• facebook
  • rss
  • Świat Tolkiena w Turawie

    Karina Grytz-Jurkowska

    dodane 10.08.2017 00:00

    – Wolne Plemiona, udało wam się przedrzeć przez oblężenie, donieść część zapasów do Henneth Annûn, choć ponieśliście duże straty. Dzięki temu zyskaliście trochę czasu, ale to nie koniec walki... – usłyszeli gracze po bitwie.

    Krasnoludy, elfy, hobbici, Rohirrimowie i Wolne Plemiona zagłębiły się w przerażające lasy Ithilien, okupowanego przez Siły Ciemności Gondoru. Obie strony konfliktu, choć mają tam przyczółki, czują się niepewnie i odczuwają wszechogarniającą obecność przeciwników – to sceneria 10. zlotu Ennorath, miłośników świata wymyślonego przez J.R.R. Tolkiena. Wydarzenie tym razem miało miejsce nad... Jeziorem Turawskim. W urokliwym i pełnym jagód lesie przez kilka dni trwała gra terenowa, a między drzewami można było zobaczyć niezwykłe postacie i stwory, sceny bitwy i oblężenia. Były też turnieje, starcie o flagi, bitwa łuczników, konkursy wiedzy tolkienowskiej i klimatyczne ogniska ze śpiewami bardów.

    Na konwent zorganizowany przez Stowarzyszenie Miłośników Śródziemia przybyło ok. 60 fanów „Władcy pierścieni” czy „Hobbita” z całej Polski – z Gdańska, Warszawy, spod Poznania i z południa kraju. – Co roku jest to inne miejsce, staramy się, by były one różnorodne. Tu mamy teren bardzo ciekawy na grę, a przy polu namiotowym jest sklep, jezioro, węzeł sanitarny,więc wszystko, czego potrzeba – tłumaczy Michał „Radi” Rukasz.

    I dodaje: – A co do uczestników – to fajnie, że nigdy nie wiadomo, jaki będzie rozkład sił. Jeśli więc na przykład jest duża przewaga jednej strony, to w zadania wprowadza się jakieś rozgrywki wewnątrz tej grupy, żeby coś się działo. Siły Ciemności chyba tylko raz były w przewadze. Każdy z uczestników przysyła wcześniej opis postaci, w którą zamierza się wcielić, zarysowana zostaje fabuła i zadania, a potem wszystko zależy od graczy. Prócz głównego zadania każde z plemion i każdy uczestnik ma swoje cele. A ponieważ nie są one znane innym, często dochodzi do niespodziewanych sytuacji, zwrotów akcji bądź śmiesznych pomyłek... Na przykład Dúnedainowie mieli znaleźć grobowiec Akteriona Żelaznego, zabezpieczyć i przenieść jego szczątki. Podczas raportu stwierdzili, że nie wykonali zadania, bo płyta, którą już zlokalizowali, zniknęła. Okazało się wśród gromkiego śmiechu, że na dziwny przedmiot po nich natknęli się piraci z wrogiego obozu i nie wiedząc, co to, zabrali i użyli jako tarczy oraz umocnień. Inni grali na dwa fronty, lawirowali między stronami albo próbowali z każdym handlować. – Jak Czarna Pani patrzyła, to tłukliśmy się z Wolnymi Plemionami, jak jej nie było, za drobną opłatą odprowadziliśmy ich strażniczkę bezpiecznie do obozu, bo przecież nic do niej nie mieliśmy... Więc i zarobiliśmy, i nie podpadliśmy nikomu – śmieje się Krystian „Jarlabanki” Bas. – Ja grałem szlachcica, który przeżywał pewien upadek, chciał wykorzystać magię, ciemne siły do zdobycia większej władzy. W obu obozach starał się coś ugrać, osłabiając je i zyskując dla siebie jakieś cenne artefakty.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół