• facebook
  • rss
  • Rio Bardo

    dodane 11.07.2013 00:00

    Klimaty jak z westernu, ale to pielgrzymka. Pierwsza taka.

    Trzynastu jeźdźców przez 4 dni przemierzało trasę z Rozwadzy do sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary w Bardzie. Pomysłodawcą konnej pielgrzymki jest 17-letni Wojtek Wójcik z Gogolina. Od czterech lat jeździ konno, jest też uczestnikiem grupy rekonstrukcyjnej kawalerii Legionów gen. Dąbrowskiego w stadninie „Wild West” w Rozwadzy. Przewodnikiem duchowym pielgrzymki jest ks. Piotr Jędras, wikariusz parafii w Gogolinie. – Z księdzem poznałem się przy okazji bierzmowania. Najpierw chodziłem do kościoła, bo musiałem, a teraz chodzę, bo chcę. Zaproponowałem księdzu, żeby się nauczył jazdy konnej, a potem, że może pojechalibyśmy na pielgrzymkę. No i zgodził się – opowiada Wojtek. – To próba, przetarcie szlaku. Za rok chcemy podwoić liczbę koni i jeźdźców. Duży szacunek dla księdza. Dzięki niemu gospodarze w Strzeleczkach, Wójcicach i Starym Paczkowie tak nas przyjmowali, że wszyscy jesteśmy w szoku. Powiem uczciwie, że dzisiaj idę ido spowiedzi, po dwóch latach. Ksiądz mnie przekonał – mówi Krzysztof Lepich, właściciel stadniny w Rozwadzy. W grupie 13 jeźdźców większość stanowi młodzież, miłośnicy koni i jazdy konnej, jest też dwóch panów z grupy rekonstrukcyjnej IV Pułku Ułanów Zaniemeńskich.

    – Dopiero wchodzę w tę wspólnotę. Niekoniecznie wszyscy tutaj są ministrantami czy mariankami. Ale cieszę się, że mogę być z tymi, którzy nawet nie co niedziela są w kościele. Oswajają się z moją obecnością. To takie małe misje – mówi ks. Piotr Jędras. Pielgrzymi – jeźdźcy codziennie rano uczestniczyli we Mszy św., wieczorem w nabożeństwie. Po drodze zatrzymywali się na krótką modlitwę przy polnych kapliczkach. – Ci, którzy się zdecydowali, zaakceptowali taki plan, choć są ludźmi z różnym doświadczeniem Pana Boga. Pielgrzymka jest dla nich okazją, by doświadczyć Go w kontakcie z pięknem natury, ale i w modlitwie. Przez sprawowanie Mszy św. w miejscach noclegów, w plenerze, widzą, że Pan Bóg jest blisko nich – tłumaczy ksiądz, który konno jeździ dopiero od miesiąca. Zwraca uwagę, że z wielogodzinną jazdą konną związany jest spory trud i ofiara, a po przyjściu na postój najpierw trzeba napoić, nakarmić i ewentualnie opatrzyć konie, a dopiero potem myśleć o swoich potrzebach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół