• facebook
  • rss
  • Oflag II D

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 48/2017

    dodane 30.11.2017 00:00

    Ich życiorysy to niemal gotowe scenariusze na film. Nie tyle o wojnie, co o miłości, powołaniu i ludzkiej godności.

    Nauczyciele, zawodowi wojskowi, lekarze, inżynierowie, sportowcy, artyści. Z różnych stron, w różnym wieku. W czasie pokoju zapewne nigdy by się nie spotkali, ale wojna, a potem niewola sprawiły, że ich drogi się zeszły. Łączyło ich to, że w czasie jenieckiej tułaczki byli jeńcami Oflagu II D w Gross Born (Borne Sulinowo). Właściwie mogą mówić o szczęściu. Niektórzy paradoksalnie dzięki niemieckiej niewoli przeżyli, unikając losu oficerów zamordowanych w Katyniu. Jeńcy po krótkim zwykle pobycie w obozach przejściowych byli rozdzielani według stopnia wojskowego. Oficerowie trafiali do tzw. oflagów, w których warunki, przynajmniej w pierwszych latach wojny, nie były najgorsze. Mimo to wojna odcisnęła mocno swoje piętno, a jeszcze bardziej nowy system, w jakim przyszło im żyć jako oficerom dawnego wojska. Ich dzieci, wnuki, prawnuki spotkały się na zjeździe w Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach.

    Starały się odtworzyć ich losy, przebytą przez nich dramatyczną drogę, opowiedzieć o swoich bliskich bądź zostawić w muzeum cenne pamiątki – listy, zdjęcia, nieśmiertelniki, osobiste przedmioty z nadzieją, że w tym miejscu przydadzą się bardziej, przetrwają i będą świadczyć o historii. Może pomogą komuś rozwikłać rodzinną zagadkę, odnaleźć bliskiego na grupowej fotografii. A choć z tysięcy jeńców przyjechała niecała trzydziestka ich potomków, przedstawiając zaledwie kilkanaście sylwetek, okazało się, że kilkadziesiąt lat wcześniej za drutami splotły się losy wojaków.

    Miłość ponad wszystko

    – Chciałam państwu opowiedzieć bajkę o pięknej miłości – rozpoczyna opowieść Małgorzata Niewiarowska, córka Bolesława Niewiarowskiego. – Otóż młody porucznik, służący przed wojną w twierdzy w Brześciu, pewnego dnia spotkał na spacerze piętnastoletnie dziewczę z warkoczami. Spojrzał, powiedział sobie: „Ta albo żadna” i tak też było do końca ich długiego życia. Mieli się pobrać po zdaniu matury, ale mobilizacja pokrzyżowała im plany. Prowadzili więc korespondencję przez długie lata wojny i niewoli. – Tata przeszedł przez kilka obozów, mówił o tych czasach niewiele i niechętnie, nie chciał do tego wracać. Były to obozy Prenzlau, Neubrandenburg, Gross Born, Sandbostel. Kiedy alianci wyzwolili obóz, zamiast pojechać do domu, w sylwestra 1945 r. zapukał do drzwi pięknej narzeczonej Heleny Lewińskiej. Z tego zrodziła się cała awantura rodzinna – uśmiecha się Małgorzata Niewiarowska. Młodzi postanowili wziąć szybko ślub, bo kawaler chciał wrócić do służby wojskowej. Zbieg okoliczności sprawił, że zawarli związek małżeński w Kielcach, pod numerem 1, i dopiero z informującej o tym fakcie notatki w gazecie rodzina dowiedziała się, że Bolesław wrócił z wojny. Ale szybko wybaczyli jemu i jego małżonce. Wojsko go jednak nie chciało, więc osiadł na wsi w okolicach Bydgoszczy, gdzie został dyrektorem Państwowej Nieruchomości Ziemskiej, a po kilku latach zmienił pracę i przez resztę życia pracował w sektorze finansowym. – Dożył 90 lat ze swoją Helunią, w dobrym zdrowiu fizycznym i psychicznym, pogodny, uczciwy, kochający ludzi i swoją działkę. Mamie zabrakło 8 miesięcy, by dożyli 60. rocznicy ślubu, tata odszedł równo 8 miesięcy po niej, po długim i dobrym życiu – mówi z lekkim wzruszeniem córka. Teraz zdecydowała się przekazać pamiątki i zdjęcia po nich wraz z całą historią łambinowickiemu muzeum.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół