Nowy numer 49/2020 Archiwum

Brat Bernhard: kowal, męczennik

ŚWIADKOWIE WIARY. – Moi czarni mnie obronią – mówił do swojego bratanka misjonarz z Wawelna. A jednak po niemal pół wieku oddanej pracy misyjnej zginął z rąk czarnych partyzantów w Rodezji.

Śmierć

W 1977 r. brat Lisson przebywał na urlopie w Niemczech. Sytuacja w Rodezji była wówczas już bardzo napięta, ugrupowania partyzanckie zaczęły atakować także misje chrześcijańskie prowadzone przez białych, przeciwko którym kierowało się ostrze walki ugrupowań pod wodzą Joshuy Nkomo i Roberta Mugabe (późniejszego prezydenta, który do dziś dzierży dyktatorską władzę doprowadzającą ten najbogatszy dawniej kraj afrykański do ruiny). „Uważaj, bo cię zastrzelą” – ostrzegał misjonarza bratanek Franz. „Nie, moi czarni mnie obronią” – odpowiedział wtedy jezuita. Był święcie przekonany, że krzywda mu się nie stanie – podkreśla ks. W. Labusga. Nadszedł 27 czerwca 1978 r. – Bernhard był w warsztacie, widział przez uchylone drzwi, że o. Richert wchodzi z trzema typami z giwerami do domu parafialnego. Potem wychodzą i są mocno podekscytowani. Mierzą w o. Richerta. Brat Lisson odrywa się od pracy i próbuje perswadować. Padają strzały – najpierw do o. Richerta, potem do naszego wujka. Śrubokręt, który trzymał w ręku, wpada do kałuży krwi. Siostra Rufaro, jedyna, która nie uciekła w popłochu, odciąga ciała do kaplicy – opowiada ks. Waldemar. Brat Bernhard po 43 latach ofiarnej pracy w Rodezji stracił życie z rąk partyzantów walczących o wyzwolenie kraju z rąk białych ludzi…. Zachował się znamienny tekst jego przemówienia w kościele w Wackersdorfie, gdzie mieszkało jego rodzeństwo: brat Paul i siostra Rosalie. Prosząc o pomoc dla misji, opowiadał o swoim powołaniu. „To, co posiadam, jest nic niewarte, więc oddałem Jezusowi Chrystusowi samego siebie” – mówił brat Bernhard.

Pamiątka i.. .

W 35. rocznicę śmierci upamiętniono br. Bernharda w jego rodzinnej parafii. Mszy św. przewodniczył bp Andrzej Czaja, który poświęcił tablicę pamiątkową na ścianie kościoła. Na uroczystość przyjechał także o. Wolfgang Thamm SJ, który sześć lat spędził na misji St. Albert z bratem Bernhardem. – Nie tylko go poznałem, ale stał się moim prawdziwym przyjacielem. Prowincjał jezuitów z Zimbabwe prosił mnie, bym przybył na tę uroczystość upamiętniającą męczeńską śmierć br. Bernharda. Był znakomitym fachowcem i bardzo pobożnym człowiekiem, który zawsze chętnie szedł do pomocy innym. Oni z o. Richertem myśleli, że są bezpieczni, bo ich misja była stosunkowo blisko stolicy. Dzisiaj jezuici – Afrykanie starsi i młodzi – mają wielki szacunek dla tych białych misjonarzy, którzy wtedy nie opuścili misji mimo wielkiego niebezpieczeństwa – mówił sędziwy jezuita. Bp Andrzej Czaja zaapelował do wiernych, by prosili o wstawiennictwo swojego rodaka. – Gdyby Pan dał nam znak, że przez tego naszego brata, świadka mężnego wiary, chce udzielać łask, to na pewno jako Kościół opolski byśmy podjęli proces, który się rozpoczyna od ułożenia modlitwy. I – jeśli Pan Bóg będzie dalej nam odpowiadał, że ten nasz krajan jest Mu miły i chce przez jego orędownictwo łask nam udzielać – moglibyśmy potem wręcz proces ku beatyfikacji rozpocząć – mówił biskup opolski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama