• facebook
  • rss
  • Cud normalności

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 50/2017

    dodane 14.12.2017 00:00

    Między szukaniem głębi a zbędnym kultem.

    Siedemnastego grudnia minęły 4 miesiące od zaginięcia ks. Krzysztofa Grzywocza. Od 17 sierpnia ogromne przejęcie jego tajemniczym losem zamienia się w zainteresowanie tym, co głosił. W tej chwili jego nauki i konferencje wydane zostały (o ile dobrze liczę) już przez cztery wydawnictwa, a książkę złożoną z rozmów z opolskim księdzem – kierownikiem duchowym, terapeutą, rekolekcjonistą przygotowuje także „Więź”. Rzecz najświeższa: wydawnictwo manhu.pl we współpracy z Wydziałem Teologicznym UO prezentuje dwa audiobooki, które są zapisem wykładów ks. Grzywocza w ostatnim semestrze przed zaginięciem w Alpach. Można je więc potraktować jako rodzaj ostatniego przesłania. Wystrzegając się jednocześnie „christophorolatrii”, czyli „kultu Krzysztofa”, przed czym przestrzega bp Andrzej Czaja.

    Mistyka zwyczajności

    Zacznę od audiobooka (dostępnego jako CD i mp3) „Mistyka”, bo myślę, że dobrze oddaje to, jakim ks. Krzysztof był człowiekiem, chrześcijaninem, księdzem.

    – Cudem jest to, żeby zrozumieć symboliczność świata. To jest największy cud, że w normalnym pośrednictwie rzeczy, które są, odczuwam znak Boga. To jest właśnie prosta mistyka. W znakach przyrody, relacjach, więziach słyszę, że to jest symboliczne. Że jest w tym Bóg. To jest cud. To jest najgłębsze pojęcie cudu w Biblii. Dla mnie cudem jest usłyszeć w „Stabat Mater” Antonina Dvořaka, które napisał po śmierci swojej córki, głos Boga. Idę, patrzę na piękną przyrodę, Bóg mnie dotyka, słyszę Jego głos. Tak jak kiedyś usłyszałem Jego głos w Tatrach. To nie było zjawisko nadzwyczajne. Tam nic się nadzwyczajnego nie działo. To, że Bóg jest, jest nadzwyczajne. Co więcej potrzeba? – mówił podczas jednego z wykładów ks. Grzywocz. A potem opowiadał, jak w zupełnej samotności, zimą 1983 r., przy krzyżu nad Czarnym Stawem, podjął decyzję, że zostanie księdzem. Krytykował fascynację, poszukiwanie i dążenie do cudowności. – Pojawianie się znaków nadzwyczajnych nie musi być źródłem dojrzałej wiary. Nawet jeśli umarli powstaną, mówi Pan Jezus, to nie uwierzą – podkreślał. I uzasadniał, że poszukiwanie nadzwyczajności, „cudowności” może być znakiem niedojrzałej osobowości i wiary. Wyciągał stąd praktyczne wnioski dotyczące życia Kościoła. – Największym pragnieniem człowieka nie jest cud, ale potrzeba więzi, rodzinności, bliskości, czułości, ciepła, akceptacji, dotyku, przyjaźni. Przekona atmosfera rodzinna w Kościele, rodzinne chrześcijaństwo, ciepłe. Sam cud bez rodzinności nie przekona – mówił. – Największym cudem jest być normalnym człowiekiem. Po tym się poznaje mistyków, że są normalni – mówił. Śmiał się, że jeśli po kimś od razu widać, że „jest mistykiem”, to na pewno mistykiem nie jest. Wykpiwał pobożne, „mistyczne” miny strojone przy ołtarzu.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół