• facebook
  • rss
  • Mój cud

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    – Z Julką jesteśmy jakby znowu połączone pępowiną – jestem jej ustami, nogami, rękami, staram się czytać w jej myślach. To niezwykła więź – mówi jej mama.

    Kruche, lekkie ciałko skrywa silną, wiedzącą, czego chce, niezwykle bystrą dziewczynkę. Zupełnie sprawną umysłowo, normalną trzynastolatkę, czasem humorzastą, zadającą trudne pytania, to znów pękającą ze śmiechu. Po mamie odziedziczyła miłość do książek, z tatą dzieli pasję informatyczną. Urodziła się zdrowa, w wieku 4 lat pojawiły się pierwsze symptomy nieuleczalnej choroby. Diagnoza: zespół Leigha. Mama (która wychowuje córkę samotnie) wykonuje za nią wszystkie czynności. Nauczyciele przychodzą do domu, choć dziewczynka bardzo lubi kontakty z rówieśnikami. Porozumiewa się dzięki specyficznemu systemowi, opracowanemu przez mamę, nauczycielkę wychowania początkowego. Ruchem oczu dziewczynka składa z nią literki i słowa. Mimo to starają się nie żyć chorobą, ale cieszyć każdym dniem.

    Bóg, człowiek, zawodnik

    – Skąd się u niej wzięło to kibicowanie? Z patriotyzmu, który ma w sobie. U nas w domu to było ważne, starałam się w niej to zaszczepić i udało się – opowiada Małgorzata Wieczorek. I dodaje, że jako pierwszak recytowała „Kto ty jesteś…”, dopytywała o historię Polski. Przy zaborach mama musiała jej wytłumaczyć, że trzeba było walczyć inaczej, nie bronią, jak utalentowani ludzie, np. Chopin, Sienkiewicz, Matejko, którzy będąc gdzieś na świecie, mówili „Jestem Polakiem”, choć kraju nie było wtedy na mapach. – Ona to zapamiętała i kiedyś, widząc jakieś rozgrywki sportowe, wypaliła: „Mamo, to oni nas dzisiaj reprezentują jak w czasach zaborów Chopin, rozsławiają imię Polski na świecie! Trzeba ich wspierać, kibicować im!”. Mnie zamurowało – przyznaje pani Małgorzata. Najpierw było Euro 2012, potem – siatkówka, mistrzostwa w 2014 r., Stéphane Antiga, szczypiorniści, skoczkowie. Jako kibic Julka może być wzorem. Wspiera Polaków niezależnie od dyscypliny. Równocześnie ma ogromny szacunek do innych narodów. – Gdy przy skokach któryś z czołówki zawodników, chyba Gregor Schlierenzauer, miał groźny wypadek przy lądowaniu, Julka nagle zaproponowała: „Mamo, pomodlimy się za jego zdrowie?”. Codziennie odmawiałyśmy wieczorem Różaniec, póki nie okazało się, że już jest w porządku. Wtedy po raz kolejny moje dziecko mnie zachwyciło dojrzałością! Kiedy dzieje się coś złego, nie ma dla niej narodowości, rywalizacji. Najpierw jest człowiek, a wygrana ma być fair play, nie dzięki czyjejś kontuzji – wspomina mama dziewczynki.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół