Nowy numer 47/2020 Archiwum

Kawa na froncie

W strefie wojny toczącej się na wschodzie Ukrainy był już trzy razy. W sierpniu znów chciałby pojechać do żołnierzy.

Brakuje im niemal wszystkiego

Jadąc na tereny objęte wojną, w okolice Artimowska w obwodzie donieckim, wyobrażał sobie dobrze zorganizowaną armię, robiącą wrażenie, jak choćby armia amerykańska. Tymczasem spotkał prostych chłopaków, którzy walczą w niejednakowych mundurach, którzy czują się opuszczeni przez państwo i lękają o swój los. Często brakuje im bielizny czy butów, w sztabach brakuje komputerów. – Ujęły mnie ich ogromne pragnienie obecności kapłana, ich szacunek do liturgii i religijnych przedmiotów. Gdy ks. Siergii oblewał ich wodą święconą, to na ich twarzach widziałem ulgę – opowiada Hubert Kampa. Przyznaje, że choć to nie była długa wizyta, to jednak przeżycia odcisnęły w nim trwały ślad. Ceni sobie naszywkę batalionu, którą dostał od dowódcy, i gwiazdkę z munduru podpułkownika. Z uśmiechem wspomina prostą kolację, kiedy w sztabie na plastikowych talerzykach zaserwowano specjalnie upolowanego zająca.

Kiedy wrócił do Polski, nie zapomniał o ukraińskich żołnierzach, z którymi tak dobrze rozmawiało mu się po polsku. Wielu z tych, których poznał, jest z okolic Wołynia i rozumie język polski. A gdy dotarła do niego wiadomość, że brakuje sprzętu: lunety obserwacyjnej, lornetek, długo się nie wahał. Rozpoczął zbiórkę, do której zaprosił osoby związane z jego pracownią ikonograficzną. Udało mu się zebrać potrzebną kwotę na sprzęt, a także sporo czekolad. – Święta Bożego Narodzenia w prawosławiu są dwa tygodnie później niż u nas. Dlatego spokojnie mogłem przed 6 stycznia pojechać do Kijowa, a stamtąd wyruszyć z ks. Dmitrievem w kolejną podróż do żołnierzy – mówi. I dodaje: – Wcześniej jednego z dowódców pytałem, co mam mu przywieźć. Odpisał mi: „Hubert, nic nie trzeba. Najlepszym prezentem będzie twój przyjazd na kawę”. Ujęło mnie to, że mógł wykorzystać sytuację i poprosić o wiele, bo wtedy potrzeby były duże. To był dopiero początek pomocy kierowanej do żołnierzy. A jemu zależało na tym, byśmy po prostu mogli się spotkać.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama