• facebook
  • rss
  • Krzysztof i przyjaciele

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 36/2017

    dodane 07.09.2017 00:00

    Msza św. za ks. Krzysztofa Grzywocza w jego rodzinnej parafii w Koźlu-Rogach.

    To jest trudna sytuacja. Przedłuża nam się czas Wielkiej Soboty. Piękne w tym po ludzku trudnym doświadczeniu jest to, że środowisko rodzin skupionych wokół Krzysztofa intensywnie się ze sobą łączy i solidaryzuje w tych dniach. To jest pokłosie jego nauki: tyle razy nam mówił o przyjaźni i uczył nas jej. Przyjaźń, spotkanie, budowanie więzi były jego główną ideą – mówi Ryszard Paluch z Zabrza, jeden z członków „Grupy Tatrzańskiej”, grona rodzin od 20 lat tworzących wspólnotę, której przewodnikiem duchowym był ks. Krzysztof Grzywocz.

    Po prostu był

    W dniach poszukiwań kapłana w Alpach szwajcarskich i po ogłoszeniu go za oficjalnie zaginionego okazało się, jak mocna więź łączyła go z tak wieloma ludźmi w Polsce, w Szwajcarii i rozsianymi po niemal całym świecie. Msze św. w jego intencji odprawione zostały w Opolu (relacja na str. I), w rodzinnej parafii w Koźlu-Rogach oraz w innych miejscach. – Tutejsi parafianie bardzo kochają ks. Krzysztofa. Dzisiejszą obecnością w pewien sposób spłacają dług wdzięczności za to, jak dokładnie 20 lat temu on sam jeden pontonem rozwoził chleb mieszkańcom – powiedział ks. Jerzy Tomeczek, proboszcz parafii w Koźlu-Rogach, witając zebranych na Mszy św., której 2 września przewodniczył bp Rudolf Pierskała. W kościele NMP Królowej Świata zgromadziło się kilkaset osób: rodzina, krewni, parafianie, przyjaciele, którzy przyjechali z różnych stron Polski, a także z zagranicy. – Najbardziej jestem Krzysztofowi wdzięczny za to, że kiedy coś się działo, to dzwonił, pytał, był. Zdarzało się tak, że przyjeżdżało się do niego i po prostu razem było. Nigdy nie zapomnę, jak przeżywaliśmy razem Wielki Piątek – wyznaje Ryszard Paluch.

    Boskie sekrety

    – Nasze życie jest pielgrzymką, a każdy ból na tej drodze – także krzyż i ból zaginięcia ks. Krzysztofa – jest krzyżem, który musimy ponieść, jeśli chcemy iść za Jezusem – mówił w homilii bp Rudolf Pierskała. – Chcielibyśmy poznać tajemnicę zaginięcia i dowiedzieć się przyczyn, zobaczyć jego twarz, uspokoić swoją duszę. Jednak szacunek dla zaginionego wymaga uspokojenia naszych myśli, milczenia i dyskrecji. Panie, naucz nas pozostawiać pytania bez odpowiedzi, nie rozdzierać na siłę wszystkich zasłon, szanując Boskie sekrety i Boskie milczenie – mówił ksiądz biskup. – Nie potrafię myśleć o nim jako o zaginionym. Nie mam wątpliwości, że jest w mocnych i czułych rękach Boga. Brak ciała odczytuję jako wielkanocne przypomnienie, że on żyje – mówi Anna Wilamek z Poznania. – Myśląc dzisiaj o Krzysztofie, mam poczucie radości i wdzięczności za to, że było mi dane być tak blisko takiego wspaniałego człowieka. Doświadczyłam od niego wiele dobra. Uważam, że dla nas, jego przyjaciół, był on zbyt cennym skarbem, abyśmy mogli „zatrzymać go tylko dla siebie”. Pora, aby ci, którzy Krzysztofa jeszcze nie znają, doświadczyli go w jego twórczości – mówi Ilona Kolonko ze Zdzieszowic, także należąca do „Grupy Tatrzańskiej”.

    Życiodajna obecność

    Katarzyna Jabłońska, sekretarz redakcji czasopisma „Więź” – Krzysztof to jedna z najbliższych mi osób – przyjaciel, ktoś niezbędny, jego przyjaźń była doświadczeniem życiodajnym. Od zawsze mój zachwyt budziła jego głęboka, nie mająca nic z ostentacji wiara – Krzysztof to ksiądz niosący Chrystusa w sposób niezwykle dyskretny, delikatny, pełen szacunku wobec inności drugiego człowieka. To bardzo otwierało na spotkanie z Bogiem i na spotkanie z samym sobą. Zapewne dlatego jego rekolekcje czy wykłady z duchowości przyciągały tłumy i były z taką uwagą słuchane. Krzysztof był niezwykle wyczulony na ludzką kruchość, pełen szacunku i uważności potrafił dodać zranionemu nadziei, a nierzadko i sensu. Wiedział, że życie każdego z nas, dojrzewanie w relacjach i w wierze to proces, dlatego twierdził, że norma jest dla człowieka, a nie człowiek dla normy. Wielką inspiracją dla jego kapłaństwa był papież Franciszek. Krzyś miał wielkie poczucie humoru, lubił żartować, śmiać się i rozśmieszać innych. I jak mało kto potrafił celebrować codzienność. Z nim każda chwila nabierała ważności, odsłaniała swoją niepowtarzalność. Dziś po zaginięciu Krzysztofa, kiedy tak trudno uporać się z bólem i znaleźć sens w tym wydarzeniu, powtarzam sobie te jego słowa: „Ludzkie doświadczenie sensu jest w pewnym znaczeniu prowizoryczne, podobnie jak życie. Nie jest nam dane raz na zawsze, nie stanowi jakiegoś nienaruszalnego zabezpieczenia. Jest drogą, która się wyłania i jest tajemnicą. Jest drogą, której trzeba czasem szukać w ciemnościach, i być może również czasem ją gubić. Ale ona istnieje”. Dziękuję Ci, Przyjacielu, za Twoją życiodajną obecność w moim życiu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół