Nowy numer 47/2020 Archiwum

Dreszcz przez ciało i sumienie

O źródłach terroryzmu, lęku na co dzień, naśladowaniu św. Franciszka i oczarowaniu papieżem. Rozmowa z o. Symeonem Stacherą OFM, wikariuszem generalnym archidiecezji Tanger (Maroko). Przypominamy ją w przeddzień pielgrzymki papieża Franciszka do Maroka.

Czy imamowie wypowiadają się przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu?

Trudno mi powiedzieć. Śledzę naszą prasę francuskojęzyczną, inni bracia arabskojęzyczną. Zatrważa nas, że nie było oficjalnych wypowiedzi czy oświadczeń przeciwko kalifatowi i barbarzyństwom, jakie oni czynią. Nie było potępień tego. Jednak nie chcę tak jednoznacznie określać sytuacji, bo np. król Maroka wysyła swoje siły wojskowe do koalicji państw arabskich walczących z tym tzw. Państwem Islamskim.

A jak reagują zwykli ludzie – muzułmanie?

Słucham ich, ludzi prostych, tych, którzy wokół mnie żyją, i do dzisiaj potępienia działań kalifatu – z wielkim bólem serca muszę to przyznać – nie usłyszałem. To mówi mi wiele. Po ścięciu Koptów w Libii w biurze pytam sekretarkę, wykształconą osobę: „Jak to możliwe?”. I ona odpowiada: „Nie możemy wiele powiedzieć, bo taka jest polityka”. Boją się po prostu. Nie powiem, że jest wewnętrzne przyzwolenie na działania kalifatu, ale brak jasnego określenia, że nie tędy droga, że kalifat działa przeciw ludzkości. Jest bierna akceptacja.

Czego oni się boją?

Strach wynika z trudnej sytuacji. Widzą przecież, co się dzieje. Nie mogę jednak powiedzieć zbyt wiele. Maroko jest cywilizacyjnie rozwinięte, zaawansowane w rozwoju, są pewne grupy nowych myślicieli islamskich otwarcie potępiających działania ISIS – zwłaszcza związane z uniwersytetem Al-Azhar w Kairze. Ale deklaracji organizacji społecznych czy politycznych w sprawie kalifatu nie widziałem. Ufam, że one gdzieś tam są, bo przecież sytuacja nabiera bardzo niebezpiecznego rozpędu. Myślę, że to jest zagrożenie nie tylko dla całego Bliskiego Wschodu, ale także dla Europy, dla Afryki Północnej, a także Afryki tzw. czarnej (np. działania Boko Haram w Nigerii).

Ojciec jest autorem wielkiej pracy na temat osiemsetletnich relacji między franciszkanami a sułtanami w Maroku. Czy w historii są jakieś historyczne podobieństwa do obecnej sytuacji z tzw. Państwem Islamskim?

Widzę. Jedną analogią są wyprawy krzyżowe – kiedy odpowiadano siłą na utratę tego, co dla nas najświętsze – Grobu Pańskiego. Święty Franciszek, który żył w tej epoce, spojrzał inaczej na to samo. W czasie V wyprawy krzyżowej wyszedł na spotkanie sułtana. Myślę, że św. Franciszek podpowiada nam, którędy cywilizacja, ludzkość, chrześcijaństwo i islam powinny iść. Natomiast jeśli chodzi o sprawy, nad którymi pracowałem – franciszkanie i sułtani w Maroku – trzeba powiedzieć, że przemoc była z obydwu stron. Były wzajemne prześladowania. Ale my, franciszkanie, szliśmy zawsze przez te osiem wieków na spotkanie drugiego. Myślę, że właściwą propozycją jest właśnie pójście na spotkanie z tym drugim.

Dreszcz przez ciało i sumienie   Na marokańskiej ulicy Archiwum o. Symeona Stachery
« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama