Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dom niezwykły

Teresa i Kazimierz Jednorogowie od ćwierć wieku życie oddają niepełnosprawnym i ich rodzinom.

Niezrealizowane marzenia

– Od początku podążaliśmy za oczekiwaniami niepełnosprawnych i ich rodzin, a działania, które podjęliśmy, stały się naszą odpowiedzią na ich konkretne potrzeby i pragnienia. To nie było nasze widzimisię, żeby otwierać kolejne placówki – podkreśla Teresa. Ale dodaje, że nie chcą z mężem opowiadać tylko o tym, co udało im się osiągnąć. – Mamy też porażki i niezrealizowane marzenia – przyznają. Jednym z nich jest utworzenie spółdzielni socjalnej z mieszkaniami dla niepełnosprawnych. – Rodzice niepełnosprawnych dorosłych stawiają sobie pytanie: „Co będzie z moim dzieckiem, kiedy umrę?”. Nasi podopieczni mają terapię, mają pracę. Idąc krok dalej, staraliśmy się też o uruchomienie mieszkań chronionych, czyli domu dla tych, których bliscy odeszli. W takich sytuacjach życiowych to my stajemy się osobami, które muszą odstawić naszych podopiecznych do DPS-ów... A potem obserwujemy, jak w tych placówkach jest im trudno się odnaleźć. To dlatego, że przez wiele lat prowadzili aktywne życie, mieli wielu znajomych, byli motywowani do rozwoju, a gdy tego wszystkiego brakuje, dochodzi do depresji. Nasza praca idzie wniwecz – ubolewają. Wiedzą, że tego zadania już się nie podejmą, bo fundacja jest zadłużona. Do 2023 r. będą spłacali kredyt, który zaciągnęli na budowę Ośrodka Wczesnej Interwencji. Miesięczna rata to 17 tys. zł, co jest sporym obciążeniem dla budżetu fundacji. Kazimierz dodaje, że bolączką jest dla niego trudność w zachęceniu firm do społecznej odpowiedzialności biznesu. – Nie chodzi o wielkie darowizny, ale nawet o małe, tyle że regularnie przekazywane nam kwoty. Wtedy organizacja mogłaby płynnie funkcjonować – wyjaśnia. Mówi też wprost, że szuka następcy. – Wiele myślimy o tym, co będzie dalej. Nie wiemy, na ile jeszcze starczy nam sił – mówi. To nie frazes, że Jednorogowie zmieniają świat na lepsze. Jednak, jak sami podkreślają, działają dla ludzi, ale też dzięki ludziom. – To, co fundacja przez ćwierć wieku osiągnęła, jest ogromną zasługą naszej kadry. My tym wszystkim kierujemy, ale to oni grają pierwsze skrzypce, oddając się niepełnosprawnym całymi sercami i umysłami. To łącznie 98 pomocników, którzy utożsamiają się z naszą organizacją, często wciągają do wolontariatu swoje dzieci – podkreśla Teresa. Fundacja to po prostu dom, taki całkiem niezwykły dom, którego częścią czują się i jej pracownicy, i podopieczni.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama