Nowy numer 49/2020 Archiwum

Liczymy na cud

Nie widać, że jest chora, bawi się misiem, rysuje, dokazuje, ale nie pobiegnie jak rówieśnicy.

Po urodzinach kolejne operacje przebiegały pomyślnie, a istniejące wady się nie pogłębiały lub były nieaktywne. Wodogłowie nie narastało, a niektóre schorzenia, np. refluks, nawet się z czasem cofnęły. – Nasze życie się wywróciło. Nauczyłam się cewnikowania, które trzeba robić do dziś. Były wizyty u kolejnych specjalistów, szpitale, leczenie. Kiedy mając pół roku, Hanka powiedziała „mama”, rozpłakałam się, bo miała w ogóle nie mówić – opowiada Wioleta Buba.

Stanąć na nogi

Dziś mała to żywe srebro, bawi się, śmieje, rozmawia, rysuje. Pani Wiola nie pracuje zawodowo, jej życie toczy się w cyklu dyktowanym koniecznością cewnikowania Hani i rehabilitacją. Oboje z mężem wiedzą, że choroba małej jest nieuleczalna, ale robią wszystko, by córeczka była samodzielna. – Teraz walczymy o jej nóżki, o to, by potrafiła chodzić. Od pierwszych dni życia była ciągła rehabilitacja, najpierw gips, potem dwie operacje, które jednak nie przyniosły trwałych efektów. Wiem, że Hania nie będzie chodzić tak jak zdrowe dzieci, ale chcemy, by sobie radziła. Pionizacja pomaga też w usprawnieniu innych narządów – zaznacza pani Wiola.

Po konsultacjach w kraju i za granicą neuroortopeda z Monachium stwierdził, że operacja nóżek dziewczynki i specjalny stelaż, wspomagający ścięgna i mięśnie da jej 90 procent szans na chodzenie. Operację można przeprowadzić w Dziecięcej Klinice w Aschau, w Niemczech, ale trzeba zrobić to jak najszybciej, by nie nastąpiło zwichnięcie bioder. W innym przypadku Hania będzie skazana na wózek inwalidzki. – Termin operacji wyznaczono na początek lutego, więc do końca stycznia musimy zebrać 90 tys. zł, a potem jeszcze 40 tys. na ortezy. Kosztorys otrzymaliśmy pod koniec września i od tej pory próbujemy zebrać potrzebną sumę. Wcześniej staraliśmy się radzić sobie sami, nie prosić nikogo o wsparcie. Teraz w zasadzie liczymy na cud, bo po ludzku nie mamy skąd wziąć takich pieniędzy – mówi zrozpaczona matka. Ojciec Hani, Marek, pracuje, by utrzymać rodzinę, jednak zdobycie stu tysięcy złotych „na już” jest niewykonalne.

Pomóc stara się także parafia. Na początku grudnia zorganizowała charytatywny kiermasz świąteczny na rzecz Hani. Włączyła się szkoła, przedszkole, OSP, Mniejszość Niemiecka, Koło Gospodyń Wiejskich, rada sołecka. Choć miejscowość liczy ledwie 800 mieszkańców, udało się zebrać 7,5 tys. zł. Rodzina współpracuje z fundacją „Zdążyć z pomocą”, przez którą zbiera pieniądze na operację. Z pomocą rodziny założyli też stronę internetową www.pomocdlahani.pl. – Haneczka daje nam tyle radości. Kiedy tworzyłam stronę internetową, napisałam jej historię w formie bajki. Mamy nadzieję, że jej zakończenie będzie szczęśliwe – mówi Wioleta Buba.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama