Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Na poziomie serca

– Chciałam żyć zwyczajnym życiem z osobami z niepełnosprawnością, a nie tylko uczestniczyć w rozmaitych akcjach – mówi Bernadeta Mróz z Gogolina, która od października mieszka we wrocławskim domu L’Arche.

Bernadeta jest na stażu. Przygląda się życiu wspólnoty. L’Arche (Arka) to międzynarodowa federacja wspólnot, do których należą osoby z niepełnosprawnością intelektualną i osoby sprawne intelektualnie – tzw. asystenci. W Polsce dotąd wspólnoty powstały w Śledziejowicach pod Krakowem, w Poznaniu, we Wrocławiu i w Warszawie. Nowi asystenci oraz wolontariusze z tych wspólnot w ostatni weekend listopada spotkali się na Górze św. Anny. Był to dla nich czas zdobywania wiedzy merytorycznej, ale przede wszystkim czas formacji duchowej, głębszego poznawania misji i tożsamości L’Arche, a także zdobywania konkretnych umiejętności, które pomogą im budować trwałe relacje przyjaźni z osobami z niepełnosprawnością intelektualną.

Ludzie, którzy są szczęśliwi

Pierwszą wspólnotę w 1964 r. założył Jean Vanier we Francji. Dziś na całym świecie jest ich około 150. – W L’Arche razem budujemy wspólnoty życia oparte na relacjach z Panem Bogiem i ze sobą nawzajem. Chcemy być znakiem dla świata, że jest możliwe życie w przyjaźni z osobami z niepełnosprawnością intelektualną – mówi Barbara Wójcik, która jest dyrektorem krajowym wspólnot L’Arche w Polsce i współpoprowadziła formację na Górze św. Anny. – Staramy się głosić wartość wspólnoty i wartość osób z niepełnosprawnością. Pokazywać światu, że te osoby są szczęśliwe, że wokół nich można się gromadzić i czerpać od nich energię do życia – zapewnia.

Sama trafiła do L’Arche blisko 30 lat temu w Canterbury w Wielkiej Brytanii. – Miałam głębokie pragnienie wspólnoty, która kieruje się wartościami chrześcijańskimi, ewangelicznymi. Pan Bóg poprowadził mnie do L’Arche. Byłam po studiach psychologicznych, chciałam pomagać ludziom i zmieniać świat. Uważałam, że mogę pracować wszędzie, ale nie z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, bo dla nich nic już nie da się zrobić. Tymczasem po kilku miesiącach w L’Arche odkryłam, że byłam w błędzie. Zrozumiałam, że te osoby żadnej pomocy nie potrzebują, że są szczęśliwe. To my potrzebujemy pomocy, by zrozumieć, że robimy im krzywdę, spychając je na margines życia – tłumaczy Barbara Wójcik.

Matura zdana – czas na L’Arche

Uczestnicząca w formacji Bernadeta Mróz w tym roku zdała maturę. – Byłam związana z duszpasterstwem młodzieży na Górze św. Anny i jeden z franciszkanów zaprosił mnie na obóz letni z osobami z niepełnosprawnością z Wrocławia. Miałam wtedy 14 lat – opowiada Benia.

Bernadeta Mróz mieszka we wrocławskiej wspólnocie L'Arche   Bernadeta Mróz mieszka we wrocławskiej wspólnocie L'Arche Anna Kwaśnicka /Foto Gość

Od tamtego czasu miała kontakt z wrocławską wspólnotą i dowiedziała się o istnieniu Arki. – To miejsce mnie pociągało. Chciałam żyć zwyczajnym życiem z osobami z niepełnosprawnością, a nie tylko uczestniczyć w rozmaitych akcjach. Kiedy zdałam maturę, pomyślałam, że to dobry czas, by to pragnienie zrealizować – przyznaje. W L’Arche jest od października i już czuje się tam jak w domu. – Będąc na stażu, przyglądam się asystentom, przyglądam się zwyczajom panującym w domu. Popełniam błędy, uczę się, ale przede wszystkim nawiązuję relacje. Pierwsze dwa tygodnie były trudne. To normalne, że wchodząc w nowy dom, trzeba poznać przyzwyczajenia, panujące relacje. I na to potrzeba czasu – zapewnia Benia. Jedną z jej radości jest choćby to, że już może porozmawiać z Arturem, mieszkańcem domu, który nie potrafi mówić. – Robię to, co chciałam. I mam poczucie, że to był dobry wybór. Chcę nauczyć się naturalności w kontaktach z osobami z niepełnosprawnością – podkreśla.

Moje życie nie jest puste

– O Arce dowiedziałam się z gazety. Bardzo chciałam w swoim życiu coś zmienić, móc robić coś dla innych, więc zadzwoniłam. I już od roku jestem w Arce na 2–3 godziny w tygodniu. Razem z mieszkańcami gotuję, piekę, robię soki i sałatki, świętuję, uczestniczę w modlitwie. Ten wolontariat daje mi radość i poczucie szczęścia. Moje życie nie jest puste – mówi Małgorzata, która jest wolontariuszką w Śledziejowicach i brała udział w formacji na Górze św. Anny. Przyjechała razem z przyjaciółką Katarzyną, również wolontariuszką, oraz Kingą, która jest pracownikiem socjalnym i koordynatorką medyczną, a zarazem asystentką. – Dla mnie to coś więcej niż praca. Wcześniej byłam pracownikiem socjalnym w DPS-ie, który był dużą instytucją. Brakowało mi tam relacji i kontaktu z mieszkańcami. Zdecydowanie więcej czasu spędzałam z papierami, dlatego szukałam czegoś więcej. Kiedy przeczytałam o L’Arche, przyszłam tutaj, zachwyciłam się i zostałam – opowiada Kinga.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy