• facebook
  • rss
  • Sen o gazecie

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 11/2017

    dodane 16.03.2017 00:00

    Pięć obrazów, które nie chcą zniknąć z pamięci.

    Gdyby ktoś kazał mi zamknąć oczy i zapytał „»Opolski Gość Niedzielny« – mówi to panu coś?”, wiem, jakie obrazy pojawiłyby się w mojej głowie najpierw. Znam nawet kolejność, w jakiej przenikałyby siebie, jeden po drugim. Aż do obrazu piątego, po którym nastąpiłaby szybka seria wielu scen, kadrów, chwil. O niektórych nie napiszę.

    Teresa

    To oczywiste: pierwszym skojarzeniem z „Gościem Niedzielnym” w Opolu jest Teresa Sienkiewicz-Miś. Założycielka, długoletnia redaktorka, znakomite pióro, jeszcze znakomitsza osobowość, legenda naszej redakcji. Ale pod zamkniętymi powiekami pojawia mi się nie jako legenda, ale jako koleżanka, bliska koleżanka, wreszcie – chyba mogę to powiedzieć: przyjaciółka. W jej mieszkaniu na 8. piętrze bloku przy ul. Rybackiej przez trzy lata mieściła się pierwsza opolska redakcja „Gościa”. Chociaż spotkania redakcyjne odbywały się także w mieszkaniu ks. dr. Jana Kopca (patrz s. III), to na Rybackiej szła szara redakcyjna praca. Tam wykuł się pierwszy numer „Opolskiego Gościa Niedzielnego” z datą 22 marca 1992 r. i ponad sto następnych. Teresa miała mocny charakter, zdanie o sprawach i ludziach – jasne, wyrobione, pewne. Wyrażała je otwarcie i potrafiła o nie walczyć, jeśli było trzeba – zdecydowanie. Tak, również z duchownymi. To był znakomity fundament pod pracę opolskiej redakcji GN: bo bez krytycyzmu, a nawet dawki sceptycyzmu dziennikarstwo traci smak.

    Lasaki

    W sierpniu roku 1997 częściej niż zwykle myliśmy swoje buty z błota. Cała redakcyjna para szła wtedy w opisywanie sytuacji powodzian. Zalane wioski i miasta po powodzi tysiąclecia przedstawiały opłakany widok, na polach i w obejściach zalegała często warstwa pozostałości po opadnięciu wód. Przejmował nas los ludzi samotnych, starszych czy wielodzietnych rodzin poszkodowanych przez kataklizm. Ale z punktu widzenia redaktora „Gościa Opolskiego” najbardziej wstrząsający – i to pozytywnie – widok zobaczyłem w domku wśród nadodrzańskich pól w Lasakach (parafia Sławików k. Raciborza). Kiedy dojechałem tam znęcony osamotnieniem chatki stojącej niedaleko brzegu Odry i wszedłem do środka – drzwi były otwarte – nikogo wewnątrz nie zastałem. Ostrożnie, z obawą, czy mnie ktoś o szabrownictwo nie posądzi, wszedłem do kuchni. Była już nieco uporządkowana i wyglądała na kuchnię starszej, samotnie mieszkającej osoby. Biednie tam było. Na stole leżała jedna gazeta. Bieżący numer „Gościa Niedzielnego”. Wtedy zrozumiałem, czym nasza gazeta jest dla ludzi.

    Nettuno, Rzym, papież

    Rok później 10 września na rozsłonecznionej uliczce Nettuno k. Rzymu usłyszałem radosny okrzyk Alicji Wysockiej, znakomitej koleżanki z warszawskiej edycji GN: – Teresa, Andrzej! Jesteście w „L’Osservatore Romano”! – wołała, machając najświeższym wydaniem watykańskiego dziennika. Dzień wcześniej cała redakcja „Gościa Niedzielnego”(trzy autobusy). pielgrzymująca do Rzymu z okazji 75-lecia tygodnika, uczestniczyła w środowej audiencji z Janem Pawłem II na placu św. Piotra. Papież przemówienie po polsku poświęcił właśnie „Gościowi Niedzielnemu”. Euforia, jaka w czasie przemówienia papieskiego mnie ogarnęła, zostawiła ślady na wiele lat.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół