Pełna sala kinowa. Decyzja o organizacji drugiego seansu. Tak wyglądała opolska prapremiera filmu "Mistyczka", opowiadającego o życiu Alicji Lenczewskiej.
Fragmenty słów, jakie Pan Jezus kierował do Alicji Lenczewskiej (1934-2012), po raz pierwszy trafiły do mnie w 2020 r. Dostawałam je wówczas od kilku osób jako wiadomości przesyłane dalej w różnych komunikatorach. Właściwie za każdym razem z tych cytatów płynęło dla mnie konkretne natchnienie, inspiracja, chociaż zupełnie nie miałam pojęcia, kim Alicja Lenczewska jest.
Film „Mistyczka”, wyprodukowany przez niesamowity duet twórców Jana Sobierajskiego i Andrzeja Kocuby z Fundacji Filmowej „Powołany”, właściwie ich pierwszy film fabularny - po kilku dokumentach i dokumentach fabularyzowanych, zaprasza widza do świata zwyczajnej kobiety, nauczycielki, która w miarę poukładała sobie życie w trudnej rzeczywistości PRL-u. Należała do partii, jeździła na skuterze, podróżowała po świecie. Brakowało jej jednego - miłości. Kiedy wracała do swojej kawalerki w Szczecinie, stawała wobec pustki.
- To postać, która dzisiaj jest nam bardzo bliska. Nazywana jest najbardziej znaną mistyczką XXI wieku. Jest osobą, która tak, jak wielu z nas szukała szczęścia w świecie, w podróżach, w relacjach. Była osobą przebojową, żyła w niełatwych czasach. Urodziła się kilka lat przed wojną, przeżyła socjalizm. Dobrze sobie radziła, czerpała z życia. A na pewnym etapie, po pięćdziesiątce, jako dojrzała kobieta ma spotkanie z Kościołem, w czym odegrał rolę jej brat Sławomir - mówi nam Andrzej Kocuba, który w piątek 28 sierpnia był gościem specjalnym dwóch pokazów przedpremierowych filmu „Mistyczka” w Kinie „Helios” w Opolu.
Alicja Lenczewska przez blisko ćwierć wieku rozmawiała z Panem Jezusem i te rozmowy zapisywała. Przed śmiercią uporządkowała swoje duchowe notatki, zostawiając 900 stron maszynopisu. Zostały one przebadane i otrzymały imprimatur. - Podjęliśmy współpracę z rodziną Alicji Lenczewskiej, z jej bratową Dorotą Lenczewską, a także z jej znajomymi i przyjaciółmi, Iwoną i Grzegorzem Kępisty. To Grzegorz otrzymał zapiski Alicji, a jego żona jest biografką Alicji - mówi Andrzej Kocuba. Podkreśla, że reżyser Jan Sobierajski wielokrotnie jeździł do Szczecina, by konsultować scenariusz. - Zależało nam na tym, żeby warstwa dokumentalna była bliska faktograficznie, ale też żeby świat faktów połączyć ze światem relacji, o którym dobrze wiedziała pani Dorota Lenczewska. Ona mogła opowiedzieć nam nie o pomnikowej postaci z obrazka religijnego, ale o ludzkiej stronie Alicji, o żywej kobiecie z temperamentem, o jej cechach charakterystycznych, o tym, z czym się zmagała i co potem Pan Jezus w niej przemieniał - opowiada A. Kocuba.
Producent wspomina, że Dorota Lenczewska zagościła na planie. - Po pierwszej scenie, w której zobaczyła główną bohaterkę, w którą wcieliła się Dorota Chotecka, ze łzami w oczach odwróciła się do mnie i powiedziała, że to jest cała Ala. To też pokazało, jak wielki darem dla tego filmu jest kreacja Doroty Choteckiej, która w naszej opinii zagrała taką rolę, której jeszcze w polskim kinie nie miała szansy odtworzyć - zauważa producent.
Po ostatniej scenie filmu w sali kinowej zapadła cisza. Nie dziwi to, bo film, który opowiada o mistycznej relacji tak mocno odmieniającej główną bohaterkę, dotyka serc i daje do myślenia. - Choć opowiadamy o głębokiej mistyce, to robimy to w sposób bliski ludzkiej naturze, ukazując bogaty portret psychologiczny naszej bohaterki - podkreśla A. Kocuba. W efekcie, siadając w kinowym fotelu, jesteśmy wciągani w historię, która jest świadectwem i przypomnieniem, że Pan Jezus dla nas, ochrzczonych, nie jest Kimś odległym, ale bardzo bliskim w naszych rozmaitych życiowych sytuacjach, również bardzo prozaicznych.
- Jestem zachwycony Alicją Lenczewską, bo miała szczególny dar, który każdy powinien mieć, dar szczerej rozmowy z Panem Jezusem. Właśnie to mnie w niej zachwyca, dlatego chciałem na ten film zaprosić jak najwięcej osób, żeby zachęcić ich do odkrywania takiego daru, do uczenia się takiej rzeczywistości - mówi nam ks. Krzysztof Gbur, który zorganizował największą grupę, która wzięła udział w pokazie przedpremierowym w Opolu.
- Zapiski Alicji Lenczewskiej poznawałem w czasopiśmie „Miłujcie się”, które przebranżowiło się i dziś ma nazwę „Trwajcie w miłości”. Zawsze z wielką satysfakcją zgłębiałem te teksty, radowały mnie. Przyjmowałem je bardzo osobiście, stąd moje przekonanie o ich wartości - podkreśla ks. Gbur. Przyznaje, że film bardzo mu się spodobał, choć - jako ksiądz - chciałby na ekranie zobaczyć jeszcze więcej duchowości. - Myślę, że ten film jest pukaniem do ludzkich serc, aby otworzyły się na duchowość, na dar Ducha Świętego i zaufały, że ta droga Boża jest możliwa również w ich życiu - podsumowuje.
Ogólnopolska premiera filmu „Mistyczka” zaplanowana jest 11 września. - Zachęcamy do organizowania pokazów grupowych, kina są na taką możliwość otwarte - zapewnia Andrzej Kocuba. Zaprasza też do wsparcia produkcji kolejnego filmu, nad którym Fundacja Filmowa „Powołany” pracuje z okazji zbliżającej się 50. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Powstaje komediodramat o rodzinie pt. „Niebo zaczyna się tu”.
- Nasze filmy powstają tylko dzięki współpracy. My jesteśmy na froncie realizacji, ale ogromny udział jest wszystkich tych, którzy pomagają zebrać potrzebny budżet. Myślę, że Pan Jezus ma dla nas taki plan, żeby dobre filmy z katolickim przesłaniem tworzyć jako wspólnota Kościoła, wspólnota ludzi wierzących - podkreśla producent.
Dlatego po prapremierowym seansie w Opolu widzowie wsparli produkcję kolejnego filmu. Można to też zrobić za pośrednictwem zbiórki na portalu Pomagam.pl.