Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dreszcz przez ciało i sumienie

O źródłach terroryzmu, lęku na co dzień, naśladowaniu św. Franciszka i oczarowaniu papieżem. Rozmowa z o. Symeonem Stacherą OFM, wikariuszem generalnym archidiecezji Tanger (Maroko). Przypominamy ją w przeddzień pielgrzymki papieża Franciszka do Maroka.

A jeśli ten drugi jest wrogo nastawiony?

On też jest obrazem Boga, może usłyszeć Jego głos. Dzisiaj nawołuje nas do tego papież Franciszek. Uczestniczyłem w kilku spotkaniach z nim. Powtarzał: idźcie do muzułmanów, pracujcie z nimi, szukajcie wspólnego dobra. Jesteśmy skazani jedni na drugich. Wyjście na spotkanie jest jedynym orężem, który spowoduje zmianę mentalności. Dlaczego kalifat czyni to, co czyni? Ze zła, które ma w sobie? Dlaczego kalifat powstał i dlaczego ma tak wielką władzę, nie tylko ekonomiczną? Myślę, że jednym z jego źródeł jest upokorzenie tych ludów, nacji, które przez wieki nie wytworzyły cywilizacyjnego rozwoju materialnego (może kierowały się innego typu rozwojem?). Czy kierują nimi tylko pobudki religijne? Nie powiedziałbym. Materialne? Być dżihadystą to jest nawet opłacalne. Ale czym kierują się młodzi mieszkający w Europie, którzy zaciągają się w ich szeregi?

Ojciec nie wierzy w siłowe rozwiązanie problemu tzw. Państwa Islamskiego?

Siłowo, ach… (ciężkie westchnienie) Oczywiście kiedy jesteśmy w zagrożeniu życia, możemy używać siły. Nie po to, żeby zabić napastnika, ale go obezwładnić. Ale jak sprawić, żeby on zmienił swoje myślenie? Cały czas kieruję się franciszkańskim przesłaniem: iść na spotkanie. Jak się spotkać, skoro strona walcząca jest nastawiona tak negatywnie? Nie mam na to dzisiaj rozwiązania. Jak zmobilizować całe narody – szczególnie arabskie – do przeciwstawienia się temu sposobowi szerzenia islamu, do zamknięcia źródeł, które karmią ducha kalifatu? Myślę szczególnie o „karmieniu” materialnym, bo siła militarna kalifatu jest ogromna. Nie można pozostawić tych pytań bez odpowiedzi. Wszystkie mądre siły ludzkie powinny się zjednoczyć, by powstrzymać ten barbarzyński kierunek.

Diecezja opolska gotowa jest przyjąć tymczasowo 50 rodzin z Syrii. Z uchodźcami pragnącymi dostać się do Europy ma Ojciec do czynienia od lat, rozumie sytuację chrześcijan żyjących w świecie islamu. Co jest najważniejsze w kontaktach z nimi? Czego się wystrzegać?

Najważniejsze są trzy słowa. Poznać – uczynić wszystko, aby otworzyć się na inność, ludzi inaczej myślących niż my, poznać ich życie, ich historie, tragedie, pragnienia, słuchać ich. Być dla nich sercem Jezusa... Drugie: zaakceptować – ich świat jest inny od naszego. Są z Bliskiego Wschodu, niosą swój wymiar religijny w wydaniu orientalnym. Nie oceniajmy ich ani nie wydawajmy osądów. Po prostu z sercem na dłoni zaakceptujmy ich takimi, jakimi są. I w końcu pokochać – to najpiękniejsze i najtrudniejsze, bo miłość weryfikuje się każdego dnia. Pokochać to przyjąć na siebie trudności, które przyjdą. Od uchodźców będzie oczekiwane świadectwo ich chrześcijańskiej postawy i wartości, które przyniosą ze sobą. Trzeba się wystrzegać – z obydwu stron – pochopnych opinii, oceniania całości zjawiska, generalizowania. Trzeba towarzyszyć każdej sytuacji i każdemu człowiekowi, każdej rodzinie z osobna.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama