Za 2500 talarów

Anna Kwaśnicka

|

Gość Opolski 38/2018

publikacja 20.09.2018 00:00

– Tak miło w tej świątyni być. Tak miło sprawować tu świętą Liturgię – mówił bp Andrzej Czaja w kościele Imienia NMP w Szydłowcu Śląskim.

Uroczystość odpustowa w Szydłowcu Śląskim. Uroczystość odpustowa w Szydłowcu Śląskim.
Anna Kwaśnicka /Foto Gość

Kościół filialny niemodlińskiej parafii Wniebowzięcia NMP ma już 401 lat. Został wybudowany przez ewangelików w latach 1616–1617 w miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni Imienia NMP, pierwotnie należącej do katolików. W jego późnorenesansowym wnętrzu znajdują się dzieła nyskiego rzeźbiarza Hermana Fischera i malarza Kaspra Wincklera. Obecnie, po 10 latach prac remontowych i konserwatorskich, kościół odzyskał swój pierwotny blask, a do jego wnętrza – po czasie sprawowania Mszy św. w drewnianym baraku, a w cieplejszych miesiącach pod wiatą – wrócili parafianie.

Wielkie dzieło w małej społeczności

Ta pierwsza po przerwie Msza św. sprawowana była w niedzielę 9 września. Wtedy to mieszkańcy Szydłowca Śląskiego i pobliskich Rzędziwojowic, a także całej niemodlińskiej parafii, świętowali odpust ku czci Imienia NMP połączony z obchodami 400-lecia swojego filialnego kościółka. Uroczystej Eucharystii przewodniczył biskup opolski Andrzej Czaja.

– To piękny dzień dziękczynienia za tę świątynię, że Pan Bóg ją dał. Potrzebowała odnowy, a wy dokonaliście tej odnowy. Jako pasterz dziękuję wam za to piękne dzieło – mówił bp Czaja. Mszę św. koncelebrowali m.in. ks. Jerzy Chyłek, były proboszcz niemodlińskiej parafii, który czuwał nad remontem szydłowickiego kościoła, oraz ks. Sławomir Kwiatkowski, obecny proboszcz. – Bez ludzi, którzy są otwarci na Boże błogosławieństwo, na wspaniałe pomysły i współpracę, byłoby ciężko. Wspomnieć muszę ks. Henryka Słodkowskiego, wieloletniego proboszcza naszej parafii, który wraz z mieszkańcami ten kościół na nowo oddał ludziom. Potem przyszedł taki czas, że spotkałem na swojej drodze Bartłomieja Kostrzewę i Jolantę Dudałę. To ludzie, którzy tchnęli we mnie chęć pójścia do przodu. W takiej małej społeczności niełatwo brać się za takie dzieła – mówił ks. Jerzy Chyłek. – Gdzie w tym kościele spojrzę, to na myśl przychodzą mi osoby, które tu pracowały – zaznaczał duszpasterz, podkreślając, jak wiele osób zaangażowało się w wieloetapowy remont, którego ostatnim elementem było odnowienie stacji Drogi Krzyżowej. Łączny koszt zrealizowanych prac to ponad 800 tys. zł, z czego blisko 700 tys. pokryły dotacje przyznane na realizację 9 projektów. Fundusze przyznały m.in.: Starostwo Opolskie, Urząd Marszałkowski Województwa Opolskiego, LGD Partnerstwo Borów Niemodlińskich, które dysponowało środkami unijnymi, gmina Niemodlin czy Wojewódzki Konserwator Zabytków.

Gniazdo rodowe Pücklerów

Uroczystość jubileuszowa stała się nie lada okazją, by przedstawić dzieje Szydłowca Śląskiego i tutejszego kościoła. Dlatego po Eucharystii o historyczną prelekcję poproszono dr Janinę Domską, która rozpoczęła swoją opowieść od pierwszych informacji o tej miejscowości, pochodzących z końca XIII wieku. Niemniej głównymi bohaterami wykładu okazał się ród Pücklerów, niegdyś mający obszerne posiadłości na Dolnym Śląsku. Od pierwszej połowy XVI w. aż po rok 1945 Szydłowiec Śląski, niegdyś Sydlowitz, a przez długie lata Schedlau, należał właśnie do tej rodziny. – Wieś dzieliła się na części kmiecą i dworską. Na tę drugą składał się pałac wraz z obiektami gospodarczymi, w tym gorzelnią i fabryką skrobi, młyn na rzece, kościół i imponujący park krajobrazowy – opisuje Bartłomiej Kostrzewa. Pałac przetrwał działania wojenne, gdy w lutym i marcu 1945 r. na tych terenach toczyły się intensywne walki pomiędzy Wehrmachtem a Armią Czerwoną. Niestety, wkrótce został splądrowany i rozebrany. W efekcie dziś po budowli, która była jedną z najpiękniejszych rezydencji w okolicy, pozostały – jak to ujęła Janina Domska – tylko ilustracje. Tak naprawdę można zobaczyć jedynie fragment ceglanej ściany, i to mocno zarośniętej. Natomiast kościół, który w 1945 r. został zamieniony na kuźnię i warsztat mechaniczny, krok po kroku powracał do swojej świetności. Ale zacznijmy od początku…

Katolicki, ewangelicki, katolicki

Kościół w Szydłowcu Śląskim w źródłach historycznych wzmiankowany jest już w 1335 roku. Była to niewielka, drewniana świątynia katolicka poświęcona Imieniu Maryi. Jednakże kiedy rodzina Pücklerów przeszła na protestantyzm, to i kościół w myśl zasady „czyje panowanie, tego religia” został przejęty na potrzeby ewangelików. Wówczas katolicy spotykali się na nabożeństwach przy krzyżu umieszczonym na starym dębie. Kiedy liczba ewangelików coraz bardziej rosła, bo ludność przyjmowała wiarę swego właściciela, dotychczasowa świątynia stała się dla nich stanowczo za mała. Hans II Pückler 7 kwietnia 1616 r. rozpoczął budowę nowego, murowanego kościoła. Historia tej budowy, której podjął się Antonio Rusco z Offen, opisana jest na deskach umieszczonych na tylnej ścianie ołtarza. – Budowniczy zużył 146 małdrów wapna, 200 dużych kamieni polnych, 300 mniejszych głazów, 10 000 kamieni budowlanych i 22 000 dachówek – przytacza Janina Domska. I tłumaczy, że historyczny zapis kończy takie oto podsumowanie: „Łącznie z dzwonami, wieżą wraz z murem w około cmentarza wydałem 2500 talarów. Panu Bogu chwała za tę łaskę, którą mnie obdarzył. Kościół poświęcony jest Bogu Zbawicielowi, Synowi Maryi”. Murowany kościół w Szydłowcu Śląskim tylko kilkanaście lat należał do ewangelików, gdyż już w 1629 r. został zwrócony katolikom, co – jak wyjaśnia Janina Domska – odbyło się na mocy edyktu cesarza Ferdynarda II, nakazującego zwrócenie zabranych podczas reformacji kościołów. Do czasów współczesnych we wnętrzu świątyni zachowało się oryginalne wyposażenie. Przede wszystkim odnowiony ołtarz z płaskorzeźbami: Ostatniej Wieczerzy, Ukrzyżowania, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia, a także figurami proroków: Izajasza, Jeremiasza, Ezechiela i Daniela. Ambona, którą u dołu podtrzymuje rzeźba Mojżesza trzymającego płyty z Dekalogiem, a u góry wieńczy baldachim ze sceną zesłania Ducha Świętego.

Jest także zachwycająca chrzcielnica, przedstawiająca sceny związane z Bożym Narodzeniem, m.in. zwiastowanie NMP, nawiedzenie św. Elżbiety, pokłon Trzech Króli czy ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni. Zachował się 3-metrowy krzyż z rzeźbą Jezusa Ukrzyżowanego, który wisi po lewej stronie ołtarza.

Drzewo i głaz

Janina Domska podkreśla, że opowieść o tej niewielkiej miejscowości nie byłaby pełna bez przytoczenia legendy o pojedynku na śmierć i życie, który rozegrał się w cieniu potężnego dębu szypułkowego. 22-metrowy pomnik przyrody ożywionej „Dąb Pückler” jest dumą mieszkańców, a o wydarzeniach, które przy nim się rozegrały, przypomina umieszczony przy nim głaz. Treść inskrypcji Janina Domska przetłumaczyła tak: „W tym miejscu w roku 1573 poległ rycerz Zygfryd Stosz w pojedynku z rycerzem Wenclem Pücklerem”. – Wencel Pückler posiadał duże bogactwa i piękną żonę. Do pełni szczęścia brakowało mu jedynie sławy, jaką zdobywało się na bitewnych polach. Zebrał więc wojska i na ich czele udał się na wojnę – opowiada Janina Domska. – Rozległe włości, zamek i młodą żonę pozostawił pod opieką swojego serdecznego przyjaciela, właściciela sąsiedniej wsi. Gdy po roku wrócił nocną porą, zobaczył, że podczas jego nieobecności przyjaciel na stałe zagnieździł się w pałacu i czule opiekował jego małżonką – wyjaśnia. Odbył się natychmiastowy pojedynek na polance przy dębie, poza murami zamku. – Zwyciężył właściciel pałacu. A żona, która obserwowała przebieg walki, sztyletem odebrała sobie życie. Dąb posadzony w miejscu, gdzie zginęła, ma już blisko 500 lat – kończy legendę Janina Domska.