• facebook
  • rss
  • W ramach się nie mieściła

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 42/2017

    dodane 19.10.2017 00:00

    Bliscy, przyjaciele, współpracownicy i studenci wspominali dr Danutę Berlińską.

    Ten, kto będzie pisał biografię Danki, będzie miał niezwykle trudne zadanie. Danka to była burza, energia i dynamizm. To była osoba, która nie mieściła się w żadnych ramach. Miała 10 koncepcji na dzień. Przychodziła, dyskutowałyśmy nawet o 2 w nocy. Była człowiekiem renesansu, wielkiej odwagi i czynu – tak o śp. Danucie Berlińskiej mówiła prof. Dorota Simonides. Inni podkreślali, że była wymagającym wykładowcą o ogromnej wiedzy i wrażliwości na problemy społeczne, a także życzliwą i troskliwą koleżanką.

    Wspomnienia...

    Okazję do rozmowy stworzyła Manufaktura Inicjatyw Różnych, która nad Odrą stworzyła mural upamiętniający dr Danutę Berlińską, a w piątkowy wieczór 13 października w galerii Miejskiej Biblioteki Publicznej zebrała jej bliskich, przyjaciół, współpracowników i studentów. Kilkadziesiąt osób wspólnie oglądało zdjęcia i dzieliło się tym, jak Danka – tak o dr Berlińskiej wyrażali się uczestnicy spotkania – zapisała się w ich życiu. Rozmowę pełną anegdotek poprowadził prof. Bogusław Nierenberg.

    – Danka była człowiekiem niezwykle prawym. W 1998 r. startowałem w konkursie na prezesa radia. Pytania przygotowywała Danka, ale nawet nie przyszło mi na myśl zapytać ją o nie. Ten konkurs wygrał inżynier budowlany. Byłem bardzo rozżalony, a Danka zabrała mnie na piwo i wytłumaczyła mi, że znakomicie znam się na dziennikarstwie, ale nie znam się na zarządzaniu przedsiębiorstwem. Ona miała rację. Poszedłem wtedy na studia i ukończyłem ekonomię – opowiadał prof. Nierenberg.

    Inna socjologia

    Po przyjeździe do Opola Danuta Berlińska pracowała w Instytucie Śląskim, choć najpierw szukała dla siebie miejsca na WSP, gdzie spytano ją, czy jest w partii. Nie była, więc etat się nie znalazł. – Byłem sekretarzem naukowym Instytutu Śląskiego i przyjmowałem ją do pracy. A ona, widząc tabliczkę „sekretarz”, powiedziała, że do partii nie chce wstąpić. Wyjaśniłem jej, że partia jest w innym gabinecie, a ja jestem od nauki – wspominał prof. Michał Lis. – Przyniosła powiew innego powietrza, gdyż kończyła socjologię w Poznaniu, a nie w Krakowie czy na Śląsku. Stąd na początku była różnica poglądów na świat socjologiczny i toczyły się pełne żaru przyjacielskie dyskusje, w których Danka się nie obrażała – mówił prof. Kazimierz Szczygielski. Wspominał, że przez 6 lat w Instytucie Śląskim pracował z nią w jednym pokoju. – Ona bardzo dużo paliła, zrobiłem więc między naszymi biurkami barierę z książek. Stąd mój codzienny widok to były kłęby dymu nad książkami, zza których Danki nie było widać – opowiadał.

    Ceniona i spóźniona

    – Jako naukowiec była niezwykle kompetentna i niesamowicie rzetelna w badaniach. Bardzo przywiązywała wagę do źródeł. Była niezwykła, utalentowana, genialna. Nie przesadzam. Miałam tę możliwość dyskutowania z nią – mówiła prof. Dorota Simonides. – Ona nie mogła się nie spóźniać. To było oczywiste, bo zawsze kogoś spotykała, a jak tu nie porozmawiać? Poprosiłam męża, by kupił do domu trzy paczki sobieskich, żeby Danka, będąc u mnie, nie wyskakiwała na moment do kiosku, bo to 2 godziny trwało, gdy kogoś spotkała i zaczęła rozmawiać – uśmiechała się prof. Simonides.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół