• facebook
  • rss
  • Ogień przed katedrą

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 27/2017

    dodane 06.07.2017 00:00

    Cristina, śpiewaj, bo dotykasz naszych serc.

    tekst i zdjęcia andrzej.kerner@gosc.pl Kiedy zapytałem siostrę Cristinę, co ją tak bardzo zachwyciło w Chrystusie, że zdecydowała się wstąpić do zakonu, a nie iść dalej ścieżką kariery muzycznej, wydawała się nieco zdziwiona pytaniem. – Odpowiedź jest prosta! Jest nią miłość, jakiej nikt inny mi nie dał. Miłość, jakiej nigdy dotąd nie poznałam – powiedziała najsłynniejsza włoska zakonnica. 28-letnia s. Cristina Scuccia, zwyciężczyni drugiej edycji „The Voice of Italy” (w 2014 r.), od momentu zwycięstwa w telewizyjnym talent show stała się szeroko znana w świecie. 30 czerwca wystąpiła podczas koncertu charytatywnego na rzecz odnowy katedry opolskiej. Do stolicy diecezji po dwóch latach starań ściągnął ją ks. Jerzy Kostorz, kapelan opolskich sportowców i organizator kilku masowych imprez z udziałem gwiazd sportu i estrady.

    Czułam się ograniczona

    Z jednej strony młoda, drobna Sycylijka o dużych, ciemnych oczach, wstępując do zakonu, pożegnała się z karierą muzyczną, a z drugiej – właśnie w habicie sióstr urszulanek Świętej Rodziny swoim śpiewem zachwyca miliony ludzi na całym świecie. To nie pobożna przesada. W serwisie YouTube piosenki w jej wykonaniu mają ogromną liczbę słuchaczy: najpopularniejsza prawie 90 milionów. – Już jako mała dziewczynka lubiłam śpiewać i tańczyć. Często występowałam w szkole czy w chórze parafialnym. To była nieodłączna część mojego życia. Chodziłam do szkoły muzycznej. Wychowałam się w chrześcijańskiej rodzinie, bardzo wierzącej. Może nawet rodzina niemal narzucała mi wiarę. W pewnym momencie parafia była moim drugim domem – opowiadała na placu katedralnym w Opolu kilku tysiącom ludzi, którzy przyjechali na jej koncert. „Koncert” to może nie najwłaściwsze słowo. Siostra Cristina na scenie (ufundowanej przez ECO SA) oczywiście śpiewała, ale niemal przez tyle samo czasu opowiadała o swoim życiu i Bogu. A także o swoim młodzieńczym buncie. – Gdy byłam nastolatką, wydawało mi się, że Bóg jest kimś, kto narzuca swoje normy, ogranicza moje życie i nie pozwala na robienie tego, co nastolatki lubią robić najbardziej, i co ja tak bardzo lubiłam: tańczyć i śpiewać. Czułam się w jakiś sposób ograniczona. To nie był Bóg, którego chciałabym spotkać. Moim bogiem stał się wtedy śpiew – mówiła siostra.

    Powołana na scenie

    Podczas konferencji prasowej dla opolskich mediów wspomniała też dość oględnie, że jednym z motywów „obrażenia się na Boga” były smutne wydarzenia w rodzinie. Ale nie wdawała się w osobiste, intymne szczegóły tej historii. Kiedy mama zaproponowała utalentowanej muzycznie córce udział w musicalu z okazji stulecia Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Świętej Rodziny (OSF), jej pierwsza reakcja była dość oczywista. – Żadnego Kościoła, żadnych księży i sióstr! – zareagowała Cristina. Ostatecznie jednak zgodziła się. – Pomyślałam, że zrobię to dla siebie – mówiła. Dostała w musicalu główną rolę – matki Rosy, założycielki zgromadzenia. W spektaklu jako odważna, mocna kobieta i zakonnica zadawała dziewczynom pytania: „Czy miałabyś odwagę pójść za Chrystusem, oddać swoje życie dla Niego?”.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół