• facebook
  • rss
  • Biskup na trudne czasy

    dodane 03.11.2016 00:00

    – Choć wymagający, zdawałoby się surowy, to był pasterz o wrażliwym sercu – wspomina bp. Franciszka Jopa bp Gerard Kusz.

    Czterdziesta rocznica śmierci pierwszego biskupa diecezji opolskiej była okazją do przypomnienia jego osoby podczas konferencji, która odbyła się 26 października na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Opolskiego. Chodziło jednak nie o to tylko, by wspomnieć jego życiorys i zasługi, ale także spojrzeć nieco szerzej na tę wyjątkową postać. Wśród uczestników były osoby znające go jeszcze osobiście, współpracujące z nim przez lata, jak ks. Alojzy Sitek, ks. Helmut Sobeczko, ks. Piotr Kołoczek, którzy wspominali codzienne sytuacje, perypetie związane z „petką”, którą poruszał się bp Jop, i anegdotki. Był też specjalny gość, z rodziny bp. Jopa – Jacek Filus, wieloletni dziennikarz Radia Katowice.

    Rodzina

    Opowiadając, że do Opola bardzo chcieli przyjechać trzej żyjący jeszcze bratankowie i bratanica biskupa, co z uwagi na wiek i stan zdrowia było niemożliwe, Jacek Filus wspominał: – Spędzałem zawsze wakacje w dworku u cioci, która była żoną brata bp. Franciszka, Antoniego.

    Stąd też moje spotkania z nim. Pamiętam, że wpadając tam na kilka dni, zawsze spoglądał na odległe o kilka kilometrów, pobenedyktyńskie zabudowania klasztoru Świętego Krzyża, z którym cała rodzina była bardzo związana. Dla mnie widok tego dojrzałego mężczyzny, w dość sfatygowanej sutannie, z zawieszonym na szyi prostym krzyżem, stojącego w promieniach zachodzącego słońca wydawał się jakby ze starej księgi. „Jacku, tam jest relikwiarz z największą w Polsce cząstką Krzyża Świętego, na którym umarł Pan Jezus. To wielki skarb, pamiętaj” – mówił. I pamiętam. Nie wiem, o czym wówczas myślał, być może nad drogami, jakimi Bóg kieruje człowieka do wyznaczonego celu. On – chłopak spod Świętego Krzyża – w katedrze pod tym samym wezwaniem – dodał wzruszony. Opowiadał też o jego przykładzie oraz nauce modlitwy i rozumienia łacińskich wówczas tekstów, jaką od niego odebrał. W tym domu był bardzo wyczekiwany, jednak ze względu na bezpieczeństwo bliskich, wiedząc, że jest inwigilowany, mocno ograniczał swoje wizyty. O rozmodleniu bp. Franciszka i o tym, jak wielką wagę przywiązywał do liturgii, wspomina też bp Jan Wieczorek, który zetknął się z nim jako kleryk. – Rzadko nas pouczał, ale wpatrując się w celebrowanie Mszy św. przez księdza biskupa, odczytywaliśmy to, co nam było potrzebne w naszej przyszłej posłudze kapłańskiej. Wystarczy wspomnieć: modlitewne skupienie przed Mszą św. i po niej, wymawianie jakby półgłosem modlitw w przyjmowaniu humerału, alby, cingulum, stuły, ornatu, żadnego pośpiechu, poprawna dykcja, gesty – wymienia.

    Przykład

    – Byłem wtedy wikariuszem w parafii katedralnej w Opolu. Przyglądałem się z bliska posłudze pasterskiej bp. Jopa, uczestniczyłem w jego pobożnie odprawianych Mszach św., nabożeństwach. Budował nas tą pobożnością. Był bardzo wymagający wobec nas, zwłaszcza jeśli chodziło o noszenie stroju kapłańskiego, ale też wobec siebie. Jak to cholerykowi, zdarzało mu się nas zrugać, ale potem przysyłał nam bombonierkę. Nieraz też zapraszał nas z ks. proboszczem na obiad do siebie. To było wówczas niebywałe.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół