• facebook
  • rss
  • Szukając Arta

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 42/2012

    dodane 18.10.2012 00:00

    Ludzie. Gdzie jest pochowany amerykański lotnik, porucznik Arthur Lindell?

    Wdrugi dzień świąt Bożego Narodzenia roku 1944 siedmioletni Jerzy Płaczek, mieszkający wtedy w Korzonku, usłyszał wielki huk. Od początku lipca ciężkie amerykańskie bombowce bombardowały pobliskie zakłady IG Farben Heydebreck. Mieszkańcy okolicznych wiosek w czasie nalotów chronili się do prowizorycznych przydomowych schronów. – Taka ziemianka wystarczała na pociski karabinu, ale jakby bomba spadła, to szans nie było – wspomina Jerzy Płaczek.

    Upadek

    Dwa potężne odgłosy tym razem oznaczały upadek samolotu. Pierwsza jego część spadła w Grabówce. Druga w lesie między Korzonkiem a Ortowicami, tuż obok słupa wysokiego napięcia. – Wybiegliśmy z domu, przylecieliśmy jakieś 300 metrów od tego słupa. Usłyszeliśmy wybuch. Poczekaliśmy, czy nie będzie drugiego. Podeszliśmy jeszcze bliżej. Widzieliśmy płonące szczątki samolotu i ciała pilotów. Ale esesmani nie dopuścili nas bliżej, bo na pokładzie było dużo amunicji, która mogła wybuchnąć – opowiada pan Płaczek.

    Tak zakończył się ostatni nalot bombowców 15. Armii Powietrznej Stanów Zjednoczonych na trzy znajdujące się blisko siebie cele o zasadniczym znaczeniu strategicznym: Oberschlesische Hydrierwerke AG Blechhammer (obecnie: Zakłady Chemiczne Blachownia), IG Farben (Zakłady Azotowe Kędzierzyn) i Schaffgotsch – Benzin GMBH (Koksownia w Zdzieszowicach). 17 nalotów, w tym jeden nocny, przeprowadzonych od lipca do grudnia 1944 roku, miało za cel zniszczenie fabryk produkujących paliwa syntetyczne – siłę napędową hitlerowskiej armii. Amerykańskie lotnictwo poniosło w czasie tej kampanii ciężkie straty – zestrzelonych zostało ok. 220 samolotów. W pobliżu trzech fabryk paliwa spadło 29 bombowców. Zginęło 135 lotników. W wyniku pomyłki podczas bombardowań zginęło także 136 mieszkańców parafii Stare Koźle.

    Lot

    Dowódcą bombowca Liberator B-24, któremu nad Grabówką został odstrzelony ogon, a w nim strzelec sierż. Michael Papadopoulos, był pochodzący z Russell w Pensylwanii 19-letni por. Arthur Lindell. Na pokładzie samolotu było 9 żołnierzy, w tym sierżant sztabowy Joseph Lajkowicz, polskiego pochodzenia. Poufny raport wojskowy nr 10924, wydobyty po latach z niemieckich archiwów przez Szymona Serwatkę z Aircraft Missing in Action Project, datowany na 29 grudnia 1944 roku, przytaczając relacje trzech świadków ostatnich chwil B-24 dowodzonego przez Arta Lindella, stwierdza: nie widziano spadochronów, nie widziano żadnych osób oddalających się z miejsca wypadku. I ostatnia formułka w raporcie: „Nie wydaje się możliwe, by ktokolwiek z załogi przeżył”.

    Wieści

    W ostatni lot z powodu choroby nie poleciał II pilot Duke Wareham, najserdeczniejszy przyjaciel Lindella. Kiedy jego samolot nie wrócił do bazy w północnych Włoszech, Duke zaczął rozpytywać kolegów. Gdy zyskał pewność, że Art już nie wróci z misji Blechhammer, skontaktował się z narzeczoną przyjaciela Georgią Guthrie i przekazał jej smutną wiadomość. – Ona z kolei powiadomiła o katastrofie rodziców Arta. Kilka dni później armia przysłała telegram, że Art zaginął w akcji. Oficjalny komunikat o tym, że jest uznany za poległego, przyszedł do moich dziadków rok później – wspomina Chad Lindell, stryjeczny wnuk lotnika. – W rodzinie o Arcie, który był najmłodszym dzieckiem, nie mówiło się. To był temat tabu, pomijany milczeniem. Z wojny wrócił mój dziadek, Frederick, starszy od Arta o 10 lat, ale on też nie chciał rozmawiać o wojnie – wspomina Chad, specjalista business inteligence, który, pracując m.in. dla FBI i Departamentu Stanu, ma dobry dostęp do archiwów i interesuje się dziejami rodziny, zwłaszcza losami stryjecznego dziadka Arta. Dopiero po śmierci jego dziadka babcia opowiedziała, że Frederick w latach 80. ub. wieku wybrał się do Niemiec, by odnaleźć swojego brata. Duke Wareham, II pilot i przyjaciel Arta, przed śmiercią mówił swojemu synowi Barry’emu, że chciałby w życiu zrobić jeszcze tylko jedną rzecz – znaleźć Arta. Rodzice Arta jeszcze kilkakrotnie po wojnie zwracali się do Pentagonu w sprawie miejsca spoczynku swojego syna. – Ale armia nie była w stanie już nic nowego powiedzieć – opowiada Chad.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół