniło i żech poszoł na księdza. To dzięki księdzu Wollnemu – mówił ks. F. Kurzaj w Wielowsi. Jest jeszcze trzeci z Kurzajów – Gerard, jeden z tych, którzy w wieczór drugiego dnia świąt Zesłania Ducha Świętego stał przy plebanii z ks. Wollnym. – Panu Bogu dziękuję, że w trudnych czasach, kiedy odwaga była trochę droższa niż dzisiaj, chodziliśmy na tę pielgrzymkę. Coś musi być w tym wspaniałego, że nam się ciągle chce iść – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół