• facebook
  • rss
  • Sukienka dla Virgensity

    dodane 31.07.2014 00:00

    O duszpasterstwie na krańcu świata, ubóstwie, które otwiera oczy na Ewangelię, i zadaniach sytych Europejczyków z bp. Antonim Reimannem OFM rozmawia Andrzej Kerner.

    Andrzej Kerner: Podobno chrześcijaństwo w Ameryce Łacińskiej jest powierzchowne i zatrzymuje się na warstwie obrzędowej – chociaż bardzo emocjonalnie przeżywanej...

    Bp Antoni Reimann OFM: Chrześcijaństwo w Ameryce jest religią jeszcze młodą i dlatego tutejszej wierze często towarzyszy nieznajomość podstaw katechizmowych. Bardziej do głosu dochodzi pobożność ludowa, o której papież Franciszek w ostatniej adhortacji apostolskiej powiada, że opiera się nie na jakichś nieokreślonych energiach, lecz na relacji osobowej z Bogiem, z Jezusem Chrystusem, z Maryją i ze świętymi (EG 90). Ta pobożność ma w sobie dużo z otwartości i bezgranicznego zaufania dziecka. To religijność prosta, ale niepozbawiona teologicznych fundamentów. Jest mocno zakorzeniona w historii tego ludu.

    Pytam, bo mamy papieża z Ameryki Południowej, więc tamtejszy Kościół bywa stawiany nam za przykład. Możemy się w ogóle czegoś od nich uczyć?

    Wejście w świat pobożności maryjnej mieszkańców Ameryki Południowej pozwala zrozumieć maryjność papieża Franciszka, w tym także powracających niczym lejtmotyw wyrażeń jego homilii i przemówień: miłosierdzie, tkliwość, czułość. I tacy są Boliwijczycy: dla swej Virgensity i Mamity [Najświętszej Panienki i Mamusi – przyp. A.K.] przygotowują najlepsze sukienki, zdobią Ją, dla Niej tańczą i z okazji Jej święta bawią się i ucztują. Sprawdzają się słowa Pana Jezusa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10,21). Dlatego osobiście byłbym bardzo ostrożny w dokonywaniu oceny ludzkiej religijności i jej gradacji. „Tylko Bóg jako Stwórca zna tajniki ludzkiego serca” (Ps 44, 22). To On jako jedyny „zna i bada ludzkie serce” (Dz 1,24; 15,8). Poza tym najbardziej miarodajnym wskaźnikiem chrześcijaństwa jest miłość do Stwórcy i do bliźniego.

    Boliwia to kraj dużo biedniejszy niż Polska. Czy w tej biedzie jest w ogóle miejsce na miłość bliźniego?

    Polska ma 22 PKB na świecie, Boliwia 95. Ten wskaźnik mówi sam za siebie. Tak zwana makroekonomia, która czerpie zyski ze sprzedaży ropy naftowej, gazu ziemnego, bogactw naturalnych (przede wszystkim litu i srebra), również z nielegalnych plantacji koki oraz pieniędzy Boliwijczyków pracujących na emigracji, wpłynęła pozytywnie na politykę ekonomiczną Boliwii. 28,3 proc. ludności boliwijskiej, przede wszystkim dzieci, matki w ciąży, osoby w podeszłym wieku, otrzymuje w ostatnim czasie zasiłki pieniężne z tych właśnie oszczędności polityki „makroekonomicznej”. Środki te pochodzą jednak w dużej mierze ze sprzedaży nieodnawialnych bogactw naturalnych, stąd są tylko czasowe. Z drugiej strony pomoc oferowana przez państwo może doprowadzić do partyjnego terroru, który jest zaprzeczeniem demokracji, oraz wyzwolenia, zwłaszcza osób ubogich. Zauważa się ogromną przepaść między bogatymi i ubogimi, mieszkańcami miast i wsi, między poszczególnymi grupami socjalnymi. Sytuacja staje się coraz groźniejsza: brakuje pożywienia oraz środków na najbardziej podstawowe potrzeby rodziny. Jako pasterze Kościoła nieustannie przypominamy wiernym, że walka o sprawiedliwość społeczną i miłosierdzie wobec ubogich stanowi jedno z najistotniejszych wyzwań misji ewangelizacyjnej.

    A czy ubodzy są bardziej otwarci na Ewangelię?

    Odpowiem na to pytanie słowami Benedykta XVI, które papież Franciszek cytuje w adhortacji „Evangelii gaudium”: „W sercu Boga jest szczególne miejsce dla ubogich, On sam bowiem »stał się ubogim« (2 Kor 8,9). Cała droga naszego odkupienia naznaczona jest ubogimi. Dlatego pragnę Kościoła ubogiego dla ubogich. Oni mogą nas wiele nauczyć. Oprócz uczestnictwa w sensus fidei dzięki własnym cierpieniom znają Chrystusa cierpiącego. Trzeba, abyśmy wszyscy pozwolili się przez nich ewangelizować” (p. 197,198). Kiedyś zatrzymałem się w drodze, aby zabrać kobietę z dzieckiem, która udawała się do najbliższej miejscowości na spotkanie duszpasterskie. Kiedy zaproponowałem, by wsiadła do samochodu, powiedziała mi: „Ojcze, pozwól mi iść pieszo. Chciałabym w ten sposób wynagrodzić Panu za wielkie rzeczy, które uczynił dla mnie i mojej rodziny”.

    Jakie jeszcze kwestie wpływają na duszpasterstwo w Boliwii?

    Boliwia jest państwem wielonarodowościowym. Jest to na pewno jej bogactwo, jednak z drugiej strony wymaga gojenia ran wynikających z przeszłości. Często dochodzi do strajków i konfliktów społecznych; nierzadko słyszy się o wypadkach samosądu, linczu. To konsekwencja braku sprawiedliwości i miłości społecznej. Ostatnio zaznacza się i u nas zanik poszanowania życia od chwili poczęcia do śmierci naturalnej. Duży procent młodzieży pochodzi z rodzin rozbitych, bez związku sakramentalnego. Wzrasta liczba osób zależnych od narkotyków. Cała ta rzeczywistość wpływa także negatywnie na powołania do kapłaństwa i życia zakonnego. Ostatnio znacznie zmalała liczba seminarzystów i kandydatów do życia konsekrowanego.

    A wybór papieża z Argentyny jakoś wpływa na Kościół w Boliwii?

    Dla przeciętnego tutejszego wiernego Rzym jest bardzo daleko i to, kto aktualnie zasiada na katedrze św. Piotra, nie ma większego znaczenia. Znają papieża ze zdjęcia lub mass mediów, wiedzą, że jest to gaucho, czyli Argentyńczyk. Papież jest poznawany i kochany tutaj na taką miarę, jak odbierają jego przesłanie miejscowi księża, zakonnicy i zakonnice, ludzie świeccy. Musimy się przyznać, że nas samych, osoby konsekrowane w kapłaństwie służebnym czy też w życiu zakonnym, często zaskakuje nauka papieża: nie wcielamy jej w życie tak, jak on nas o to prosi. Myślę, że papież Franciszek o wiele więcej wniósł w życie Kościoła na Starym Kontynencie. Pełne prostoty gesty, bezpośredniość i spontaniczność jego zachowań, które tak zachwyciły Europejczyków, nie są niczym nadzwyczajnym w latynoskiej kulturze. Oto po 500 latach Europa na nowo odkrywa Amerykę: jej kulturę, bogactwo, także myśl teologiczną. Nagle okazało się, że także po drugiej stronie Atlantyku istnieje Kościół, pełen witalności, mogący wnieść powiew świeżości.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół