Nowy numer 21/2018 Archiwum

Wołamy na niego Panchito!

Rozmawiamy z Gabrielą Rojas Sierra, Kubanką, która papieską pielgrzymkę śledziła z Opola.

Gabriela Rojas Sierra choć w przebywa w Opolu, śledziła pielgrzymkę Franciszka na Kubę   Gabriela Rojas Sierra choć w przebywa w Opolu, śledziła pielgrzymkę Franciszka na Kubę Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Kiedy wyjeżdżała, jej kraj kończył intensywne przygotowania do wizyty papieża Franciszka.

- Widziałam mnóstwo flag i plakatów, najpierw niewiele, ale z każdym dniem przybywało. Kiedy jechałam na lotnisko, były już na każdej wystawie, malowano i naprawiano ulice, gdzie miał przejeżdżać... Wszyscy byli podekscytowani. Orkiestra z mojej szkoły przygotowywała się do Mszy św. z jego udziałem, więc już od miesięcy intensywnie ćwiczyli - opowiada młoda Kubanka.

Gabriela Rojas Sierra wyruszyła do Polski trzy dni przed przyjazdem papieża Franciszka na Kubę, w ramach trzymiesięcznego stypendium. Jest ono owocem współpracy dyrektora Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej z Opola z Uniwersytetem Hawańskim. Do połowy grudnia stypendystka będzie w Opolu, pod okiem wykładowców DIMK, szlifować grę na organach, poznawać ich budowę, szkolić się w prowadzeniu zespołów śpiewaczych i uczęszczać na próby chóru.

Jednak choć papieska wizyta trafiła na czas jej nieobecności w kraju, młoda Kubanka obserwowała ją przez internet. I dzieliła się wrażeniami ze spotykanymi Polakami.

Opowiadając, że to trzeci papież, który przyjechał na Kubę, porównuje:

- Najpierw była wizyta Jana Pawła II w latach 90. ubiegłego wieku – to była dla nas wielka, wielka rzecz. Wprawdzie ja byłam wówczas mała, jednak wiele wiem z opowiadań rodziców, dziadków czy znajomych. To zapoczątkowało zmiany, których ludzie bardzo oczekiwali. Oczywiście nie wszystko nastąpiło od razu, ale to było ważny punkt, patrząc z perspektywy następnych lat. On zainicjował to, że Kuba otworzyła się na świat i świat na Kubę. I wiem, że od jego wizyty w naszym kraju znów zaczęto świętować Boże Narodzenie - wspomina.

Po kilku latach w odwiedziny przyjechał Benedykt XVI, do którego mieszkańcy wyspy żywili ogromny szacunek. I wreszcie przyjazd Franciszka, nazywanego przez Kubańczyków Misjonarzem Miłosierdzia.

Stypendystka z Kuby bez problemu odnalazła się w chórze DIMK, choć - jak przyznaje - z polskim repertuarem było dużo trudniej   Stypendystka z Kuby bez problemu odnalazła się w chórze DIMK, choć - jak przyznaje - z polskim repertuarem było dużo trudniej Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Wspominając o Mszy św., której przewodniczył w Hawanie, opowiada:

- Z całego kraju, nawet z małej wioski, z jakiej na przykład pochodzą moi dziadkowie, zjeżdżały się specjalne autobusy. Ludzie jechali z daleka i stali od świtu na placu Rewolucji, żeby uczestniczyć w tej Mszy. Widziałam przez internet, że była tam ogromna liczba ludzi. A jego przyjazd do sanktuarium Virgen de la Caridad del Cobre, Matki Bożej, patronki Kuby, jest ważnym, symbolicznym i pięknym gestem – stwierdza Kubanka.

Wskazuje też na spotkania z rodzinami, z młodzieżą, podczas których Franciszek mówiąc, odkładał na bok kartki i przemawiał serdecznie, od siebie. Choć cały kraj został na kilka dni niemal sparaliżowany przez względy bezpieczeństwa, mieszkańcy i tak bardzo cieszyli się na przyjazd tego gościa.

- Gdy rozmawiałam z mamą i ciocią, które są w kraju, czułam, że zarówno one, jak i reszta rodziny są zachwycone przekazem papieża o rewolucji zawierającej czułość i radość, o współczuciu, służbie innym i Bożej miłości. To była bardzo czysta i wiele znacząca wiadomość dla Kubańczyków. Myślę, że nie zapomną tego i to pozwoli rozwijać dalej dialog – przytacza opinię rodziny Gabriela.

Ona sama, choć z daleka, śledziła strony internetowe, wpisy i zdjęcia znajomych wklejane na Facebooka. - Trochę żal, że mnie tam nie było, ale i tak byłam w łączności z nimi. To było świetne, przez te wpisy widać było, że wszyscy tym żyją, łącznie ze mną, i że go lubią - i dziadek, który wcale nie jest katolikiem, i młodzi, i starzy. To naprawdę niesamowite. U nas mówimy na papieża Panchito - to zdrobnienie od imienia Pancho, czyli naszego Franciszka. Bo jest nam tak bliski, taki bezpośredni w relacjach i taki nasz - uśmiecha się stypendystka.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma