• facebook
  • rss
  • Czas szybko płynie

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 10/2016

    dodane 03.03.2016 00:00

    – Moi przodkowie rodzili się w pierwszych osadach hutniczych na tej ziemi – opowiada Gerard Mańczyk.

    Skąd bierze się pasja do historii swojej okolicy? – Kiedy badałem dzieje kolejnych pokoleń Mańczyków, z coraz większym zainteresowaniem odkrywałem, że byli oni pierwszymi osadnikami na tych terenach. Kolonowskie nie jest takie stare. Najpierw były tu okoliczne osady. Moi przodkowie rodzili się właśnie w takich osadach – Rogolowcu, Brzyniczce. Hrabia Colonna, który rozwijał na tych terenach hutnictwo żelaza, zakładał w jakimś miejscu piec i sprowadzał pracowników potrzebnych do wytopu żelaza czy prac leśnych. A kiedy już poznałem historię rodziny, w sposób naturalny zainteresowała mnie historia Kolonowskiego – mówi Gerard Mańczyk, hutnik od pokoleń, obecnie pracujący w hucie w Zawadzkiem. A do tego wielki pasjonat lokalnej historii, autor trzech książek: o historii Kolonowskiego, o „Solidarności” w hucie „Andrzej” w Zawadzkiem i najnowszej pt. „Kapliczki i krzyże przydrożne na terenie gminy Kolonowskie” (Opole 2014, ss. 168). Gdyby jego dorobkiem były tylko te trzy książki – już byłyby to zasługi godne podkreślenia.

    Ale Gerard Mańczyk wraz ze stowarzyszeniem Rodzina Kolpinga – założonym w 1995 r. przez ówczesnego proboszcza ks. Wolfganga Globischa – jest motorem także innych działań na rzecz lokalnej historii. Najpierw w zabytkowej chacie utworzono Izbę Regionalną, w której są setki sprzętów domowego użytku, meble, wyposażenie dawnych domostw, obrazy, dokumenty i sam Gerard Mańczyk wie, co jeszcze. W tej Izbie odbywają się spotkania, zajęcia dla szkół i grup zorganizowanych, przybliżające sposób życia, pracy i tradycje tej ziemi. Pół roku temu uroczyście otwarto pawilon wystawienniczy, w którym zgromadzone są stare urządzenia i narzędzia gospodarskie.

    Pawilon, czyli „Stodoła”

    Kiedy Rodzina Kolpinga zagospodarowała zabytkową chatę, powstał problem, co robić ze starymi maszynami rolniczymi. – Ksiądz Globisch ciągle nam powtarzał, że trzeba je zabezpieczyć. Nieustannie dopytywał, kiedy wybudujemy wiatę. Nie było jednak pieniędzy. Stowarzyszenie Kolpinga zleciło Henrykowi Rudnerowi wykonanie projektu i dokumentacji z myślą, że jak będzie okazja, to zgłosimy się do jakiegoś projektu – mówi G. Mańczyk. Taka okazja się znalazła. Gmina Kolonowskie wraz z partnerską gminą Bělotín z Czech przeprowadziły unijny projekt „Lokalne muzea pod wspólnym dachem”. W sierpniu ub.r. uroczyście otwarto pawilon wystawienniczy, który został zbudowany w formie stodoły w sąsiedztwie Izby Regionalnej – z zachowaniem charakteru dawnych zabudowań gospodarczych (m.in. dachów krytych gontem), ale nowoczesny w formie (ogromne okna). Od razu zyskał miano „stodoły”. Już w tej chwili zgromadzonych w nim jest ok. stu maszyn i narzędzi rolniczych. Eksponatów z Kolonowskiego i okolicy ciągle przybywa. Najnowszym zabytkiem jest piła taśmowa podarowana przez Marię i Henryka Szatonów z Kolonowskiego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół