• facebook
  • rss
  • Wśród dobrych ludzi

    dodane 03.08.2017 00:00

    Nawałnica zniszczyła wiele, ale ujawniła też ogrom cichego dobra.

    W ciągu dnia w Landzmierzu nadal słychać warkot pilarek i odgłosy robót. Praca wre, chodzą betoniarki, kursują dźwigi i auta z materiałami. U jednych dachy pokrywają już łaty i folia, u innych naprawiane są uszkodzone mury. – Większość radzi sobie samodzielnie, remontuje, załatwia firmy budowlane. Otrzymane pieniądze od razu idą na zaliczki i materiały. U pani Tłuczykont prace już trwają, u Cichoniów też, u Ficoniów dach zrobiony, u Folków będą lada dzień... – wymienia sołtys Elżbieta Sączawa.

    – Za najstarszych i samotnych część formalności wziął na siebie Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, a my mieszkańcy, sąsiedzi też staramy się ich doglądać. Czujemy się za nich odpowiedzialni na co dzień, więc tym bardziej teraz.

    Będzie dobrze

    Obejście u 90-letniej Heleny Tłuczykont zmieniło się nie do poznania od 7 lipca, kiedy trąba powietrzna siała zniszczenie. Przed domem, przykrytym już nową więźbą i folią, stoi duży dźwig, niosąc dachówki wprost do rąk dekarzy. Ściana szczytowa jest nowa, komin wymurowany, okno wymienione. Jeszcze tylko załata się dziury w suficie, podłączy prąd, telefon i odnowi pokoje... – Już wcześniej młodzi uprzątnęli mi dachówki ze stodoły, a potem przyjechali jacyś ludzie, nie wiem skąd, ale z dalsza, pocięli i poskładali mi drewno, i ani złotówki na paliwo nie wzięli. Był też pan z Azot, gdzie lata pracowałam. Teraz firma już robi dach. Jak znów będę mogła być u siebie, to już będzie dobrze. Tu się urodziłam i mieszkałam całe życie. Ksiądz zażartował, że do grudnia musi być gotowe, żeby szło świętować te 90. urodziny – uśmiecha się pani Helena. Nadal nocuje u znajomej, ale dnie spędza przy domu. Co chwilę zaglądają tu sąsiedzi, znajomi bądź ktoś z urzędu. Zresztą o bezpieczeństwo staruszki sąsiedzi dbają cały czas – zwracają uwagę, kto przychodzi, doglądają, czy widać ją na podwórku, zamienią dwa zdania albo pomogą. Inni seniorzy też nie są osamotnieni.

    Wiele serca

    – Przy Helenie wychowywały się moje dzieci, więc zamieszkała u mnie, po blisku, a i razem raźniej. U nas też zniszczyło stodołę, szopę, pół dachu budynku gospodarczego i kawałek domu. Ludzie z sołtyską pomogli w sprzątaniu, potem więźniowie, a teraz jak syn przyjechał, to postanowi, co dalej. Nie ma co narzekać – opowiada Urszula Jakubczyk. Podobnie mówi Ginter Folk: – Ludzie dużo pomogli. Była straż i inni z Cisku i Landzmierza, przyjechała pani poseł z Opola z jakimiś ludźmi, poznosili te bale i łaty. Gmina postarała się o firmę, która naprawi nam dach. Mają być za parę dni. Garaż trza przykryć, dach dawnego chlewa naprawić. W pierwszej chwili był szok, ale nie ma się co przejmować, dziękujemy Bogu, żeśmy wyszli z tego cało i cierpliwie czekamy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół