• facebook
  • rss
  • Bezpieka wobec ludności niemieckiej

    dodane 12.10.2017 00:00

    Rozmowa z dr. Sebastianem Rosenbaumem, historykiem z oddziału IPN w Katowicach.

    Andrzej Kerner: Zauważył Pan, że akta UB i SB dotyczące ludności niemieckiej w PRL jak dotąd są słabo zbadane. Czego możemy się z nich dowiedzieć na przykład o wzajemnych stosunkach między Polakami a Niemcami w Polsce po wojnie?

    Sebastian Rosenbaum: Aparatowi bezpieczeństwa zawsze zależało na gromadzeniu wszelkich informacji, nie tylko na temat nastrojów grup postrzeganych jako wrogie, a tak postrzegano ludność niemiecką. W teczkach pracy agentów można znaleźć na przykład opinie na temat obywateli, którzy deklarują swoją niemieckość. Trudno generalizować, ale można sformułować tezę, że aparat bezpieczeństwa wychwytywał niechętne stanowisko części ludności polskiej do niemieckiej. Ciekawe, że częściej ta niechęć notowana była u ludzi wywodzących się z Polski centralnej niż wśród Kresowian.

    Widać, że stosunek Kresowian do Niemców jest nieco łagodzony przez fakt, że sami są bardzo krytyczni wobec władzy, mają poczucie utraty ojczyzny, wypędzenia z rodzinnych stron i nie akceptują porządku pojałtańskiego. Zasadniczo jednak niechęć do Niemców mocno tkwi w świadomości społeczeństwa polskiego i nie jest to efekt oddziaływania propagandowego, ale ewidentny skutek traumy wojennej i tego, czego Niemcy dopuścili się na terenach okupowanych. Nieco inaczej wygląda to na Górnym Śląsku, gdzie wśród ludności rodzimej deklarującej się jako polska jest część, która nie potrafi sobie z problemem poradzić i unika tematu, bo np. szwagier czy kuzyn deklaruje się jako Niemiec.

    Jak bardzo udało się UB i SB zinfiltrować środowiska niemieckie?

    Jeśli chodzi o dzisiejszą część katowicką Górnego Śląska, na przełomie lat 40. i 50. ze środowisk niemieckich rekrutuje się ok. 1500 tajnych współpracowników. Bardzo łatwo ich zwerbować, wyciągając kompromitujące materiały: byłeś w NSDAP, byłeś w Hitlerjugend albo ojciec czy brat byli czy też walczyli w Wehrmachcie. Absolutna większość werbunków przebiega za pomocą takiego szantażu. Stąd ta ogromna ilość agentury. W początkach lat 60. ten motyw szantażowy już przestaje działać. W latach 50. i 60. na Górnym Śląsku penetrowanie i rozbijanie środowisk określających się jako niemieckie było jednym z głównych nurtów działalności służb bezpieczeństwa. Choć oficjalnie przecież już tutaj Niemców nie było.

    Czy UB i SB odniosły znaczące sukcesy na „odcinku niemieckim”?

    Rozbito wiele grup ludności niemieckiej działających nielegalnie. Była na przykład taka organizacja: Schwarzer Wolf von Hubertus, licząca ok. 150 osób, postawiono ich przed sądem, większość z nich dostała wysokie wyroki. To, że ludzie decydowali się na wyjazd do Niemiec, często wynikało faktu, że byli szykanowani przez aparat bezpieczeństwa. Wyjazd taki był też w pewnym sensie sukcesem służb bezpieczeństwa, bo to znaczyło, że szykany i zastraszanie odniosły skutek.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół