• facebook
  • rss
  • No tak, niechciany...

    ks. Tomasz Horak

    dodane 07.10.2017 09:00

    "Kupię każdy samochód - stary, rozbity, niechciany"... Stałem przed naklejką na parkingowym słupie.

    No tak, niechciany... Jestem z pokolenia, które cieszyło się swoim nowym maluchem, który miał pięć lat. Zgrzytem wydało mi się owo „niechciany”. Do czego innego nawykłem. Wiem, że może być także niechciany pies czy kot. Każdy zwierzak bywa kłopotliwy. Karmić, sprzątać, wyprowadzać... I trzeba zbilansować: radość z kogoś, kto wiernie towarzyszy, kto się łasi, mruczy, szczeka z uciechy, płacze, kiedy zostaje sam... Bo to wszystko jest radość i za serce bierze. Ale musi się bilansować z nakładem grosza, kłopotu, wysiłku, czasem nawet samozaparcia.

    Wspomniałem o chcianej-niechcianej rzeczy, o chcianym-niechcianym zwierzaku. Aliści przeczytałem tu kiedyś w internecie taki tekst, przytaczam fragment: „Wychowanie niechcianego dziecka może być zbyt dużym brzemieniem dla rodziny i społeczeństwa. Nie możemy zakazać aborcji tylko dlatego, że płód, a potem urodzone dziecko, mają jedynie potencjał, by stać się osobą”. I jeszcze jedno zdanie: „Noworodek nie jest jeszcze świadomy swojego istnienia, więc nie ma takiego samego prawa do życia, co świadoma osoba”. Wiem, wielu zwolenników aborcji tak myśli – zresztą nie od dziś. Ale powiedzieć to tak ostro, więcej – odmówić osobowości urodzonemu dziecku – to już piramidalne bluźnierstwo. I to w czasopiśmie noszącym tytuł „Journal of Medical Ethics”. Medyczna etyka? Straszne. Etyka rodem z Auschwitz.

    W moim ogrodzie i sadzie, na podwórku naprzeciw i w tym za rzeczką, na cmentarzu obok – cała czereda kotów; młodych, starych, łaciatych, burych i rudych. Mnożą się wszędzie, ludzie z litości dokarmiają. „Te koty nas zjedzą” – westchnęła kiedyś sąsiadka. Jakiś czas później zorientowałem się, że jest kolejna trójka młodych, zabawnych, ufnych kociąt. Kiedyś niechciany koci przychówek po wsiach bez pardonu się topiło. Dziś nie ma chętnych, by to robić. Mało tego, można by się narazić na zarzut zadawania zwierzętom cierpienia, zabijanie i w ogóle nieludzkie traktowanie. Faktycznie nieludzkie. Bo kota nie, ale małego, a niechcianego „ludzia” można... Na szczęście, nie w Polsce. Ale rewelacje i opinie jaśnie oświeconych profesorów medyków-etyków różnymi drogami docierają wszędzie. I gdy jedni walczą o ochronę życia dzieci podejrzanych o schorzenia genetyczne, inni walczą o wolność zabijania.

    Patrzę przez okno... Trójka kociąt bryka zdrowo. Aż miło popatrzyć. Nikt ich „na czas” nie potopił. Pewnie, że jakoś by trzeba ograniczać liczbę tych bezpańskich kotów, psów także – ale w żadnym przypadku nie sugeruję ich mordowania. Weterynarze, których znam, ratują każdego zwierzaka, nawet bezpańskiego kundelka, którego przyniosło zapłakane dziecko. „Bo on taki nieszczęśliwy...”. Byłem świadkiem takiej sceny w zwierzęcej lecznicy. Pomogli, bez rachunku zresztą.

    Zacząłem od samochodu, przebiegłem myślą koło ludzkich dzieci, zatrzymałem się na psach i kotach. Problemem etycznym jest przywrócenie każdemu z tych bytów jego miejsca w hierarchii istnienia. Miejscem człowieka (od początku po wieczność) jest na tym świecie najwyższe podium. I bez żadnych ograniczeń czy wyjątków. Potem dopiero zwierzaki – i te domowe, i te, które oglądamy tylko na mięsnym stoisku. Bo to nie jest tylko „szyneczka”, to kiedyś też cieszyło się życiem i chrumkało pociesznie. Kiedyś tylko miastowi nie dostrzegali tego problemu, teraz wsiowi także, bo chlewiki i obórki zniknęły. Górę wzięła „hodowla przemysłowa”, dlatego większość Europejczyków traci ciągłość pomiędzy żywym zwierzakiem a soczystą polędwiczką.

    Autorzy wspomnianego absurdalnego artykułu użyli też strasznego określenia – mianowicie „aborcja po urodzeniu”. Dokładnie tak było w Auschwitz i innych tego typu miejscach. I nie było tam problemu, „ile po urodzeniu”. Abortowano dziś urodzone, abortowano tych urodzonych przed 30, 50 i więcej laty. Bo byli niechciani albo niepotrzebni. Katyń i Miednoje wyrosło z tych samych pokładów nienawiści życia. A przecież większego skarbu na tym świecie nie ma. I Bożego daru. I ostoi na jutro – bo życia człowieka z niczym zbilansować się nie da.

    PS. Jeszcze przed wysłaniem tekstu do redakcji trafiłem na taki zgniły rodzynek świeżej daty, cytuję fragmenty: „Komitet Ratujmy Kobiety 2017 przygotował projekt ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie (...). Inicjatorzy nie kryją, że zależy im na zmianie obecnie obowiązujących przepisów, tak, aby aborcja do 12. tygodnia ciąży odbywała się w praktyce na życzenie, bez żadnych ograniczeń (...). Szykowany jest także cenzorski zapis na obrońców życia, grożący im więzieniem”. No i jesteśmy „na Zachodzie”. Tyle, że ów sławetny Zachód wymiera i potrzebuje ludzi ze Wschodu – i to na gwałt. A Wschód idzie i gwałci. Słyszę w tle chichot diabła. Święty Michale Archaniele, broń nas!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Stefan1
      07.10.2017 19:55
      Ciekawy artykuł acz głosu o aborcji nie zabiorę gdyż to damska sprawa. A co do dzieci narodzonych to znam przypadek z sąsiedztwa. Wesele/ślub musiał być - jak to na Śląsku było ponad 40 lat wstecz. Urodził się chłopiec, późniejszy kolega mego syna o 3 miesiące starszy. Po sąsiedzku żona została jego matką chrzestną co później powodowało częstą , ostrą wymianę zdań z babcią chrześniaka. A bo babcia do swego wnuka nie umiała się odzywać jak przystałoby szacownej babci używając Śląskich słów :"podciep, znajda i inne, znacznie gorsze określenia. Po 4 latach w tej rodzinie urodził się drugi chłopak, ten wyczekiwany przez babcię.Bo z małżeńskiego łóżka - jak sama mówiła. Ciekawe że córce wyrzutów nie czyniła. Po latach starszy wnuk "starawej" pani został sam w domu bo młodszy, wyśniony poszedł w "zakony". Być może za sprawą kontaktów z bliskim mi księdzem? I oto ten znienawidzony wnuk starszej pani stał się jej opiekunem pomimo że tak wiele wycierpiał od babci. Teraz babcia nagle zauważyła we wnuku całe swe przyszłe dobro tym bardziej że córka jako wdowa szybko poznała nowego "męża" wyprowadzając się z domu. Gdy żona a matka chrzestna starszego wnuka zapytała sąsiadkę a babcię chrześniaka o słowa pogardy wobec wnuka spotkała się z oburzeniem. Czyli dobrzy katolicy - a za taką się "babcia" uważała - są zadowoleni tylko wtedy gdy im to odpowiada? A jak się czuł przez tyle lat jej wnuk, wnuk mający rodziców którzy razem przeżyli ponad 30 lat? A co dla babci zrobił ten wyczekany z łóżka małżeńskiego wnuk? Dzisiaj odwiedza brata do babci na grób jednak nie zachodzi. I w tym wszystkim nie żal babci żal chrześniaka żony, 40 letniego faceta który tyle upokorzeń od babci zaznał w życiu. A teraz odpowiedzcie sobie dlaczego nie zabieram głosu o aborcji.
    • TomaszL
      08.10.2017 12:49
      Kiedyś faktycznie niechciane psy czy koty się topiło, dziś takie zachowanie wywołałoby wielkie oburzenie. W tym oburzenie tych, dla których aborcja jest tzw. prawem kobiety.

      I oczywistą konsekwencją zgody na aborcję jest zgoda na zabijanie po narodzeniu. Eutanazja czy też zabicie niechcianego noworodka mają dokładnie takie samo uzasadnienie jak aborcja.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół