Zamiast tysiąca zdjęć


Gość Opolski 03/2016

publikacja 14.01.2016 00:00

O odkrywaniu miłosierdzia na pielgrzymce z „Dzienniczkiem” w ręku 
opowiada ks. Andrzej Majcherek, dyrektor Diecezjalnego 
Biura Podróży „św. Jacek”.

Ks. Andrzej Majcherek Ks. Andrzej Majcherek
Anna Kwaśnicka /Foto Gość

Anna Kwaśnicka: Dlaczego w Roku Miłosierdzia warto pomyśleć o pielgrzymowaniu?


Ks. Andrzej Majcherek: W pielgrzymowaniu odkrywamy siebie, swoje słabości, możliwości i umiejętności. Ale też pielgrzymując w grupie, uczymy się miłości i miłosierdzia. Dzieje się tak, ponieważ we wspólnocie trzeba zaakceptować inność drugiego człowieka, a także warunki, w których spędza się czas. Niejednokrotnie czekają nas wydarzenia mocno męczące, długie podróże w autobusie, sporo chodzenia. Nie narzekajmy, ale uśmiechajmy się. W tych – nieraz wyczerpujących sytuacjach – odkrywamy siebie i to, o co prosi nas papież Franciszek, żebyśmy byli świadectwem miłości i miłosierdzia wobec drugiego człowieka, nie tylko wobec pielgrzymów z naszej grupy, ale wobec tych wszystkich, których spotkamy na szlaku.


W jaki jeszcze sposób pielgrzymowanie może nam pomóc w dobrym przeżyciu Jubileuszu Miłosierdzia?


Jesteśmy wezwani do dawania chrześcijańskiego świadectwa wobec dramatu ubóstwa i wszelkiej niesprawiedliwości, które rozwijają się we współczesnym świecie. Ludzie, którzy pielgrzymują, nie odczuwają dużego lęku przed światem. Obecnie wielu z nas przestraszyło się medialnych informacji o zagrożeniach w Europie, w Ziemi Świętej czy w innych częściach świata. Relacjonowane niebezpieczeństwa: fundamentalizm, zamachy czy nienawiść, powodują w nas lęk. Ale pielgrzymujący widzą na własne oczy, że w miejscach, do których się udajemy, nie ma zagrożeń większych niż te, które możemy spotkać na polskiej ulicy. Zatem pielgrzymowanie uczy nas odwagi pójścia w świat, poznawania go.
Pielgrzymując, uczymy się też świadczyć o tym, że jesteśmy chrześcijanami. Idziemy odważnie jako grupa ludzi wierzących, czujemy się w tej grupie bezpiecznie i dobrze, ale jednocześnie pokazujemy innym, że jako chrześcijanie nie chowamy się we własnym Kościele, a dajemy świadectwo, że wiara w nas jest żywa i chcemy się nią dzielić.


W Roku św. Pawła wiele pielgrzymek prowadziło śladami podróży misyjnych Apostoła Narodów. W Roku Kapłańskim głównym kierunkiem było Ars. A gdzie będziemy jeździć, zgłębiając Boże Miłosierdzie?


Boże Miłosierdzie jest od zawsze i będzie na zawsze, jest nieskończone. Tak naprawdę – można jechać w każde miejsce, bo każda pielgrzymka będzie czasem przebywania razem z innymi, świadczenia o Bogu, a także uczenia się wzajemnej miłości i miłosierdzia.
Przez papieża Franciszka jesteśmy zaproszeni do Rzymu, serca katolickiego świata. Tam też wyruszy diecezjalna pielgrzymka – na Niedzielę Miłosierdzia. W Wiecznym Mieście ojciec święty wyznaczył cztery ścieżki pielgrzymkowe, które łączą cztery patriarchalne bazyliki. Dwie trasy nazwane zostały papieskimi. Od bazyliki św. Jana na Lateranie do bazyliki św. Piotra na Watykanie prowadzą pielgrzymów przez zabytki starożytnego Rzymu. Mamy też szlak pielgrzyma oraz trasę maryjną, która swój początek ma w bazylice Santa Maria Maggiore. Te szlaki różnią się przede wszystkim sposobem ich przeżywania. Trasy papieskie prowadzą do poznania serca chrześcijaństwa, co ma służyć umocnieniu naszej wiary. Trasa pielgrzyma wiąże się z pytaniami o swoje życie. Z kolei trasa maryjna wskazuje na Matkę Bożą jako Tę, która wstawiając się z nami, przekazuje Jezusowi nasze troski.
W patriarchalnych bazylikach znajdują się święte wrota, które papież otworzył na Rok Miłosierdzia. Mamy możliwość przejść przez nie, ale nie tylko po to, by zrobić sobie zdjęcie. Przejście przez te drzwi jest symboliczne i uświadamia człowiekowi, że całe jego życie jest pielgrzymowaniem do świętych drzwi, do których sam Pan Bóg nas zaprasza.


Gdzie poza Rzymem warto wyznaczyć sobie cel pielgrzymki?


Na pewno do Ziemi Świętej, gdzie w Jezusie objawiło się miłosierdzie Boga. Ale też w Polsce i na całym świecie jest coraz więcej miejsc, w których rozwija się kult Bożego Miłosierdzia. Szczególnym miejscem są krakowskie Łagiewniki, ale miejscowości związanych ze św. s. Faustyną, św. Janem Pawłem II i bł. ks. Michałem Sopoćko jest wiele. W Roku Miłosierdzia przygotowaliśmy wyjazdy w te miejsca i zachęcamy też, by księża razem z naszym diecezjalnym biurem organizowali pielgrzymki.


Znamy głównie Kraków-Łagiewniki, ale s. Faustyna była też w Wilnie, Płocku, Świnicach Warckich… Czy te miejsca pomogły Księdzu zgłębiać przesłanie o Bożym Miłosierdziu?


W te miejsca trzeba iść z „Dzienniczkiem” i najlepiej z obrazkiem „Jezu, ufam Tobie”. Dlatego, że bez tego, co napisała s. Faustyna, bardzo trudno jest nam myślami objąć Boże Miłosierdzie, które jest niesamowicie skomplikowane i proste jednocześnie. Te miejsca skłaniają do tego, by z ufnością chwycić się Pana Boga i prosić o uzdrowienie. Będąc w nich, czułem się odpowiedzialny za to, że przez swoją grzeszność dokładam się do zła, które panoszy się w świecie, ale jednocześnie miałem poczucie, że to zło jest maleńkie wobec Bożej miłości. Czułem się dumny, że jestem chrześcijaninem.


Jak przeżywać pielgrzymkę, by nie okazało się, że jedyne, co nam po niej zostało, to tysiąc zdjęć?


Rozwój techniki fotograficznej rzeczywiście często przeszkadza w pielgrzymowaniu. Dlatego zwracamy uwagę pielgrzymom, żeby przede wszystkim robili zdjęcia sercem, zapamiętywali to, co widzą. Fotografowanie wypływa z tego, że chcemy zapisać miejsca, w których byliśmy, żeby pochwalić się przed innymi ludźmi. Ale jako pielgrzymi, poznając dogłębnie odwiedzane miejsca, mamy przeżyć coś więcej, niż tylko zachwyt nimi; my mamy się tam przede wszystkim nawrócić.