• facebook
  • rss
  • Świadek niewygodny

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    – Bóg dopuścił na nas to prześladowanie, bo chciał nas obudzić – mówił Georges Dakkak na Górze Świętej Anny.

    Tegoroczny gość rekolekcji „Jezus żyje!” mówił rzeczy niewygodne, a gdyby potraktować je konsekwentnie do końca – wstrząsające. A już na pewno: nieco zaburzające obraz tego, co słyszymy i czytamy o Syrii, uchodźcach, migrantach.

    Jezus mnie nie obchodził

    Georges Dakkak urodził się w chrześcijańskiej rodzinie w Aleppo, potem mieszkał w Damaszku. Od trzech lat żyje w Niemczech, jego siostra w Libanie, niepełnosprawny brat uzyskał pomoc w Kanadzie, a mama mieszka w Damaszku. Ojciec nie żyje od 10 lat. Kiedy Georges miał 9 lat, jego ojciec zachorował na stwardnienie rozsiane i wtedy dla chłopaka rozpoczął się trudny okres życia. Najpierw musiał zarabiać na rodzinę, pracując po kilkanaście godzin dziennie w dni wolne od nauki i wakacje. A po skończeniu dziewiątej klasy praca dla rodziny zajmowała już cały czas i Georges musiał zrezygnować z nauki.

    – Pracowałem po 14 godzin, w piwnicy, bez światła słonecznego. Czułem, że moje życie nastolatka już jest zmarnowane. To złamało moją relację z Chrystusem – przyznawał. Jest utalentowany muzycznie, grywał w świątyni, a nawet kierował chórem kościelnym. – Co niedzielę grałem w świątyni, w miejscu, które niewiele mnie obchodziło. Nie zastanawiałem się, co Jezus chce mi powiedzieć – mówił Georges Dakkak. Dopiero poznana na obozie chrześcijańskiej młodzieży dziewczyna rozbudziła w nim zainteresowanie wiarą. Zaprosiła go do kościoła, do którego przychodzili również chrześcijanie nawróceni z islamu. – Był tam na przykład człowiek, na którego wydano wyrok śmierci za przejście na chrześcijaństwo. A jednak nie poddał się, nie zaparł się Chrystusa. Z ust nawróconych muzułmanów usłyszałem słowa, które mną wstrząsnęły – opowiadał Syryjczyk. Wtedy zaczął mówić do Jezusa, zadawać pytania. Samotne godziny spędzał na modlitwie w kościele. Pewnej nocy przez trzy godziny klęczał pod krzyżem. – Płakałem i pokutowałem, wypowiedziałem cały ból swojego życia. To był przełom. Czułem się odrodzony. Od tego czasu świadczę o Chrystusie w Syrii, w Libanie, a od trzech lat w Niemczech – mówił. Na Górze Świętej Anny gościł dzięki Open Doors – światowej organizacji działającej na rzecz prześladowanych chrześcijan.

    Jezus w Ludwigsburgu przyciąga muzułmanów

    W Niemczech Georges Dakkak jest jednym z liderów chrześcijańskiej, arabskojęzycznej wspólnoty „Jezus jest światłem świata”. – Kierujemy swoją działalność do chrześcijan mówiących po arabsku. Prowadzimy również kampanię siania dobrego słowa do muzułmanów. Jeździmy po całym kraju i głosimy Chrystusa w języku arabskim. Są w Niemczech też inne wspólnoty, które to robią. I wielu z tych muzułmanów, którzy do nas przychodzą, nawraca się. Dokładnie tak jak św. Paweł. Wcześniej prześladowali chrześcijan w Syrii, a teraz stają się naszymi braćmi. To naprawdę cieszy serce! – mówi Georges Dakkak. I dodaje coś, co się rzadko słyszy: – Myślę, że właśnie dlatego Pan Bóg przysłał ich do Europy: żeby tu mogli odnaleźć Chrystusa.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • JAWA25
      16.07.2017 11:25
      "Bóg dopuścił na nas to prześladowanie, bo chciał nas obudzić" bez urazy, to tylko przypuszczenie
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół