• facebook
  • rss
  • Mirabilem Deum in sanctis suis

    ks. Tomasz Horak

    dodane 15.07.2017 11:22

    Papież Franciszek ustalił nowe zasady otwierające drogę procesów beatyfikacyjnych. No, może nie nowe, ale poszerzył dotychczasowe.

    Jedną z przesłanek może być „dar życia” ofiarowanego innym. Papież powiedział: „Godni specjalnego uznania i czci są ci chrześcijanie, którzy podążając śladami Pana Jezusa i jego nauczania, zaoferowali dobrowolnie i szczerze swoje życie innym i do śmierci wytrwali w tym postanowieniu” (cytat z medialnych doniesień).

    Chciałoby się powiedzieć: nic nowego. W każdym razie na nowo odkryte, sformułowane, w oficjalny obieg kościelnej praktyki włączone. Sprzed lat pamiętamy roztrząsanie sprawy św. Maksymiliana Kolbego. Czy był męczennikiem? Bo słowo „męczennik” zawierało w sobie niedopowiedziane zwykle zacieśnienie: „męczennik wiary”. Ale przecież w historii świętych naszego Kościoła mamy i takich męczenników, którzy zginęli nie za wyznawaną wiarę, ale za zasady z wiary wyrastające. Mamy i takich, co ginęli z powodów raczej politycznych, splatających się w jedno z fundamentem wierności Kościołowi i jego zasadom. Na przykład św. Tomasz Morus, angielski kanclerz, ścięty w roku 1535. Jego ostatnie słowa wiele mówią: „Umieram jako dobry sługa króla, ale przede wszystkim sługa Boga”. Jego listy z więzienia są wielkim świadectwem wiary, choć powód skazania wyrastał z przesłanek politycznych, prymitywnie politycznych. Nie sposób dokonać wiwisekcji całej tej sytuacji. Takich i podobnych przykładów można zarówno w historii, jak i współcześnie znaleźć sporo.

    A wszyscy nasi (moi osobiście także) „prywatni święci”? Taka moja parafianeczka, Asia. Ze sprawnym umysłem i w ogóle bardzo sprawną psychiką i duszą, ale z małą sprawnością fizyczną, skazana na łóżko i niezgrabny w tamtych czasach wózek w swoim niedługim (22 lata) życiu... Czy ofiarowała komuś swe życie? Tak. Uśmiech, pogoda, cierpliwość, to, że wybawiła w łóżeczku swoje młodsze rodzeństwo, to, że i dla proboszcza była „rekolekcjonistką” najzwyklejszych, a czasem zapomnianych ludzkich postaw. Dlatego odwiedzam jej grób – z kwiatem, zniczem, modlitwą przede wszystkim. I choć nie beatyfikowana, parę razy wyraźnie mi pomogła – ale żaden z tych przypadków walorów procesowych nie ma. Dlatego napisałem: prywatni święci.

    Modlitwa brewiarzowa w dni świętych może się zaczynać od antyfony „Mirabilem Deum in sanctis suis, venite, adoremus! – Bogu przedziwnemu w jego świętych pokłon oddajmy!”. Czasem używam tych słów także wtedy, gdy brewiarz proponuje inną formułę. Wiele postaci świętych to ludzie przedziwni – ale nie dziwacy. Taki święty Marcin odpędzający diabła krążącego przy jego śmiertelnym posłaniu – „idź, przepadnij krwawa bestio!”. Albo święty Roch i jego pies przynoszący mu kolejne kromki chleba. Albo święta Jadwiga – król z Wawelu. Wbrew samej sobie, ale z błogosławieństwem Jezusa z krucyfiksu w wawelskiej katedrze zawierająca małżeństwo z Jagiełłą. Albo sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki pytający ze spojrzeniem biegnącym w jakąś dal: „Czego chce Niepokalana?...” – przy tym trzeba było być, aby dotknąć w tym momencie czegoś zupełnie niezwykłego. Albo święci Andrzej Świerad i Benedykt, pustelnicy karczujący odwieczny bór i modlący się. W czwartek było ich święto, zacząłem modlitwę od słów „Mirabilem Deum in sanctis suis, venite, adoremus!”. Bo to bardzo przedziwni ludzie.

    Jak do tej przedziwności dopasować ludzkie, ziemskie, prawne reguły procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego? Dlatego nie zdziwiłem się okrzykom na placu św. Piotra: „Santo subito!”. Po co nam proces, my wiemy, że w tym człowieku objawiła się przedziwność Boga samego. Potrzebny proces, potrzebne jego reguły – z wymaganym cudem włącznie. Ale wielkość świętych nie po procesie i kanonizacji jaśnieje blaskiem, a za życia. Czasem długiego, czasem krótkiego. Czasem znanego światu, czasem skrytego.

    A swoją drogą żal mi chrześcijan z odłamów ewangelickich, których reformatorzy pozbawili kultu świętych. Prawdą jest, że to On jest Mirabilis – Przedziwny. Ale jego przedziwność dostrzegamy także w jego świętych. A Wy, Wszyscy Święci, wybaczcie nam wszystkie okropne figurki, cukierkowate obrazki, dziecinne opowiastki i żywoty, mdłe pieśni... Zresztą, mieliście za życia poczucie humoru, z humorem potraktujcie nasze naiwności. I módlcie się za nami.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Stefan1
      15.07.2017 18:19
      Żal księdzu ewangelików za brak świętych ? A może to ich mądrość doprowadziła do świadomego myślenia o życiu uświęconym ? Dalej nie komentuję bo ......
      doceń 10
    • JAWA25
      16.07.2017 11:23
      Morus był też autorem "Utopii".
    • JAWA25
      16.07.2017 11:23
      Jadwiga "Wbrew samej sobie, ale z błogosławieństwem Jezusa" skąd wiadomo?
    • Eugeniusz_Pomorze_
      16.07.2017 16:41
      Gość Niedzielny to cudowne pismo. Nie czytam wszystkiego, bo nie mam na to czasu, ale zawsze z przyjemnością biorę je do rąk. Bardzo lubię wątki biblijne, naukowo - techniczne, podróżniczo - pielgrzymkowe, historyczne, polityczne, cykl "w ramach" - swoisty kalendarz liturgiczny a'la malarstwo. Bardzo porusza lektura wszystkiego co związane ze świętych obcowaniem i w ogóle ze sprawami ostatecznymi. Felietony właśnie m.in. księdza Horaka znakomicie łączą wieczność z... doczesnością. Gość Niedzielny jest świetnie redagowany i to tłumaczy jego rekordy popularności. - Ten śląski, niemal stuletni "produkt" jest nawet lepszy od innego, jeszcze starszego, najbardziej śląskiego produktu, jakim jest... węgiel. Hmm..., cała przyjemność po mojej stronie. :-)
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół