W czerwono-pomarańczowej dwójce licznie pielgrzymują siostry józefitki, które wypraszają nowe powołania do swojego zgromadzenia.
Pomysł wyszedł od s. Mateuszy Ciszewskiej, wikarii generalnej Zgromadzenia Sióstr św. Józefa. - Przed rokiem patrzyłam, jak wchodzą na Jasną Górę pielgrzymki i zauważyłam, że niewiele jest w grupach sióstr zakonnych. Pomyślałam, jak pięknie byłoby, gdybyśmy i my mogły wejść liczną grupą. Potem przyszła druga myśl, że w trwającym roku formacji nie mamy nikogo w postulacie i nowicjacie, więc mamy tzw. puste gniazdo, które dla nas jest w Kluczborku. Dlatego zaprosiłam siostry do pielgrzymowania w intencji powołań i jestem mile zaskoczona ich olbrzymim świadectwem miłości do zgromadzania. Są z nami siostry z różnych domów w Polsce, ale też z zagranicy - mówi s. Mateusza. Dodaje, że wiele sióstr, które nie mogły zostawić swoich obowiązków albo nie mogły pójść z powodu choroby, pielgrzymuje duchowo. W ostatnim dniu będzie szło aż 30 józefitek.
- Mamy w grupie wspaniałą atmosferę. Czujemy się jak w jednej wielkiej rodzinie. Każdy jest dla nas życzliwy. Nie ma żadnego podziału na siostry i innych pielgrzymów. Łączy nas wspólny cel, jakim jest dojście do królestwa niebieskiego. W tej drodze się wspieramy - podkreśla s. Mateusza.
Na szlaku józefitki każdego dnia dają świadectwo o swojej posłudze, świadectwo wiary i powołania, animują modlitwy.
- Siostry zakonne wnoszą ogromnego ducha modlitewnego, tak bardzo radosnego. Dlatego wszyscy idziemy tak, jakbyśmy byli niesieni - dzieli się ks. Łukasz Klęczar, przewodnik grupy, którą współtworzą dwie kluczborskie parafie. W tej grupie imponuje również zaplecze logistyczne. - Zawsze mamy co zjeść, nie tylko zupę na postoju obiadowym, ale też mamy wspólne śniadania i kolacje. Są namioty prysznicowe. Właściwie obok około setki tych, którzy są w drodze, jest też grono kilkunastu osób, którzy pielgrzymują w inny sposób, działając na zapleczu. Każdy wie, co ma robić. To zasługa przygotowań, jakie zostały poczynione w obu parafiach - podkreśla ks. Klęczar.
- Dzięki siostrom nasza pielgrzymka stała się piękniejsza - dodaje Sebastian Jokiel, który w drodze gra na gitarze. - Był taki moment pod Zawadzkiem w lesie, gdzie szedłem w otoczeniu pięciu sióstr. Jak się zorientowałem, że tak jest, to pomyślałem, że przynajmniej jedna z nich na 100 procent się teraz modli. Ja jestem tak blisko kogoś, o kim wiem, że się modli. Dzisiaj to rzadkie doświadczenie, nawet w kościele. W tamtym momencie poczułem się naprawdę bardzo dobrze zaopiekowany przy siostrach - zapewnia.
Właściwie wcześniej obecność sióstr józefitek w kluczborskiej grupie związana była z zapleczem kuchennym. To one gotowały pożywne zupy i pyszne kompoty dla pielgrzymów z Kluczborka. Tym razem to również one karmiły pątników na postojach obiadowych.
- Kościół potrzebuje kobiet. Mam wielki szacunek dla sióstr józefitek za wrażliwość, delikatność, za to ich spojrzenie, ale i za umiejętność modlitwy i refleksji. Niby siostry świadomie zrezygnowały z macierzyństwa, ale tak naprawdę to my wszyscy jesteśmy ich dziećmi. Usłyszałem to kiedyś od s. Zachariaszy w moim kościele parafialnym NSPJ w Kluczborku, że jako józefitki chodzą ulicami miasta i mogłyby być matkami, ale świadomie z tego zrezygnowała, żeby być matką duchową. Mnie, jako męża i ojca, mocno tamte słowa dotknęły. Dlatego mam duży szacunek i wdzięczność, że moim mieście Kluczborku jest klasztor józefitek i jesteśmy przez nie omadlani - mówi Mateusz Dybka.