• facebook
  • rss
  • Thianzhu znaczy Bóg

    Karina Grytz-Jurkowska Karina Grytz-Jurkowska

    dodane 05.07.2017 13:03

    O tym, jak siostry z Chin poznawały w Polsce życie zakonne i jak poradziły sobie z lepieniem pierogów.

    Przyjechały na dwa tygodnie, na zaproszenie Stowarzyszenia SINICUM pomagającemu Kościołowi katolickiemu w Chinach.

    Tam, po latach reżimu komunistycznego (1949-80), kiedy to Kościół był prześladowany, a klasztory i zgromadzenia zakonne nie mogły istnieć, Kościół katolicki dynamicznie, choć nadal nie bez trudności, się rozwija. Odradzające się zgromadzenia powoływane tam przez biskupów odczuwają ogromną potrzebę formacji, jednak nie mogą oficjalnie współdziałać z Kościołem Zachodnim, nie mają książek w tym zakresie, a leciwych sióstr, znających życie zakonne sprzed czasów komuny, już prawie nie ma.

    SINICUM od kilku lat zaprasza więc do siebie przełożone różnych zgromadzeń i mistrzynie nowicjatu z Chin do Polski na dwutygodniowe seminaria. Właśnie w ramach tegorocznego 18 sióstr odwiedza klasztory i sanktuaria. Poznają życie wspólnotowe, różne reguły i charyzmaty, a także polskich świętych.

    Odwiedzają po kolei siostry pasterzanki, karmelitanki, małe siostry Karola de Foucauld, nazaretanki, siostry Matki Boskiej Miłosierdzia i albertynki, służki Najświętszej Maryi Panny, służebnice Ducha Świętego, Wspólnoty Monastyczne w Warszawie i Centrum Migranta. Były m.in. u grobu bł. ks. J. Popiełuszki, na Jasnej Górze i w Wadowicach, a z Łagiewnik wezmą do siebie relikwie św. Faustyny.

    Wizyta sióstr to nie tylko ubogacenie duchowe, ale też poznawanie tradycyjnych potraw, nie tylko jedząc je, ale i robiąc...   Wizyta sióstr to nie tylko ubogacenie duchowe, ale też poznawanie tradycyjnych potraw, nie tylko jedząc je, ale i robiąc... s. Aleksandra Huf Spędziły i u nas czas, u bp. Andrzeja Czai, modląc się m.in. w opolskiej katedrze i w Nysie w bazylice u stóp bł. Marii Luizy Merkert, gdzie od 1 do 4 lipca gościły u nyskich werbistek.

    - Przyjechałam, bo tu jest ziemia wielu świętych - mówi wprost jedna z nich. Duży kult świętych zresztą był dla nich sporym zaskoczeniem, podobnie jak różnorodność zgromadzeń. Ale najcenniejsze - to doświadczenie życia wspólnotowego i poznanie klasztorów klauzurowych, których u nich nie ma.

    Bardzo podobają im się liczne kościoły i polska pobożność. A choć do polskiej kuchni podchodzą ostrożnie, powoli oswajając się z kolejnymi potrawami i sposobem ich jedzenia, lepienie pierogów z werbistkami w Nysie było wielką atrakcją...

    Wiedzą już, że „dzień dobry” to po chińsku „Ni hao”, „Xie xie" (czyt. sie sie) znaczy dziękuję, a siostra zakonna to Xiu ni (siu ni).

    Więcej w papierowym wydaniu "Gościa Opolskiego" (nr 28/2017).

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół