• facebook
  • rss
  • Czego się bać?

    ks. Tomasz Horak

    dodane 02.09.2017 09:00

    Europę o sercu zamkniętym na dobroć i z rozumem zamkniętym na prawdę zmiecie byle powódź.

    Boimy się Rimini. Oczywiście, użyłem nazwy tego miasta jako hasła. Napaść imigrantów na tubylców. Bo Polacy w Europie są dla tych z Afryki tubylcami. Boimy się Barcelony, boimy się Manchesteru. Boimy się enklaw w niejednym państwie – enklaw rządzących się szariatem. Widziałem lęk Czechów na widok postaci w burkach. „U nas? W Ołomuńcu? Przecież to nie Praga!”. Jakby w Pradze miało to nie budzić zdziwienia. A w Warszawie? A na naszej prowincji? Jeszcze nie widać, ale...

    Słucham kazania arcybiskupa Nossola, wygłoszonego w czasie sierpniowych uroczystości w Kamieniu Śląskim. Wynotowuję wątki. I ten o lęku: „My nie powinniśmy się bać nawet mocnego islamu. Ale musimy się bać przede wszystkim słabego chrześcijaństwa”.

    Czy mordujący niewinnych ludzi islam, czy terroryzujący Europejczyków imigranci, czy tworzący zaczątki swoich nowych europejskich państewek mieszkańcy Bliskiego Wschodu i północnej Afryki są „mocnym islamem”?

    Tak. Bo przemoc, jaką stosują, jest dla nas i nieprzewidywalna, i fizycznie nas niszczy. Psychicznie także. Nie – bo na takiej sile nie zbudują swojej przyszłości. Nawet gdyby nas wyeliminowali z publicznej przestrzeni, ich siła obróci się przeciw nim samym. Terror nigdy nie kończy się pokojowym rozwiązaniem. A islam podzielony do granic skrajnej nienawiści (szyici i sunnici) okaże swoją słabość.

    A ich wiara? Mocna czy słaba? Damaszek, jeszcze przed epoką wojen w Syrii. Jestem w meczecie Umajjadów, stoję przy kolumnie w bliskości mauzoleum głowy Jana Chrzciciela. Dyskretnie obserwuję rzędy mężczyzn – na kolanach, głowy dotykają kobierca podłogi. Recytują modlitewne teksty. Pokłony, słowa, zdania – wszystko układa się w jedną, zgraną w szczegółach całość. Modlitwa, wyznanie wiary, uwielbienie Boga. To robi wrażenie. Choćby dlatego, że takiej modlitwy ani świadkiem, ani uczestnikiem w chrześcijańskim kraju i w chrześcijańskiej świątyni nie będziesz.

    Jerozolima. Piątkowy ranek. Od Cedronu idę w stronę miasta, po lewej ogrom świątynnego wzgórza. Złota kopuła meczetu już zniknęła z pola widzenia. Nad całą okolicą z głośników rozlega się głos imama – trwają modlitwy. Przemykam bokiem ulicy, od miasta ku świątyni płynie rzeka mężczyzn. Najmłodsi – chłopcy jeszcze, najstarsi – sędziwi starcy. Ale większość to młodzi mężczyźni, w milczeniu, skupieniu idą pokłonić się Bogu na ich (teraz ich) świętym miejscu. W żadną niedzielę takiej ludzkiej rzeki na drodze ku chrześcijańskiej świątyni nie uświadczysz.

    Mocny to czy słaby islam? Moja odpowiedź ilustracjami malowana nie tylko nie wyczerpuje problemu, ale nawet problemu nie stawia w całej rozciągłości. Wracam więc do kazania abp. Nossola. On też problemu nie wyczerpał – jako że zbyt szeroki na kazanie. Wskazał jednak na dwa szczególne wątki nas, chrześcijan, dotyczące.

    Pierwszy to świadectwo. Świadectwo życia wartościami Ewangelii. Wskazał przykładowo kilka postaci świętych – wspomnę Brata Alberta i Edytę Stein. Dwa różne, a konieczne obszary – dobroć i prawda. Dobroć świadczona najsłabszym, symbolizowana podaną kromką chleba. Symbolizowana, bo potrzeby człowieka są szersze. Prawda wypracowywana tak na uniwersytecie, jak i w klasztornej ciszy. Prawda przyjmowana od Boga i ofiarowana człowiekowi. I dobroci, i prawdy nie dostaje dziś Europie i Europejczykom. I to napawa lękiem. Europę o sercu zamkniętym na dobroć i z rozumem zamkniętym na prawdę zmiecie byle powódź.

    Czy jest już za późno? By powódź zatrzymać – pewnie za późno. By umocnić naszą pozycję – za późno nie jest. Tylko że czasu na próżne i głupie spory trwonić nie wolno! Ale ulegać oszołomom też nie należy.

    Drugi wątek wskazany przez abp. Nossola to radość. I tu mój komentarz: nie wystarczy bić w dzwony „contra Turcos”, jak przed kilkuset laty. Dwa historyczne cudy wtedy się wydarzyły. Dziś nie wystarczą wody zatoki wokół Naupaktos ani przedpola Wiednia. Ludzi Chrystusa (czyli chrześcijan) musi być widać wszędzie, a ich znakiem rozpoznawczym powinna być właśnie radość. Nie ta kupowana na targowisku świata, tylko radość serca. Więcej – radość całego jestestwa. Przecież Bóg jest z nami! Dlatego chrześcijan stać na radość nawet w chwilach ryzyka. Mocni będziemy radością. I tu cytat ze wspomnianego kazania: „Cóż w autentycznym chrześcijaństwie nie jest ryzykiem? Przecież drogowskazem, głębią chrześcijaństwa jest krzyż”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • JAWA25
      02.09.2017 11:07
      "Europę o sercu zamkniętym na dobroć i z rozumem zamkniętym na prawdę" ale słowa, jakby Europa była jedną osobą
    • Stefan1
      02.09.2017 13:25
      Zacznę inaczej, oceniłem artykuł na "super" nie za treść a za poruszony problem i ......za abp. Nossola. Za problem bo ....... problemu z muzułmanami nie widzę. Dlaczego? Ano drugi tydzień sierpnia, Zakopane, nie tylko Krupówki ale i Morskie Oko, dolina Strążyska, Kużnice itd. wszędzie pełno muzułmanów. Samochody na rejestracji austriackiej, słowackiej, włoskiej - ich samochody. Wśród nich oczywiście Polacy i inne narodowości, w zgodzie, w symbiozie wędrujący po górach, spacerujący po Krupówkach, kupujący na targowisku. Gdzie ta nienawiść ? Gdzie te strachy ? Zapewne w Warszawie gdzie straszy pan Błaszczak bo tam, w Zakopanem tego strachu nie było. A religia i słowa abp. Nossola - ostatniego z prawdziwej HIERARCHII polskich biskupów - moim zdaniem. Ja nie sięgnę po przykłady świętych, nie, ja sięgnę po przykłady dwu - dla mnie wzorów katolicyzmu - to prymas Wyszyński i nasz ŚLĄSKI biskup BEDNORZ. To oni prowadzili do wiary chrześcijańskiej miliony polaków nie tylko poprzez głoszenie religii, wiary ale i poprzez trudne rozmowy i dyskusje z rządzącymi. I za to byli cenieni przez wiernych. Byli ODWROTNOŚCIĄ dzisiejszych hierarchów głoszących .... no właśnie, co głoszących? Tu jest ten brak naszej wiary w "pasterzy" mających prowadzić nas do BOGA. Kiedyś bardzo bliski mi ksiądz mówił mi że to rodzice, opiekunowie nie dbają o przekazywanie wiary dzieciom. I nastąpił problem bo nie mogłem się z nim zgodzić ale to inny temat. A abp. Nossol? Cieszcie się że macie go jeszcze na Opolszczyźnie. Dzisiaj to już można go podciągnąć pod "chodzącą historię" prawdziwego hierarchy naszej religii.
      doceń 20
    • kim
      04.09.2017 16:06
      Arcybiskup Nossol? On nie jest z bajki GN i innych pisokatolików. Wywiad, jakiego ostatnio abp.Nossol udzielił Tygodnikowi Powszechnemu w takiem GN ukazać by się nie mógł. Pan Kucharczak by nie zdzierżył zapewne. Ten chodzący jeszcze (oby jak najdłużej!!!) święty arcybiskup, ta chodząca emanacja miłości bliźniego nie jest na pisowską Polskę i pisowski katolicyzm, z tymi "zarazkami, chorobami", które ofiary wojny mogłyby do Polski przynieść ze sobą...
    • wietrzyk11
      04.09.2017 18:07
      A ja się boję księży-lemingów.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół