Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Albański męczennik rodem ze Śląska

Ks. Alfons Tracki zostanie beatyfikowany wraz z 37 innymi męczennikami z czasów komunizmu w Albanii.

13 lipca Kościół w Albanii poinformował, że Stolica Apostolska ogłosiła datę uroczystości beatyfikacyjnej 38 męczenników albańskich. Odbędzie się ona 5 listopada.

Jednym z księży zamęczonych i zamordowanych w czasach komunizmu w Albanii, którzy będą beatyfikowani w listopadzie, jest ks. Alfons Tracki pochodzący z parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Bliszczycach (dekanat Branice).

Alfons Tracki urodził się w 2 grudnia 1896 r. w Bliszczycach,  w rodzinie urzędnika Josefa Trackiego. Wbrew oczekiwaniom ojca wybrał drogę powołania kapłańskiego. Studiował m.in. w Wiedniu. Wyświęcony na kapłana w 1925 r. w albańskiej Szkodrze. Pracował w północnej Albanii, wiele czasu poświęcając duszpasterstwu dzieci i młodzieży. Założył dla nich m.in. kulturalno-sportowe stowarzyszenie „Viribus Unitis”.

Niemieckie pochodzenie oraz wyniesiona z domu znajomość języka niemieckiego pozwoliły mu w czasie II wojny światowej negocjować uwolnienie wielu Albańczyków z rąk Wehrmachtu okupującego Albanię w latach 1943-44.

Po przejęciu władzy przez komunistów odmówił wyjazdu z Albanii. Pracował w parafii Pulaj. Został aresztowany 25 czerwca 1946 r. za udzielenie sakramentu chorych jednemu z młodych parafian rannemu w walce z komunistami. Przez sąd wojskowy został skazany na karę śmierci za działalność antykomunistyczną i współpracę z okupantem. Wyrok wykonano 18 lipca 1946 roku (niektóre źródła podają datę 19 lipca). O 5 rano został rozstrzelany pod murem cmentarza w Szkodrze. Nie wiadomo, gdzie został pochowany.

Na szczeblu diecezjalnym proces beatyfikacyjny arcybiskupa Vincenca Prennushi i 37 innych księży, którzy zginęli zamęczeni w więzieniach lub zostali zamordowani w latach 1945-74 w komunistycznej Albanii w czasach reżimu Envera Hodży, zakończył się 8 grudnia 2010 r. 26 kwietnia br. papież Franciszek podpisał dekret uznający ich za męczenników.

W Bliszczycach z okazji beatyfikacji rodaka odbędą się specjalne uroczystości. O szczegółach poinformujemy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

  • peperS
    14.07.2016 14:09
    Piękna postać.

    Ale ja znam jeszcze piękniejszą. To ojciec Ludwik Wrodarczyk. Ślązak z Radzionkowa. Syn Matki Boskiej Piekarskiej, bo z Radzionkowa do Piekar piechtą się idzie.

    W latach 30-tych ubiegłego wieku został proboszczem w okopach na Wołyniu. Tam niczym misjonarz na ziemii niczyjej głosił wiarę i krzewił cywilizację chrześcijańską.

    6 grudnia 1943 rozpoczął się napad band ukraińskich z UPA. Zaczęli palić domostwa i mordować Polaków. Ojciec Ludwik mimo próśb nie uciekł do lasu. Poszedł do kościoła, bo jak sam powiedział: "... nie mogę zostawić Najświętszego Sakramentu".

    Wieczorem mordercy Tarasa Bulby weszli do kościoła. Od razu zaczęli znęcać się nad księdzem. Dwie obecne w kościele kobiety, 18-letnia Weronika Kozińska i 90-letnia Łucja Skurzyńska stanęły w obronie księdza. Zostały zabite na miejscu, w kościele. Mordercy zrabowali zakrystię, kościół sprofanowali, konsekrowane hostie rozrzucili po podłodze.

    Ojca Ludwika męczono poza kościołem. Kłuto igłami i bagnetami. Ciało przypalano. Wreszcie na pół umarłego ukraińskie kobiety, prawdopodobnie przymuszone przez bandytów z UPA, przywiązały do kłody przecinały piłą do drewna.

    Ciało dające jeszcze oznaki życia rzucono pod drzewo i oddano strzały.

    Przed kaźnią ojciec Ludwik prosił swoich oprawców o możliwość pomodlenia się. Ci łaskawie pozwolili mu. Ojciec Ludwik uklęknął i modlił się żarliwie. Na koniec wstał i zwrócił się do nich słowami: "Jestem gotów".

    Dziś nie ma Okopów. Wioska została puszczona z dymem. Stoi jednak chata, w której bito i znęcano się nad księdzem. Na jednej ze ścian jest krwawa plama.

    Od tej śmierci minęły 73 lata.

    Takich kart męczeństwa są setki.

    Niedługo kamienie wołać będą.
    doceń 3
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy