Requiem

Andrzej Kerner

|

Gość Opolski 45/2019

publikacja 07.11.2019 00:00

Poruszające wydarzenie stworzyli muzycy z Regensburga i Opola.

Przed koncertem. Przed koncertem.
Andrzej Kerner /Foto Gość

Ten wieczór zostanie w pamięci kilkuset jego uczestników. Bazylika wypełniona do ostatniego miejsca. Cisza widowni – przejmująca.

Rzadko w czasie koncertów symfonicznych widzi się ludzi pogrążonych w tak głębokim zasłuchaniu, zadumie, a nawet – modlitwie. Koncert był wydarzeniem o kilku wątkach, które splatając się, sprawiły, że efekt był tak zachwycający. W ozdobionej zapierającymi dech mozaikami bazylice, wybudowanej przez bp J.M. Nathana dla mieszkańców Miasteczka Miłosierdzia – głównie osób chorych psychicznie – spotkali się muzycy z Opola i Ratyzbony (Regensburga), by oddać hołd ofiarom akcji T4. Była to planowa eksterminacja osób chorujących psychicznie w czasach III Rzeszy. Z branickiego kompleksu szpitalnego wywieziono do komór gazowych 533 osoby. – Szpital nie był izolowany od poczynań nazistów w stosunku do ludzi chorych psychicznie. Biskup Nathan nie był zwolennikiem narodowego socjalizmu. Spotykały go z tego tytułu szykany. W stosunku do działań nazistów próbował stosować praktykę uników i odwlekania decyzji – mówił Krzysztof Nazimek, dyrektor szpitala w Branicach.

Dzięki współpracy Hochschule für Katholische Kirchenmusik und Musikpädagogik w Ratyzbonie oraz Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej w Opolu – przede wszystkim prof. Stefana Baiera oraz ks. prof. Grzegorza Poźniaka – w tym tak symbolicznym miejscu zabrzmiało „Requiem niemieckie” Johannesa Brahmsa. Wykonali je: chór ratyzbońskiej uczelni oraz orkiestra symfoniczna PSM I i II st. w Opolu, partie solowe – Anna Rejter (sopran) i Oskar Koziołek-Goetz (baryton). – Brahms był człowiekiem głębokiej wiary i to Requiem jest tego świadectwem – powiedział ks. Grzegorz Poźniak. Requiem Brahmsa – siedem części o przemijaniu i nadziei życia wiecznego – stworzyły w bazylice taką aurę, iż chwilami zdawało się, że liczne anioły z jej „złotych krat” zerwą się do delikatnego lotu. A może się i zerwały.