Nowy numer 21/2018 Archiwum

Miś 2018

Chodzą z niedźwiedziem po wsi, a potem wyganiają go, bo jest symbolem nieszczęść i zła, które spotkało mieszkańców.

Moi rodzice chodzili z grupą i oni mnie w to wciągnęli. Co roku jest bardzo fajnie i wesoło! Ale przez tyle lat dużo się zmieniło: młodsze pokolenie zastępuje starszych, niektórzy już umarli. Mamy wiele wspomnień – mówi Gabriela Kurpierz, która wodzi niedźwiedzia w Starych Siołkowicach od 11 lat. Na Śląsku ten zapustno-karnawałowy zwyczaj był bardzo powszechny już co najmniej od XIX wieku. W Starych Siołkowicach w tym roku wodzili niedźwiedzia po raz 15. – obrzęd wznowiono w 2004 roku po 50-letniej przerwie. W korowodzie wyruszyło 20 przebierańców i muzyków. Leśniczy, pielęgniarka, kominiarz, dwóch ministrantów, strażak, młoda pani i młody pan, listonosz, masarz, dwóch policjantów, Cyganka, siostra zakonna i ksiądz. Plus oczywiście persona główna – niedźwiedź – którym po raz szósty był Manuel Kaczmarek.

Niedźwiedzia wygonimy!

Gabriela Kurpierz jest przebrana za zakonnicę. – Ludzie na wsi mówią do niej „Szczęść Boże” – śmieje się Artur Wilpert, jeden ze współorganizatorów akcji. Ciocia pani Gabrieli była prawdziwą zakonnicą. Z kolei w rolę księdza wciela się Andrzej Kowol, którego wujkiem jest zasłużony ks. prałat Hubert Kowol, długoletni proboszcz w Bytomiu. Manuel Kaczmarek w roli niedźwiedzia czuje się również dobrze, choć zaznacza, że kiedy jest mroźno i wietrznie, powietrze dostające się pod maskę głowy misia jest bardzo dokuczliwe. W każdym razie – nie psuje to zabawy. Jest naprawdę wesoło, humory dopisują, orkiestra gra rytmicznie, śpiew jest energiczny. Kiedy korowód dociera do domostwa, gospodyni ma obowiązek zatańczyć z misiem. Kominiarz smaruje panią domu sadzą, młodzi państwo zbierają dary do wózeczka dziecięcego, policjanci rozdają mandaty za naruszenie „porządku niedźwiedziowego”. Muzyka gra, a grupa skanduje wierszyk: „Do wos, gospodołrze, dzisiaj przychodzimy i niedźwiedzia z Siołkowic wygonimy! On i wasz dobytek całą zimę spały, idzie do nos wiosna, z nią urodzaj cały”. Bo niedźwiedź wodzony po wsi pod koniec karnawału jest symbolem wszystkich nieszczęść i zła, jakie spadły na mieszkańców w ubiegłym roku. Dlatego też jego koniec musi być definitywny – by uzyskać efekt oczyszczenia, pozbycia się zła i rozpoczęcia nowego roku z czystym kontem. Mówiąc wprost: obrzęd wodzenia kończy się zastrzeleniem niedźwiedzia. Rolę egzekutora przyjmuje na siebie, rzecz oczywista, leśniczy. W Starych Siołkowicach od paru lat jest jednak inaczej.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma