W orkiestrze jak w rodzinie

Karina Grytz-Jurkowska Karina Grytz-Jurkowska

dodane 26.10.2018 16:12

Już 60 lat istnienia świętuje Orkiestra Dęta Górażdże Cement S.A. I szykuje się na kolejne lata.

W orkiestrze jak w rodzinie   Mszy św. przewodniczył abp senior Alfons Nossol Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Za PRL-u była oknem na świat, umożliwiając zagraniczne wyjazdy - do NRD, Austrii, Czech. Na miejscu uświetniała różne uroczystości - od miejscowego odpustu i zakładowych jubileuszy, przez odpust w Kamieniu Śląskim, po Expo 2000.

Za ten właśnie aspekt, służenie społeczności swoją grą, dziękował im podczas homilii abp Alfons Nossol, który przewodniczył jubileuszowej Mszy św.

Po przemarszu z kościoła pw. bł. Czesława w Górażdżach do centrum konferencyjnego miały miejsce liczne podziękowania, gratulacje a potem i wspomnienia.

- 32 lata byłem kapelmistrzem, a w tej orkiestrze jestem 60 lat. Gdy zaczynaliśmy, było kilkanaście osób. Początki były trudne, nie było repertuaru, każdy grał na swoim instrumencie. W tej chwili mamy niesamowitego sponsora, każdemu bym takiego życzył! - opowiada Manfred Makiolla.

W orkiestrze jak w rodzinie   Kącik z pucharami i archiwalnymi zdjęciami wzbudzał sentyment Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Mówi też o wsparciu ówczesnego dyrektora Zakładów Wapienniczych „Górażdże” i o tym, czym ów „łebski chłop” - Zbigniew Kowalewicz - zagroził muzykom, jeśli pomysł nie wyjdzie. Tego akurat, podobnie jak wielu barwnych historii z tych sześciu dekad, napisać nie wypada.

Oficjalnie zalążkiem przyszłej orkiestry był zespół założony przez Jerzego Grygosza, Antoniego Przybyłę i Józefa Pokutę. Pierwszym kapelmistrzem po dołączeniu kolejnych osób został najpierw Bonawentura Kubis, a po nim Jerzy Kopka. Dziś w składzie jest ponad 50 muzyków od młodych, po pamiętających początki orkiestry, jak np. Manfred Makiolla. W repertuarze mają pieśni religijne, patriotyczne, klasykę i utwory rozrywkowe.

- Ja trafiłem tu przez przypadek, bo orkiestra akurat wyjeżdżała na tournée, a żaden z perkusistów nie mógł jechać - jeden się żenił, drugi trafił do szpitala. Grałem wtedy w Filharmonii Opolskiej i kolega mi zaproponował zastępstwo na ten wyjazd. Pojechałem, grając na koncercie niemal bez żadnych prób i tak jestem już tu ponad 25 lat. Tylko włosy mi posiwiały, pewnie od tego cementu, bo to przecież orkiestra cementowni - śmieje się Kazimierz Wolski, perkusista.

W orkiestrze jak w rodzinie   Był i pyszny tort, którego pierwszy kawałek ukroił obecny kapelmistrz z prezesem "Górażdży SA." Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Na jubileuszu, choć nie dotarli wszyscy, były też występy - kwintetu z Filharmonii Opolskiej," Szwarnych Dziołch", grupy pań, które mają próby w tym samym budynku co orkiestra, więc napisały dla nich specjalną piosenkę, ale też quizy i zabawa do samego czwartkowego wieczora.

I nie każdy wiedział, jakie przezwiska mieli niektórzy członkowie orkiestry albo w jaki sposób został utracony markowy koniak, otrzymany za zagranie tuż po północy na „okrągłe urodziny” pod domem jednej z zasłużonych dla orkiestry pań.

A już tym bardziej, komu i w jaki sposób udało się zmienić orkiestrowe nawyki albo którą z kilku grających w składzie kobiet pewien arabski bogacz chciał kupić za stado wielbłądów...

Nieco więcej o historii - tej oficjalnej i tej „od kulis” w kolejnym wydaniu "Gościa" opolskiego (GN nr 45/2018).