Nowy numer 49/2020 Archiwum

Tutaj jest Ktoś

Sylwetka. Przez dwanaście lat praktykował buddyzm. Trzy lata temu usłyszał wewnętrzny głos. Wiedział, Kto mówi…

Po powrocie do Polski miał okazję spotkać się z Dalajlamą. – I on powiedział: fajnie, że jesteście buddystami, uprawiacie medytację, ale pamiętajcie, że urodziliście się w Polsce, tu w określonej tradycji się wychowaliście. I ważne, żeby tę tradycję uprawiać. Byłem przerażony, to był dla mnie wstrząs. Dalajlama, przywódca buddyzmu tybetańskiego, zakwestionował moją drogę! A teraz widzę, że to był jeden z decydujących momentów życia – opowiada. Poznał dziewczynę, która dzisiaj jest jego żoną i matką ich dzieci. – Ona przeżyła nawrócenie, głęboki powrót do Chrystusa. Rozmawialiśmy o swojej wierze, o wartościach łączących chrześcijaństwo i buddyzm: miłosierdzie, współczucie, ubóstwo. Jednak ja powoli przestawałem praktykować buddyzm. Skończyło się to pustynią duchową. Nie wiedziałem, co robić – mówi Piotr Nowakowski. Zaczął poszukiwania duchowe w świecie chrześcijaństwa. Trafił na postać Dietricha Bonhoeffera, pastora protestanckiego, męczennika nazizmu, twórcę pojęcia „chrześcijaństwa bezreligijnego”. – Intrygował mnie, poruszał, ale w swoim życiu niczego nie zmieniałem – opowiada.

Na dyżurce

Aż nadeszła noc na dyżurce pogotowia, którą Nowakowski nazywa „początkiem czasów nowożytnych” w swoim życiu. – Odpoczywałem i usłyszałem głos. Słuchałem. Wiedziałem, Kto to jest. Bo – choć to dziwnie brzmi – to się wie. I ten głos wewnętrzny – rodzaj odczucia, trudno to określić – mówił: „Jeżeli masz innych mistrzów, to dlaczego Ja nie mogę być twoim mistrzem?”. Odpowiedziałem: „Kto Ty jesteś?”. Więc się przedstawił: „Jestem Jezusem. Chcę, żebyś został moim apostołem”. Wróciłem do domu i byłem przerażony. Myślałem: no to ładnie. Opowiedziałem żonie. Ona się popłakała, bo bardzo chciała, żebym uwierzył w Chrystusa. To był moment przełomowy mojego życia, tak nietypowy dla mnie i trudny do akceptacji. Czytałem Dzieje Apostolskie, żeby zrozumieć, co znaczy to, że mam być apostołem – opowiada Piotr Nowakowski. Zaczął studiować teologię, Pismo Święte. Mantrował, czyli modlitewnie powtarzał, wezwanie „Jezu Chryste”. Dowiedział się, że w historii Kościoła byli tzw. ojcowie i matki pustyni, mnisi praktykujący modlitwę medytacyjną, powtarzający krótkie wezwania modlitewne; że zwłaszcza w tradycji Kościołów Wschodu ta praktyka nadal trwa. W końcu trafił na WCCM. – Jestem ogromnie wdzięczny. Mam poczucie łaski, że On mi to dał – podkreśla Piotr Nowakowski.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama