• facebook
  • rss
  • Nasi bracia muzułmanie

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 50/2017

    dodane 14.12.2017 00:00

    – W dialogu między religiami bardzo cenne jest zbliżanie się do siebie poprzez zwyczajne, wspólne życie – zapewnia Viola, mała siostra Jezusa.

    Do koczowniczego życia na pustyni trzeba się przystosować. Folklor trwa tydzień. Później człowiek zaczyna się męczyć, odczuwa duży dyskomfort i po miesiącu wyjeżdża – mówi wprost mała siostra Jezusa Viola, która przez blisko 20 lat żyła w Nigrze wśród ludności muzułmańskiej. W tym roku wróciła do Polski i zamieszkała we wspólnocie małych sióstr na warszawskiej Pradze. W Opolu gościła w wigilię wspomnienia bł. brata Karola de Foucauld – pustelnika, który wybrał życie w Algierii wśród plemienia Tuaregów i pragnął być bratem wszystkich ludzi. Na spotkaniu osób zainteresowanych duchowością Nazaretu, które odbyło się w parafii Chrystusa Króla w Opolu-Metalchemie, s. Viola opowiadała o obecności w świecie islamu.

    Jeżeli Bóg pozwoli

    – Żyjemy wśród ludzi o innej kulturze, mentalności i religii, bo naszym pragnieniem jest przekraczanie barier, które między nami istnieją, i świadczenie o tym, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, jednego mamy Boga – mówi s. Viola. Na początku przez 3 lata żyła w N’Gigmi wśród koczowników z plemienia Tubu, a później przez 6 lat w Kerbubu z koczowniczym ludem Tuaregów. – Od dziecka byłam bardzo szczupła i kiedy w 1993 r. pierwszy raz pojechałam do Nigru, spojrzeli na mnie i stwierdzili, że po miesiącu wyjadę. Wtedy jedna ze starszych sióstr powiedziała mi, że są trzy warunki, które muszę spełnić, by zostać w Afryce. Po pierwsze, muszę jeść. Po drugie, muszę być cierpliwa. I po trzecie… ponownie wymieniła cierpliwość – wylicza s. Viola. Przyznaje, że sama dodała do tej listy jeszcze jeden warunek – trzeba pokochać tych ludzi i życie z nimi. – Żyłyśmy w obozowisku rodzin koczowniczych, w bliskich relacjach, przy wspólnej pracy, w najprostszych warunkach, a także w bliskości z naturą i w dużej zależności od jej kaprysów. Miałyśmy stado kóz i swoje namioty; w jednym mieszkałyśmy, a w drugim była kaplica z Najświętszym Sakramentem. Kiedy koczownicy przenosili się w inne miejsce, my szłyśmy razem z nimi. Nie było żadnych murów czy płotów, żyliśmy wszyscy razem w dużej bliskości – opowiada mała siostra Jezusa. Wiele mówi też o ludziach, o ich prostocie, sile i zawierzeniu Bogu. – Kiedy mówią o planach, nawet tych na najbliższy czas, zawsze dodają zwrot inshallah, czyli: „jeżeli Bóg pozwoli”. Wydawać by się mogło, że to forma fatalizmu, ale tak nie jest. W tych słowach kryje się ogromna mądrość życia w trudnych warunkach – wyjaśnia.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół