GN 48/2020 Archiwum

Kawa na froncie

W strefie wojny toczącej się na wschodzie Ukrainy był już trzy razy. W sierpniu znów chciałby pojechać do żołnierzy.

Święta na wojnie

– Dostałem z Ziemi Świętej kamień z Groty Bożego Narodzenia, rozbiłem go na drobne kawałki. Umieściłem je w niewielkich puszeczkach i rozdawałem żołnierzom. Później okazało się, że jeden z żołnierzy miał ten kamyk przy sobie w czasie ostrzelania. Wszystko wokół niego płonęło, a on czekał na śmierć. Opowiada, że wyjął z kamizelki kamyk i modlił się. Nic poważnego mu się nie stało – opowiada Hubert Kampa. Mówi, że żołnierze podobnie cenią sobie otrzymane małe ikony, które noszą przy sobie, a w przypadku szybkiej ewakuacji zabierają jako pierwsze. Na Wielkanoc też pojechał, już po raz trzeci. – Podczas tej wizyty byłem świadkiem, jak ks. Siergijowi wręczany był Medal Kapelana. Nie potrafię opisać, jak bardzo byłem zszokowany, gdy taki sam medal i ja dostałem, choć duchownym nie jestem. To nagroda, która wiele dla mnie znaczy, to symbol tego, że żołnierze mi ufają. Dlatego myślę już nie tylko o pomocy materialnej, ale i duchowej, modlitewnej – przyznaje wolontariusz.

Z kilkoma żołnierzami utrzymuje regularny kontakt internetowy. Zna doniesienia z frontu, na potrzeby reaguje szybko. Wysyła choćby potrzebne leki. Zajął się też organizacją wystawy „Modlitwa za Ukrainę”. – Gdy opowiadam żołnierzom, że w Polsce modlimy się za nich, mają łzy w oczach – podkreśla.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama